Menu

odrosnę w rdzeniu drzewa

poezja, literatura, muzyka, sztuka

wiersze własne

Poeci w Zamku (1)

nati.z

Zamek w Świdwinie

17 października w zamku joannitów w Świdwinie odbyła się impreza finałowa 46. Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jana Śpiewaka i Anny Kamieńskiej, o czym można poczytać tutaj, a tu raczej obejrzeć zdjęcia, ponieważ w tekście są przeinaczenia, między innymi autor artykułu pomylił tytuły wierszy z godłami.

Jeden z moich nagrodzonych wierszy:


Z placu budowy

 

Życie przygotowało im różne zajęcia: wycinają stare

drzewa, remontują dom, a ocenianie i sądzenie przywarło

do ciał jak tarczniki do liści. Wymieniają moje imię.

 

Przyciskam pomarańczowe guziki wciągarki. Zgarniam wzrokiem

południe, wystarczy wychylić się na jasną stronę i skoczyć, po wszystkim

ściągnąć rękawiczki, wybierać przekwitłe kielichy

i czekać na zwózkę słonecznych kręgów, zamykanie bram,

przesypywanie ziarna.

 

_______________________________________________________


Odkąd żyjemy na placu budowy, koniec łagodnej muzyki.

Zaciągnęło się, dopada nas glitch i noise. Rosną wycinanki

gór gruzu i ziemi, otaczają błotne kałuże.

 

Zapomnij, o chodzeniu  na rękach po niebie? Jeszcze raz

myślę intensywnie, budują się napowietrzne mosty

skręconych gałęzi wierzby. Każdy listek jest łódką,

pamięcią, do której wejdziesz.

 

Natalia Zalesińska

 



laureatka nagrody głównej

wszyscy laureaci

zdjęcia własne

mieć pewność

nati.z

Źródło

 

Słońce powracało do życia, przed oknem

wybijała się zieleń. Sąsiadka z parteru,

widząc mnie z wnuczką powiedziała: teraz to

tylko spacerować, spacerować, zazdroszczę.


Dwa lata później delikatne pukanie w drzwi,

zła wiadomość. Nawiasy otaczają kolejny raz,

dla przypomnienia, by mieć  pewność.


Czytam: nie opuszczaj jej, nie opuszczaj.

Przed jutrzejszym dniem po schodach głoszę

odejście rówieśnicy. W śniegu zamówienie na kanny.

 

 

12.10.2015

Bajki naszych dni (2)

nati.z

kwitnąca forsycja
odblask w oknie
uśmiechy na przystanku

siąpi deszcz
kalosze na ścieżce
rozłożone parasole

zimny poranek
hiacynty i bratki
tulą się do siebie

górka w marcu
ślady psich łap
biegną w wiosnę

sroka za sroką
patyczek za patyczkiem
na brzozie przy przystanku

pierwszy motyl
siada  na ulicy
klakson samochodu

rozsypane słońce
kaczeńce i mniszki
na dzień dobry

ciepły dzień kwietnia
sieję kwiaty
na miejskim balkonie

uśpione stokrotki
zamknięta furtka
w dali szczekanie psa

w drodze nad staw
przykuca, patrzy
żabom w oczka

Natalia Zalesińska


zdjęcia własne

zwierszenia

nati.z

zwierszenia

I

wiersz z ujęcia jak dwuletnia dziewczynka,
trzyma mamę za rękę, je pączka.
z włosami ściętymi na pazia sam podobny
do pączka, który upadł. na kolanach plamy
z trawy, czy rdza. małe nieszczęścia trzeba wciąż
opatrywać, stosować panthenol, inne okłady.

wiersz-płótno przyjmie każdą krew.

II

obłędnej wiosny szalał głośnik z blue monday,
ściany w białym pokoju wypełniały się rozmówcami.
sondowali słowo, w tobie wypalili
tatuaże, wszczepili czytniki.

po kilku latach mówią to samo.
po kilku latach w przestrzeni skanujemy pamięć.

III

wiersze utraty niech nie istnieją.
jeden rzut garścią brązowego ryżu.

IV

wiersze piwnice, zimne z czarnym diamentem. nad nimi
chemiczne ściany biura, personalne teczki i wersy, spękane
schody do archiwum imion, na poręczach schną dywany.
pajęczyny i sieć podziemnych przejść z ulicy francuskiej.
rano karaluchy w garnku z mlekiem. każda z nas traci dziecko.
stara mewka w bramie, wyciera usta rękawem.

wiersz jasna piwnica z kartonami zabawek,
w budynku bez strychu. do mieszkania jak do arki noego,
prowadzą drewniane schody. widzę - na nich trzyma mnie na rękach.

patrzymy w las. podchodzą.

V

wiersz, jazzujący tren. pracuję nad jego żywą tkanką.
tnę backspacem, potem zszywam. zmieniam kolejność:
opatruję ranę chlebem z śliną i nicią pajęczą.
złoty jest jak strzał, już się kręci w głowie.

inny, rozleniwiony leży na niebieskim kocu. mruży oczy
i słońce mruży się w jabłkowo-miętowym tymbarku z kostkami lodu.
mówi: światło jest greckie, tak powiedział autor w oddechu bogów.

VI

wiersz świąteczny, to łagodny obraz w rodzinnych ramach.
i biały czas w łamaniu opłatka. tej nocy cicho pada śnieg.



Natalia Zalesińska


Wiersze na Święta

nati.z

Taniec

 

Minus jedenaście, zmrożone drzewa zaglądają w okna.

Dzwonek do drzwi. I już całuję jej czerwony nosek.

Zziębnięta domaga się porannego tańca Prokofiewa,


zaprasza.Tańczymy w zapachu srebrnego świerka.

Przenosimy ciepło. Rytmicznie liczy: raz, dwa i trzi.

Opadają z nas igły. Drzewa zasłaniają okna.

 

styczeń 2014

 

Z Boliny

 

Przechodzimy koło śnieguliczek, łypią oczkami

strażniczki parku. Nie spodziewałam się tego,

nie spodziewałam – woła dwuletnia E.,

na widok nowego placu zabaw, migocącego za drzewami.

 

A jeszcze nie tak dawno, płaczliwie: zepsuli koniki i huśtawki.

Wtórowały różane księżniczki, podskakując w konewce. W tle brzozy,

do których za chwilę się przytuli: uwielbiam, uwielbiam je.


Przed nami jeszcze wiele kroków, słów, rysowanek.

 

listopad 2014


Przedzimie

 

Rysuję świnkę Pepę, musi być cała rodzina. Kreślę wersy,

uczę się nowych imion, stare też wracają. Odkładam kartki,

czytam: mam nadzieję na spotkanie, w przyszłym roku


czterdziestolecie znajomości. Bajki naszych dni jak głos

w słuchawce: chętnie posłucham śpiewu młodych,

zagubię w kolędzie nad miastem.

 

grudzień 2014

Natalia Zalesińska


łabędziowo

nati.z

Na granicy dwóch dzielnic, wśród lasów są stawy, ulubione miejsca wędkarzy. Na zdjęciach poniżej jest staw, nad którym była kiedyś stanica wodniaków - budynek, przystań, kajaki. Później wszystko poszło w ruinę. Resztki gruzów można napotkać w wysokich trawach. Staw jest teraz siedliskiem kaczek, łabędzi; śpiewa rechotem żab. Z centrum Katowic dojeżdża tutaj autobus 109. W weekend do pobliskiego parku Bolina przyjeżdża sporo osób.W tygodniu bywam tam kilka razy ( dziś też byłam). Po południu w ręce mi wpadł zeszyt, w którym zapisywałam swoje stare wierszyki. Znalazłam wersowce ( napisane w 2005r.), które moim zdaniem pasują do zdjęć z tel. komórkowego.

 

***

zapuścić korzenie

potem tylko pęd do nieba

zakwitnąć i pachnieć

 

zapętlenie


w czerwcowych półcieniach

puchata kula na błękicie oka

wysyłam słowo pytajne

 

 

Zdjęcia własne

"niemowlę w zagłębieniu wiolonczeli"

nati.z

Fashion Jazz

Bóg grał jazz na Placu pod Lipami numer jeden.
Rodzinnie, wibrująco o podniebnych wędrowcach,
drodze, czerwonym hydrancie tuż przy domu
z paciorków jednego różańca, który ugasił pożar.

W drugim ujęciu  – setki kilometrów stąd, śpiące
niemowlę w zagłębieniu wiolonczeli, zaciśnięte piąstki. 
Za kilka lat na plaży wyciągnie ręce po ziarna.
W górze zawiruje powietrze.

W trzecim, wspomniał o tobie.
Zgubiłeś klucz, a obiecałeś.

 

© Natalia Zalesińska


kruchość

nati.z

Pamięci Aliny (1962-2013) [*]

 

Kruchość

Powiedział, że zyskałam nowy styl, że piszę
ekscentryczne epizody. I pewnie ma rację.


Za drzewami widoczny zarys garaży.
Tamci sypią żwir, jakby zacierali ślady
przed jesienią. Nie zagłusza ich szum.

Ból pulsuje, ćmi. Od tygodnia dla niej i za nią.
Jak nawrót choroby minie, mogłabym patrzeć.

Jesteśmy delikatni jak dzieci. A liście nabierają 
koloru krwi. Powiedziała, że ma nadzieję.


Na ostrze pada promień. Wydaje się śmieszne i małe.
Pamiętam nóż, który nosiła w kieszeni płaszcza.
Kiedyś będziemy słuchać ballad. Nie zagłuszy ich

szum autostrady, sygnał karetki.


© Natalia Zalesińska, "Połączenia"

liryka na sobotę

nati.z

©

 

Drum bassowe pytanie

                 The Question D Bridge


Naprawdę, kto jest owieczką w oku, wie tylko księżyc.

Sierp tnie tęczówkę. Słyszysz? W ogrodzie

śnieg zasypuje drzewa i twoje włosy.

W powietrzu każde słowo chcę 

zmienia się w kryształ lodu.

Mur z czerwonej cegły więzi, czy chroni ogród?

Kto zamyka sześć bram po dwudziestej trzeciej?

Nie śnij po drugiej stronie muru.


styczeń, czerwiec 2013r.

 © Natalia Zalesińska

Wiersz wiosenny

nati.z
Wiersz wiosenny dla zmęczonej
 
Piątego dnia, piątego miesiąca księżycowego,
o piątej rano – ryż owinięty w liść bambusa,
oddech w rześkim powietrzu.
I skądś bierze się to, o czym nie mówimy,
a czujemy tak samo.
Qu i okno, i rzeka przed godzinami
w wyścigach łodzi.
 
8 kwietnia 2010r.

© Natalia Zalesińska

Wiersz na Święta

nati.z

 Tylko w Nim


              Amen Henryk Mikołaj Górecki


Bądź zawsze jak skała i kochaj ponad miarę.

Odrośniesz w rdzeniu drzewa,

bo po to spadła kropla na ziemię.

Znasz prawdę  –  jesteś prawdą,

słonecznym splotem.


Widzisz  –  pisze na liściach jasność

i pamięć wypali.

Zaludni na nowo.

Zaśniesz, a On obudzi  Słowem,

lęki rzuci na wiatr. Zalśni drugie słońce.


2007r.

© Natalia Zalesińska

 

To wciąż się dzieje

nati.z

Śnięcie

I

Stwierdził: świat z miesiąca na miesiąc staje się coraz głupszy.

Trudniej namalować obrazek flakonika na stole, niż jakieś bohomazy. 


Trudniej o prawdziwą twarz. Ludzie chcą się spodobać ludziom.

(poszukaj cytatu z  Księgi) i przeinaczają wszystko w kabaret.

Słyszysz ten chichot? Jeszcze słyszę. 


Mdleją mi ręce.

Niosę jedną z najukochańszych

do domu.


II

Gasną lampki. Wszystko przez porywisty wiatr.

Rozmowa też porywista wokół życia na zachodzie,

i o dzieciach (razi mnie wszędobylskie słowo dzieciaki -

pomniejsza znaczenie).


Potrzebujemy ciepła i czułości, nawet gdy mówi:

najlepiej byłoby, gdyby świat już się skończył.


III 

To wciąż się dzieje, kropla drąży skałę. 


Ktoś udawał, chodził po wodzie, dopóki

straż rzeczna nie wciągnęła go do motorówki. 


Ktoś udaje. Rzuca kośćmi i prochem.

Ze złością przymyka powieki.


Czekamy na tego, który dotknie, rozjaśni.

 

© Natalia Zalesińska

Bielszy odcień

nati.z

Uspokojenie


Świst i szum nad głową.
Dwa łabędzie jak dreamlinery lądują
na zaśnieżonej trawie.


Labrador i wilczur, tresowane na boisku
nie słuchają przywołań. Z tej odległości 
nie mogę odróżnić tonacji bieli, złamanego głosu.


Ptaki wzlatują w niebo, by przejrzeć się w cienkiej krze. 
Ścieram śnieg z huśtawki. Huśtam się do jutra.

  © Natalia Zalesińska

 

dlaczego się śnisz

nati.z

Pod wezwaniem

 

dlaczego się śnisz, gdy inni odchodzą,
zostawiają włączone radio. kołyszę się
w chłodnych dronach, kaleczę serce bitami.
za błękitną górą ktoś porusza sznurami dzwonów.
 
dlaczego się śnisz? siedzisz na krawędzi,
zmywasz czerwony lakier. niepokoi kroplówka.
mówisz: czas domyka godzinę, zbliża trzynastą,
już na ciebie ostrzą noże.
 
słyszę tupot bosych stópek,
czy deszcz dziwnie uderza w dachy?
 

 © Natalia Zalesińska

Wiersz na Zaduszki

nati.z

 Na wiosnę

      nigdy nie zapominaj, że nosisz w sobie światło
                                       
W jesionie został hak, po kroplówce. W lutym 
wzrok Łucji spoczywał na  krzyżu. Przez niego
patrzyła w głąb. Rozmowy prowadziliśmy w myślach.
 
M. w kuchni, myjąc naczynia miała dziwne przeczucia
obecności.  Przez korytarz przebiegały cienie. To inni
przychodzili mówić o Świetle, i o tym jak rodzą się kwarki.
 
Jesteśmy podobni, nosimy w sobie cząstkę. 
Zmieniamy kolor ciała. Dostajemy nowe szaty w Emaus.
 
 © Natalia Zalesińska

Wiersz na Wszystkich Świętych

nati.z
Przeczucie
 
tu nic nie kwitnie,
a ławki, ławeczki obnażają starość.
świat się kręci w złotolistnym kanu.


i buk odarty z liści, bez wytchnienia
idź. popatrz – wszystko stygnie,
zbliża się do świętości.
 
1 listopada 2007r.
z tomiku "rzeczy delikatne"
 © Natalia Zalesińska

ciemna strona

nati.z
Rachunek dla podpalaczki
 
Zabijam wszystkie pomysły spisania słów.
Z premedytacją i precyzją, bo odkąd
wymieniono dach nad nami
światło pada na ściany,
tworzy witraże.
I przyszli inni. Z ostatniego piętra zrzucili
krzesła, stoły, szafy.
Pod balkonem stos.
Nie pamiętam czym zgrzeszyłam.
 
 
Powiedział
 
Was nie czytam, czytam prawdziwych poetów. 
 Kim są prawdziwi poeci ? Myślę o tym, od kilku lat.
 A świat nadal podzielony z mało widocznymi zarysami.
 Jakby wylane kubły z farbą. Jakby pszeniczne lato
 zmieszane z zimnym odcieniem. Wystarczy
 to wszystko okrasić uryną, benzyną w kałuży.
 I śmiechem tamtych, gdy wracali z ronda sztuki.
A prawdziwy poeta (?) powiedział:
 filmowali, jak odlewam się pod ścianą.
 

na złoty wtorek

nati.z
domingo z frazą nerudy
 
poczuć, na przekór wracać w palce ze słońca,
szerokie błękitne okna i czas, co pęka, 
jak łupina orzecha. w południowych zaułkach sjesta.
cenisz intymność, leniwy dryf. przez rozgrzane szkło
spoglądamy na zachodnią granicę -
piękniejsze portugalki od hiszpanek.
 
mają coś w sobie. światło czy fado? a w moim imieniu rój pszczół,
smak cytrusów. możesz śnić o santa maria
i liczyć plamki na ciele kobiety.
 
miedziane pośladki, uda miedziane ukażę światu
w pozie oddania. rzeźbi,
drga. w tobie pieśń z coimbry.
 
w przebudzeniu
 
Sun is shining Bob Marley
 
kto nad nami zmienił dach? odtąd świeci 
powietrze złote, jak strzał. igrające plamy na nogach.
wróciła dobra pogoda. i słodko
chcesz tańczyć przez wszystkie dni tygodnia.
 
w poniedziałek będziemy chodzić po niebie na rękach.
wtorek wróci burzliwy, jaśminy osypią chodniki.
w środę staniemy na skrzyżowaniu. nie wpadnę pod samochód.
i będę, jak w tęczy. 
w czwartek złapiemy świt i rozciągnie się czas.
w piątek wrośniemy w sen. i wreszcie zrozumiesz, uwierzysz.
sobotni wieczór napisze na naszych ciałach wiersze,
jak modlitwy na ratunek.

Pierścienie

nati.z
Ewidencja
 
Amazônia em registrom Piotr Kurek
 
Cóż powiedzieć w upalną niedzielę -
wszystko się lepi, począwszy od myśli.
Staje się fragmentaryczne i duszne.
 
Myślisz, że zieleń jest spokojem? 
Bywa drabiniastą kładką do jutra. 
Jutro okaże się  piekłem?
 
Tylko się nie zgub. Zagraj na liściu, na trawie.
Zagraj w studni.
 
Przyciąganie
 
Saturn Melancholia Fuka Lata
 
W tropikach, czy na wyspach
w centrach miast, na obrzeżach -
inne życie z nową walką. Zakładaj maski. Igraj,
baw się, graj?  Nie ten wektor, nie ten graf.
 
To ja: muzyka – energetyczny świat 
beztroska światła
bajeczny wiszący ogród w księżycowej aurze
 
Dziś wiem, co to znaczy kochać
człowieka. Nieustanny puls oscylacji 40Hz.
Dziś naprawdę wiem, co to tęsknić
za głosem, gdy przeczuwam jego
zdenerwowanie, przełknięcie śliny.
Przyciąganie zaczyna się muzyką,
w ciszy.
 

"poprzez sen czytam ci wiersze"

nati.z
Linie lotnicze
 
Czerwiec będzie chłodny, deszczowy. 
I inny. Wiedziałam już o tym, śniąc ból.
Po zbudzeniu gładkie dziąsło, szarość.
 
Miasto pogrążyło się w najniższym ciśnieniu.
Skradziono siedem tamaryn cesarskich.
Nad Pekinem kotara. Od ciosów 
 
rozbiło się szkło. Tybet, jak zawsze w żałobie.
I na transparentach potaniało życie.
Wokół szklane serca? Wokół szklany sen.
 
Kto i co jest prawdziwe, jasne, przeźroczyste?
 
4 czerwca 2012r.
  
Jazzujący tren
 
Pracuję nad wierszem, nad żywą jego tkanką.
Tnę backspacem jak skalpelem. Potem zszywam 
ciało. Zmieniam kolejność - opatruję rany.
Chlebem z śliną i nicią pajęczą.
- Lepiej propolisem. Złoty jest jak strzał.
Już się kręci w głowie.
 
4 czerwca 2012r.
ps. "poprzez sen czytam ci wiersze" - wers z wiersza Barbary Doniec
 

pękło niebo

nati.z
 
 
 
Fotografia. Zdarza się

zima, przedwiośnie, wiosna

Na zdjęciu mam niezgrabne warkoczyki.
Plótł je ojciec pomiędzy wyjazdami
na mecze do Moskwy czy Czelabińska.

Bluzka broczy zielenią, stawia przed oczami
obraz szpitalnej sali, gdzie ostrożnie
kładłam się obok niej, jadłam banany.

Na środkowym łóżku leżała kobieta, żółta.
Powietrze przesiąknięte było śmiercią
- czyhała pod szafkami. Nadeszły dni

kiedy topiłam się w odrze, a pradziadek
czytał "Płomyczki". Pod zaciemnieniem
prosiłam o cud. Przyszedł w maju

- pękło niebo.
 

Wiersz na Święta

nati.z

W Jego bezsenności
 
     Stabat Mater Dolorosa   Pergolesi

jakby cały świat w wieczerniku,
w belkach i ostrzu.
A po wiekach wiatrak. Nieważne, czy mielił
zboże, osuszał poldery. Plótł sznury,
żeby wiązać ręce. Był krzyż i nóż -
kreślił znak na chlebie. Nieustannie
chleb stawał się Ciałem, młyn strażnikiem.
Na rozstaju stukot kołatek.
Dolorosa przy drzewie.

 

odchodzącym

nati.z

Z mojej odległości  

           

Odkąd światło skróciło cienie,
zaczęło się odliczanie. Odwieszanie numerów.
Piątym był profesor. Z łagodnym wyrazem, pociągiem
do słów subtelnych, nieco staromodnych.

 

Kto powiedział: wciąż krąży wokół ciebie,
gdybym tylko mógł, odrzuciłbym ją daleko?
A tak wszystkich dopadnie, jak powtórzenie
głównego tematu.
 

  2 kwietnia 2012

 

w lutym mówiła: na wiosnę chcę wrócić do domu

nati.z
Już minął rok...
 
Ikona z Łucją
 
Papierem ściernym gładzę ramy.
Kątem oka widzę, jak siedzi 
w ogródku przy studni. Patrzy w okna, na pąki.
Uśpioną energię zapisuje w myślach.
 
Chce zabrać ze sobą żywotne soki, kwitnienie barw.
Wydaje się taka krucha. Chowa ręce.
Chłodny jeszcze dzień.
 
Nakładam na niego bejcę.
 
 
Dokąd prowadzi
  Nie do mnie  zadzwoniła: wiesz,
  jak tu pięknie świeci słońce.
 
 
Które słowo wybierasz, jeśli czy jeżeli?
Pierwsze ma lekkość - wstanę i pójdę dalej.
Bardziej wrażliwe, przypomina sierpniowe dni
nad Klimkówką. Inne, w nieruchomym powietrzu
 
przy przystani. Delikatny pływ, wszystko się zmienia.
Jeżeli? Zgasł sen. Spałam w tym łóżku, czułam
przenikający chłód. Po zbudzeniu nie dostrzegam
znaczeń – niczego i nic. Powidok - dzień dobry
 
w przestrzeni, jest ze słońcem, które jest tutaj.

 

melodią głosu

nati.z
Odruch

                                She Piotr Kurek

Nie odwraca zapisanych kart z twojego życia,
lecz ciebie na lewą stronę serca. W komorach
zakłada kamery na podczerwień. Czuje
niespokojne uderzenie, drgnienie.
 
Bada ciśnienie i puls. Pstryka palcem.
Stajesz się dorzeczem Amazonki czy Orinoko?
Wilgoć pokrywa każdy cal ciała. Intensywny kontakt.
Dzień lśni kolorową plamą. Zapach jest ścieżką.
 
Wabi nieznajomych o wielu duszach. Podróżnych,
którzy nie są niewolnikami czasu ani miejsc.
Dźwięki z ich snów, jak motyle z Marqueza. 
Przystajesz, by złapać oddech. Języki unoszą słowa.
 
Zielone linie nut. Ręce splatają los i przypadek,
o którym napiszesz opowieść.
 
7 marca 2012r.
 

Krwiobieg 

Łatwo przeniknąć pamięć, stworzyć pływającą wyspę
- na ulicy kosmicznej, w chłodnym pokoju
książka o seringueiros. W Anno Domini 2011

dziwna pogoda. I trudno to wytłumaczyć. Kończy się
czerwiec opleciony pewną frazą, jak karawele pnączami
w dorzeczu. Wyruszymy na południe? Pot się zmiesza

z zenitalnym deszczem, podniesie gorączkę. Przełamie
słowo tu, tam. Słowo - słodkie imię na obcym języku.
O tamtej porze wiatr przesieje zieleń, przenicuje prześwity,

zrani ostatnim drzewcem z kulczyby. W rozwidleniach
rozpoznasz prądy. Wpłyniemy gdzie nie ma podziału
na: wodę i ziemię, ty i ja; w zodiakalnym raku.


wersja II ( poprawiona) 2011r.

 

 

© odrosnę w rdzeniu drzewa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci