Menu

odrosnę w rdzeniu drzewa

poezja, literatura, muzyka, sztuka

wiersze innych

"ktoś miłowany tu przyjdzie"

nati.z

Z życzeniami na Święta

Granica słowa

 Asi

Przez okno osadzone w grubym murze starego domu,

zza równo przystrzyżonego żywopłotu, dociera zgiełk ulicy.

Siedzę obok Asi nad białą kartką papieru, na którą

z jej wykrzywionych ust ścieka lepka ślina. Asia nigdy


 

nie nauczy się sztuki pisania i czytania. Nigdy nie ujmie

w zdanie żadnej ze swoich myśli. Wyciągam z jej ręki

kredkę i chustką wycieram usta. Tulę do siebie i mówię

cicho nad jej główką kilka miłych rzeczy. Ile rozumie?


 

Nie wiem. Wyraźnie czuję, że jest szczęśliwa. Jej szczęście

przechodzi na mnie tak, jak przechodzi ciepło dotyku

albo czyjeś spojrzenie. Jedna z tych chwil, kiedy słowa,

nawet te najlepiej trafione, przegrywają z milczeniem.


Autor:  Robert Feszak Wnętrza Gór

 

"czas przebudzić się i przestać śnić"

nati.z

Wydawnictwo Stowarzyszenia Autorów Twórczości Artystycznej, Warszawa 2015

O ile się nie mylę, to debiutancka książka poetycka Piotra Ornocha. Autor w wierszu "vintage story" pisze: chyba obudzę się ze snu/ zupełnie gdzie i kiedy indziej - bo kiedyś w końcu trzeba się obudzić, może nasze ziemskie życie jest tylko snem (jak mi to przypomina Matrix) - czas się obudzić i przestać śnić (pora). Wiersze refleksyjne, szukające tropów, czym jest życie tu i teraz. Zakorzenione we Wschodzie, ponieważ Piotr jest buddystą. Każdy egzemplarz książki jest ponumerowany i podpisany przez poetę, który nadał im rys niepowtarzalności - co najmniej jedną ilustrację, w każdej książce inną dopracował ręcznie.

medytacje autobusowe
 
siedzieliśmy
oddzieleni przegubem
 
ja w kolanach
     w koanach
ona w krzyżu
        w pacierzu
 
wyszliśmy na żądanie
na tym samym przystanku
osobnymi drzwiami
a potem
ruszyliśmy w swoje strony
 
zakonnica
i ktoś
 
heksagram pięćdziesiąty siódmy
 
ile można o tym wietrze
mówią gołębie furkocząc skrzydłami
starszy pan w brudnych butach
i siatkowej koszulce
działkuje na krzesełku
obserwując wróżebne znaki
rysowane przez ptactwo na niebie:
 
przyszłość jawi się pewnie
jeśli będzie trzymać się swej drogi
mądre niedziałanie
zaniknięcie winy
 
nad głową błękitne łąki
a u stóp zieleń rozgwieżdżona
złocistością mniszków
 
być może
 
chłodny i mokry
wieczór
 
przez ulicę przebiega
zgrabna dziewczyna
z gitarą na plecach
 
włosami troskliwie
osłania futerał
przed niebem
 
chłodny i późny
wieczór
 
być może w jej życiu
ostatni
 

"jak ten szalony świat rozpuszcza się, zamienia w kałużę"

nati.z

Wydawca AGS, Warszawa - Izabelin, 2016

      Na okładce książki wydanej przez Autorskie Galerie Sztuki Marcina Niziurskiego widnieje zdjęcie obrazu namalowanego przez Martę.Wydaje się, niby spokojny widok: w nurcie rzeki odbija się niebo, brzegi porośnięte trzciną, trawą i lasem. Błogo i sennie. Nic bardziej mylnego, jest w tym obrazie coś niepokojącego i tajemniczego. Stamtąd przychodzą do mnie niepokoje. (Zima chodzi po kolędzie).

     W pierwszym wierszu z tomiku „Między rzeką a lasem” poetka pisze: Dopóki wciągać nas będą historie/ pisane na chodnikach, upychane/ w ciasnych dworcowych tunelach,/wielokrotnie powtarzane jak stukot/ kół pociągu, ciągle będziemy śledzić/ koleje ludzkich losów.( Plotka). I czytam jej książkę, czytam historie, prawie wszystkie bolesne, przejmujące.

Apokalipsa albo niebo nad Czelabińskiem

 Koniec zaczął się na początku dnia,
kiedy jeszcze nie wyschła farba.
Jednooki świstem przeciął płótno nieba,
 
została smuga albo ślad,
jakby nie mógł wylądować samolot.
Dookoła tylko popiół i swąd spalenizny.
 
Rzeki płyną cicho złożonymi dłońmi,
a miasta wylewają ludzi pod mosty.
Ulice rodzą bandytów, narkomanów i złodziei,
 
trudno tu o powietrze, o kawałek nieba.
Najtrudniej jednak być sobą, kiedy wszyscy
wokół mówią obcymi językami.
 
Cudze pole, gorzkie zielsko ziemi
i dalekie jak Syberia, ale niebo
wszędzie jednakie, oddycham tym niebem,
 
które wkrótce po mnie przyjdzie.
 
 Czereśnie
         ojcu
 
Posłuchaj jak drży ziemia,
pękają czaszki owadów.
Zaraz podłączą tlen,
będą uczyć trawy oddychania.
 
Posłuchaj jak pulsuje światło
w przewodach ambulansów,
żyłach kroplówek,
jak rozrasta się skrzep
w kruchych palcach.
 
Posłuchaj, zanim
będziesz mi zrywał
krwawiące czereśnie,
a drzewo cię połknie,
wypluje jak pestkę.

"Nie ma końca. Bo jak rozległy może być ból?"

nati.z

Okładka książki Mullaghmore

Wydawnictwo Forma, Szczecin 2016

Trzecia poetycka książka Małgorzaty Południak. Autorka zaprasza czytelnika w miejsca, które są "czymś więcej niż snem", bo przecież taka jest Irlandia. Malownicze wzgórza, surowość przyrody, torfowiska są tylko tłem, za nim jest tajemnica, strach wiersza, czy zwyczajne życie z radością i smutkiem. Przemijanie, dostrajanie się do inności. 

Mullaghmore

Dla mnie to miejsce jest czymś więcej niż snem,
w którym rozbieram się z ciemnych błękitów, w doskonałości
z wyrzeczeń przechodzę do żywego. Nad torfowiskiem
dostrajam sierpniowe good morning do materii.
Łagodnieję nad brwiami. Roje robaków polują jak dawniej.
Czy możemy tak trwać? W ich życiu przechadzać się, wahać.
Nasze ciała mogłyby leżeć pod drzewami. Jednak wstajemy
i bez lęku dodajemy kolorytu pagórkom, toniemy w oceanie,
wypływamy, nabieramy ostrości. Ta sama siła, która zgina konary
w locie. Ścigani przez umysł, porywani przez nurt, nikt nas nie chce
w raju owadów. Tak się zestarzejmy, wchłaniając zapach,
fragmenty rond, kwartałów, mury ogrodów.
Nawet sprzedawca precli spokojnie wyrabia ciasto, a ty
brzęczysz nad uchem, rozpalasz siatkówkę w oku.
Aż w końcu spadnie deszcz. Wyłowią nas razem,
z żabami, wonnymi kwiatami, ze stawów. Nie zmarnowaliśmy
swojej szansy.

Brzemię

Nie piszę o krwi miesięcznej, wkłuwaniu się pod skórę
skurczach, które generują ciepło. Wiersz jest zapisem strachu.
Spaloną korespondencją z młodości. Podwiązki, zakładki
z książek. Igiełki cedru. Zbiegają się ze sobą. To ciężka choroba –
nie móc przystanąć. Nie móc.
 
Przysłaniam twarz, a ty krzyczysz, że po tamtej stronie
Będę martwa. Bardziej się nie da. Więc opuszczasz mnie,
dojrzałe jabłka, kości do gry.
 
Zamyślam się nad czerwoną pastą z papryki. Zgłodnieliśmy
albo nie możemy wyobrazić sobie zapomnienia, waty w bawełnianych
siatkach. Wypełnione grzebałam w dole, posypywałam wapnem.
Z przeciętych do kości palców, sterczące ścięgna. Po moim odejściu
pozostaną blizny.
 
Dziury. W jesiennym niebie, kolekcji bursztynów i nosorożców.
Towarzystwo zbiorowej histerii. Mają podobne cienie,
skradają się. Ubrane we flanelowe koszule, zdobione
w filcowe kwiaty. Wyściełane liśćmi.
Podczas powodzi tracimy się z oczu,
zostają słowa.

" i piszę, bo chcę istnieć również w innym świecie"

nati.z

 

ebook Święto żywych

Wydawca: Biuro Literackie, Stronie Śląskie - Wrocław, 2016r

W ubiegły czwartek dotarł do mnie najnowszy tom wierszy Łukasza Jarosza.„Święto żywych” zawiera wszystkie wydane  poetyckie książki autora (2006-2016) oraz nowe wiersze w ostatniej części. Więcej na temat można przeczytać tu  

Wizerunek

Cichną psy i ludzie zbliżają twarze
do dymu i ognisk. Wieczór – dudni we mnie
daleki wagon, roślina pryska pod kosiarką,
dzwoni szpadel w ziemi.
 
Odjeżdżam spod domu ( z zewnątrz widzę,
jak ojciec zapala światło, rozgląda się
po kuchni ) i piszę, bo chcę istnieć
również w innym świecie.

Zamiast wstępu
 
Rozrzucam piach, sadzę krzewy, sieję trawę.
Pytałem ją, czy jest Bóg, szybko odpowiedziała: tak.
Zawsze byłem nie w tym miejscu miłości, gdzie
powinienem. W piekle sumienia, pod odległą gwiazdą.
Popijałem wodę wodą, rzekę rzeką. Obrażony w koronie
deptałem tę wulgarną ziemię, liście jak skrzydła ptaków.
Chciałem nas ocalić, lecz zaklinania nikły w tłustym
powietrzu, a wierz karlał, przeciekał jak sito.
 
Rozgrabuję piach, który niknie między źdźbłami,
rozsypuję ziarna. W nocy wiatr łamie gałąź sosny.
Teraz rozumiem, że miłość i wiara to różne sprawy.
Gdy odpoczywam, widzę, że worek torfu i paczka nasion
nie wystarczą, by obsiać ten skrawek pola.
 
Pętla
 
Zamyślony, zmyślony,
oparzony okiem.
Mija taksówkarza, który drugiemu
próbuje naprawić zamek kurtki,
dziewczynę, która schyla się po klucz,
odsłaniając sińca na plecach. To wtedy,
kiedy chciał być żywy, postanowił
nie dopisywać już nic do świata.
 

Fragmenty książki "Święto żywych"  można przeczytać  tu 

Wywiad z Łukaszem Jaroszem tu

"na skraju widzialnego świata"

nati.z

Dostałam w marcu tego roku, przyszła pocztą od autora, z życzeniem miłej lektury. Książka, do której kilkakrotnie wracałam i będę wracać. Podzielona na trzy rozdziały. Refleksyjna, filozoficzna. Pojawiają się w niej wiersze, których inspiracją była lektura Homera (Czytając Homera), Pliniusza Młodszego (Wyjątki z Pliniusza), Lukrecjusza (Fragment z Lukrecjusza), Wergiliusza, Szekspira, ale również współczesnych jak np. G. Ajgiego (Śnieg w wierszach Ajgiego). W innych widzimy poetę spacerującego z córką (Ewolucja), opowiadającego sen (Zelem), szczególnie medytującego(Oddech, Wtrącenie, Przypowieśc o wodzie, Zimowa opowieść). Niepokojąco piękny jest wiersz przedostatni - żadnej poezji, tylko śmierć (Psalm) i ostatni (Prospelologia) - Zejdź z drogi./ Ustąp miejsca./ Przestań być./ Odetchnij.

KRYSTALIZACJA

 


Dziś wieczorem zawadzające sobie obłoki:
wiatr ma nareszcie wychodne. Miasto i kanał
biegną osobnymi nurtami, a staw na wyspie nadrabia
zieloną miną. Piję kawę. Układam pasjansa. Wczoraj
przypadkowe spotkanie z żoną Iksa.
Na twarzy miała wypisaną całą jego poezję
razem z przekładami i niezliczonymi nominacjami.
Dziś popołudnie bez słów i bez książek.
Proste czynności, których nikt nie zauważy.

Piękno sztuki? Nie, po prostu kurz starty z półki,

ryż wrzucony do garnka, spacer z psem po najbliższej,

jeszcze nieusuniętej okolicy.

 


ZELEM

 


Wczoraj wieczorem śnił mi się Sefed.
Jak to możliwe? Przecież nigdy tam nie byłem.
W jednej z krętych uliczek spotykam siebie
sprzed lat, z jakiegoś prawieku, kiedy stawało się na polu
i wyciągało ręce, żeby przywołać wszystkie wiatry ziemi.


Wiatry nie przybywały, ale został obraz
między ciałem  i duszą, zapieczony,
obcy mej istocie. Osłaniał mnie od środka,
jakby tkwił tam od zawsze, bronił wstępu
do siebie, ryglował kamienne podwoje.

 


NIEOPOWIEDZIANE HISTORIE

 


Wiersz nie jest łatwopalny.

Ogień nie jest wierszem.

Ciążą ku sobie w osobnych historiach,

które, raz opowiedziane, nigdy nie są wolne,

przepływają jak strzępy obłoków po papierowym niebie:

bursztyn rozeta figowiec.

 

Pamięć niepamięć

nati.z

 

antologia Pamięć niepamięć, wydanie I Autorskie Galerie Sztuki, 2016

Ilustracje Piotr Ornoch, Marcin Niziurski

okładka, redakcja i skład, korekta  Marcin Niziurski

korekta Barbara Zakrzewska

Autorzy: Jolanta Dzierań, Beata Kyan, Piotr Ornoch, Krystyna Szel, Natalia Zalesińska Marta Jurkowska, Julia Dunajewska, Krzysztof Rodak, Barbara Zakrzewska, Agata Litwin i Marcin Niziurski.

Dziś dotarły do mnie dwie ciężkie przesyłki. Czytam. Kilka wierszy z antologii :

pomniki w pamiętniku

urodziłam się w PRL-u
pamiętam pochody
biało-czerwone rzeki w korytarzach ulic
niech żyje! niech żyje!
stary czy młody
lepiej żeby puste miejsce w szeregu
nie należało do ciebie

urodziłam się w PRL-u
wiem jak poprawiać błędy na maszynie do pisania
przez kalkę
parzę kawę z fusami i mogę wywróżyć że
najlepsze dekady mam już za sobą

urodziłam się w sam czas
żeby z żelaza budować papierowe samolociki

Jolanta Dzierań

kiedyś było tyle przestrzeni

kiedyś byłem dzieckiem 
a świecie było mnóstwo przestrzeni
było tak przestronnie
między miejscami
między chwilami
między odczuciami

między 
słowami

[ teraz wszędzie
jest tak ciasno
że aż brakuje tchu]

Piotr Ornoch 

Scheda

Lęk, który przyszedł do mnie
w minucie poupychał godziny,
trawi moje podniebienie jak rdza trawi
starą wskazówkę języka.

Mój dziadek nie umarł, a zaledwie
odszedł, zabrał ze sobą królestwo
umazane błotem, berło wyrwane
twardej ziemi, szczerbatą koronę
i szlacheckie nazwisko.

Jego tron poszedł w obce ręce;
na granice najechały chwasty
i dręczące muchy, dusza mnie od środka
jak czarny dym, jak garść popiołu.

Marta Jurkowska

Ruiny

już dawno opuścił przestrzeń blask 
tamtej menory
i babie lato pożegnało
ostatnią nitkę tałesu

tylko wiatr nad zburzoną synagogą
załamuje ręce
drzew
a bezgłośne macewy 
wciąż rozmawiają
z powietrzem.

Barbara Zakrzewska

Korekta obrazu

Powrócił wspomnieniem,
ożył we mnie po roku
widok chwili jesiennej:
miasto niedzielne...
ludzie i kościół...
sen gołębi na bruku...
głębia ciszy wokół.

Marcin Niziurski

Zdarzenia poetyckie

nati.z

 

 

WYDZIAŁ WEWNĘTRZNY

 

Ojciec prowadził śledztwa w sprawie zaginionych
skarpetek i nożyczek (podbierał mu je syn),
kręgów po filiżance bez spodka na stole.
Poprzednie dochodzenie odeszło w niepamięć.
Gdy czuli się bezpiecznie, padało pytanie
o niezgaszone światło lub plamę na ścianie.
Na podłodze przy szafie mieszczącej koszule,
garnitury, krawaty zrobiła się rysa
jakby od klucza, który komuś upadł. Ojciec
nigdy o nią nie spytał.

 

ROZWIĄZANIE

 

Znowu nie odłożyłeś tam, gdzie być powinno,
mówi ojciec. Ma w głowie listę bytów i miejsc:
w szafce na drugiej półce od dołu ołówek
równolegle do stosu kartek; prostopadle
nożyczki; na stojaku płyty ułożone
alfabetycznie. Wreszcie on. Za zamkniętymi
drzwiami słucha preludiów Chopina. W pokoju
chyba go nie ma. Jest raczej tam, gdzie wyrównują się
wszystkie rachunki, a każde twierdzenie znajduje
dowód lub zostaje obalone na wieki. Jeśli
istnieje takie miejsce, punkt, pył w przestrzeni,
ojciec, syn ma pewność, to prosta,
która go z nim połączy.


Jan Baron

"W stronę haiku"

nati.z

 

Wydawca Marcin Niziurski AGS

Warszawa - Izabelin marzec 2016

Projekt okładki: Piotr Ornoch

Ilustracje, typografia : Marcin Niziurski

autorzy: Katarzyna Białoleska, Jolanta Dzierań, Beata Kyan, Agata Litwin, Anna Maria, Marcin Niziurski, Piotr Ornoch, Julia Dunajewska, Krystyna Szel, Tomasz Piotr, Krzysztof Rodak, Barbara Zakrzewska, Natalia Zalesińska.

Książka została wydana dzięki wsparciu finansowemu TOYOTA W&J Wiśniewski

"Wstronę haiku" można zakupić tu

liczę krople dżdżu
na zabłoconej drodze
praca jak każda

Piotr Ornoch

pierwsza magnolia
jak obrazek z dzieciństwa
z cukrową watą

Barbara Zakrzewska

smażone jabłka
aromat cynamonu
mama w fartuchu

Julia Dunajewska

Mróz chwycił liście
w śnieżnobiałe pazury.
Waży im życie.

Marcin Niziurski

"Dokąd cię niosę moje wierne ciało?"

nati.z

okladka_tomik_tzp2016

 

 „Może wycofując się ze świata,
naprawdę do świata przychodzimy.”   

               „Brudy prać” Jacka Mączki to „egzystencja w cudzysłowie” ( słowa jurora). Wiersze zapraszają czytelnika w miejsca znajome autorowi, gdzie wiatr pędzi łódki chmur, gdzie poeta dowiaduje się o śmierci innego poety i pisze wiersz Tomasowi Tranströmerowi, lub stwierdza - życie w tej dużej / przestrzeni, która mi została dana niezupełnie/ z mojej woli, nie jest zupełnie łatwe.

Do szpiku kości

Coraz trudniej jest zebrać się w sobie,
zebrać te wszystkie włókna, zanim
zamknie się dostęp do zardzewiałych

haczyków pod skórą, do tej która idzie
niepewnie z żółtą reklamówką w ręce
i zatrzymuje się co kilka kroków. Ruch

z prawej do lewej - odwrócona droga słońca,
jak rzeźnik kroisz ołowiane krajobrazy,
by nie uronić trzasku zapałki w mroźnej ciszy.

Szczurołap z Hameln  gwiżdżesz czystą melodię
na pustej piszczeli  szczekanie psa, zapach
kapusty i pranie wzdłuż poręczy balkonu.

Nieruchome rzeki przyjmą to wszystko.

Pigwówka

Po drodze przestałem palić papierosy,
te w foliowanych kartonowych pudełkach,
które jeszcze w dobie Peerelu były synonimem
luksusu. Skręcam –  bibułka i szczypta tytoniu.

Cały kuchenny stół – w farfoclach. Jest w tym
jakaś uczciwość i solenność, która pozwala na namysł.
I pozwala na użycie, na przykład przed chwilą,
słowa coraz bledszego – jak cienka słomkowa herbata

parzona po raz trzeci, całkiem jak plemię Senoi,
które utraciło czas śnienia. Pękł mi na dwoje
ząb i trochę się obawiam, bo życie w tej dużej
przestrzeni, która mi została dana niezupełnie

z mojej woli, nie jest zupełnie łatwe. Na szczęście
po drodze zrobiłem pigwówkę w słoikach po leczu
od matki, z owoców systematycznie zbieranych
wokół domu pani doktor neurolog, nie w pełni

za jej wiedzą i zgodą. Ale przecież znamy się
z dzieciństwa. No i ukochany kot mojego kolegi
na stosie. Pod wpływem wysokiej temperatury,
jego zwłoki stanęły na prostych nogach,


z wyprężonym ogonem. Pomyślałem – koniec końców,
że jest nam po drodze, zupełnie, w tej dużej przestrzeni
żywiołu ognia.

                    W wierszu Mały palec  autor przypomina sobie słowo przenicować i pojawia się straszna myśl, że posiadanie,/ nawet cząstki siebie, nie jest możliwe, w wierszu Miejsce zastanawia się – Być może/ opanowałem sztukę zatrzymywania się/ we właściwym momencie.

                   Jacek Mączka dyscyplinuje słowo, dba o jego konkret  i nim opisuje drobiazgi dnia codziennego, ta przeklęta czułość dla słów/ zabiera (…) ta przeklęta czułość dla słów  pozostaje, jakbym przedzierał się, przez czarny oczeret (Oko). Słowo czułość pojawia się jeszcze w wierszu Nadgrobek, Nie nadążam.

 

Nadgrobek

Dokąd cię niosę
moje wierne ciało?

Gdzie, po drodze,
zagubiłem czułość dla ciebie?

Nie nadążam

Wchodzimy lekko
w tę zimę. A ziemia
bez szmeru usuwa się

spod stóp. Każdy uchwyt
jest pusty. Przewrócone
wiadro obok studni.

Coraz bliżej oszronione
trawy. Zaoranym
polem przemyka kot.

Patrzę jak obcinasz
paznokcie – tyle martwych
ciebie – nie nadążam

z czułością. Z pewnością
nadejdą lepsze czasy –
upalne żniwa i chmary

muszek owocówek,
które będą nam jeść
z ręki.

 

          Zwróciłam uwagę na dwukrotne użycie słowa solennie ( takie nieco zapomniane, a jakże mi się podoba). Wiersze plastyczne, znaki z naturą w tle, fotografie na które można patrzeć bez końca.

Na jawie albo we śnie

Ruda łania
po prawej stronie
kamienistej drogi.

Smak migdałów
i czarnych czereśni. 

Odbicie

W szybie – niebo i wierzchołek
świerku. Nakrapiany drozd
upada na ziemię.

                               Czasem spotykamy w nich ludzi, lub autor wspomina o kimś – nauczyć, tak, jak moja ciotka,/ że odginanie małego palca w trakcie/ unoszenia filiżanki jest pretensjonalne (Mały palec). Istnieje w pisaniu niebezpieczeństwo zagubienia siebie w kreacji tworzenia i o tym mówi wiersz:

Wampir

Poutykałem wiersze
za ramą lustra.

Nie mogę dojrzeć
swojego odbicia.

 

         Dlatego pierzmy w sobie brudy, dbajmy o czystość czynów i słów, żyjmy solennie – choć mieć pewność i wierność – to dla nas niedościgłe. (Winnica). Czytajmy „Brudy prać’

 

 

 

"Biały tydzień"

nati.z
 

 Wydawca: Biuro Literackie
 Wrocław 2007

 

 Na końcu serce. Wyhodowane w ciszy. Cierpliwy kamyk.
Rozpisany na słowa.  Zawsze będzie próbowało wrócić
do początku, nazwać pustoszejące miejsca
.

           Łukasz Jarosz

 

       Biały tydzień Łukasza Jarosza to poezja barwnych obrazów, kreślonych słowem – „ze słów, kołyszących zdań poskładana jest ścieżka” ( Kroniki ) w odcieniach czarnych – śmierć, w czerwieni – miłość, w fiolecie – utrata, żałoba. Czas białego tygodnia w tradycji katolickiej ma służyć pełnemu przeżywaniu Eucharystii, drugi tom poety zaprasza do współodczuwania kronik wydarzeń, wspomnień. Ikona dnia codziennego, taki tytuł nosi obraz Mirosława Michalskiego, który widnieje na tylnej okładce książki. Natomiast na pierwszej stronie widzimy obraz Konsumenci, tego samego autora. Podążałam więc ścieżką słów w ferii barw – Mówią, że/ suma/wszystkich kolorów/ to biel (Jan Erik Vold), „konsumowałam” wiersz za wierszem.

       Spotkałam osoby bliskie Łukaszowi: kobietę, którą kocha ( Luty, odwilż), (Nie tak, nie ja), babkę ( Biały tydzień), wujka ( Gniazda), ojca (Mgła przesuwa się pod latarniami), rodziców (Elajosom), brata (Wrzesień, wiązania) rodziców chrzestnych ( rodzice chrzestni), dziadka ( Katalog), oraz robotników, sprzątaczkę, chłopców itd. W niektórych wierszach na pierwszy plan wysuwają się historie osobiste – Gniazda, Pętla literatury, Luty, odwilż, Nie tak nie ja, Ślub.

      Forma wierszy nie jest gładka, ale połamana, z teraźniejszości przechodzi w przeszłość – Wrzesień, wiązaniaRodzice chrzestni, Katalog, Sierpień, Pamięć.  Życie stawia bohaterów w rozmaitych sytuacjach: bolesnych i tragicznych: wypadek, śmierć, choroba. Często historia jest niedopowiedziana, możemy jej się domyślić.

 Pocztówka z Europy

Oboje powtarzali: nam się to nie zdarzy.
Trzymając się za ręce patrzyli, jak ścieki z farbiarni
brudzą na granatowo rzekę.
Ich córka wyszła tydzień temu, koło łóżka wciąż
leżą jej spodnie ze śladami wtartej trawy.

Ojciec pluł obgryzionymi paznokciami,
potem wyszedł zbijać sople nad oknem sypialni.
Ona była spokojna , starannie dobierała słowa,
bezgłośnie rozłożyła talerzyki na sernik.
Rozpłakała się dopiero, gdy włączono kamerę.

       Czasem sam tytuł wiersza mówi wszystko o losie podmiotu lirycznego.

Palacz zwłok

Przychodzi tu często, nad rozlewisko,
Nad którym wschodzi bure słońce.
Żylastą ręką rzuca ptakom chleb, patrzy,  jak w trawie
liść rabarbaru zjadają mszyce, koty oblizują brudny gnat.
W końcu poskładał siebie, stał się częścią całości.
Rano modlił się tak długo, aż zobaczył w lustrze
swoją przeraźliwie oddaloną twarz
i płonące w niej drzewo.

       Zatrzymały mnie na długo historie, ze śmiercią w tle. Jeden z najbardziej przejmujących wierszy:

Ciało wyłowione z blasku

Zmywa ostrożnie złuszczoną skórę,
zaschnięte ślady po szwach, ziewającej ranie.
Pamięta tylko błysk, potem rurkę w nosie,
igłę przewlekającą skórę, co chwilę
kierującą swój pyszczek ku słońcu.

Ona została tam, Między wygiętym słupkiem  a fotelem.
Przykryta liniejącą, cielęcą kapą.
Teraz on tęskni, choć często krzyczał,
całował ją tak, by czuła, że się mści.

Pierwszy raz na własnych nogach po operacji.
Ciało wyłowione z blasku. Staje na korytarzu,
nasłuchuje jej głosu. Lecz słyszy tylko jak
płatek wapna rozpuszcza się w szklance wody,
plomba ściera się w ustach. Jak wiatr
szarpie furtką, okiść łamie młode pędy sosen.


     Odniesienia biblijne odkrywamy  w wierszach  Inne morza, Potop, Żydowski król. Podróżnicy jest najbardziej tajemniczym i intrygującym, znalazł się na płycie Lalka dla Boga Mgłowców -  tu

       Zaskakująca jest zmysłowość, sensualność poezji, wyczulenie na konkret, detal, na świat przyrody: „w skale przebiegła żyła minerałów” (…) dziewanna na progu odstraszała myszy” (Kroniki), „ u skraju ziemniaczanego pola płonęły ogniska”, „ z łodygi łopianu ześlizguje się boża krówka” ( Wrzesień, wiązania),  „Pasą się przy torach dumne bażanty” ( Katalog), „ na rąbku chustki rozklejała skrzydła mucha wyłowiona z oka” ( Panoptikum), „ w trawie liść rabarbaru zjadają mszyce” (Palacz zwłok), „ Na parapecie sczerniały obierki”( Inne morza).

     Ostatni w tomie Tanieć Świętego Wita nawiązuje formą do poezji T. Šalamuna. Pojawiają się w nim jak echo obrazy z poprzednich wierszy m.in. „Chciałem zobaczyć kulistą duszę świata” (rozpoczyna Biały tydzień). Czytelnik nie zobaczy „duszy świata”, ale zapewniam, na pewno ją poczuje, bo przecież mamy wspólną świadomość – „ból nas zmusza do pokory, nasz bóle/ mają te same źródła, są siostrami, jednym głosem w skardze,/ w spowiedzi, wspólnikami w zabójstwie. Niczym się nie różnią/ nasze zapachy, masz krew, masz mocz.”

       Ostatnie egzemplarze książki można zakupić w księgarni internetowej https://www.poezjem.pl/.  Zachęcam, warto.

 

Natalia Zalesińska

 

"Znajdź siebie. Gdy zło się rozrzedza."

nati.z

 

Mimikra

 Biuro Literackie, Wrocław 2010

 

Sens jest ukryty.(…)

Znajdź siebie. Gdy zło się rozrzedza.

 

         Łukasz Jarosz – poeta, świetny obserwator rzeczywistości, najmniejszych detali życia, autor w którym wiersz powstaje – „Wiersz w tobie pracuje./Widać z niego jak z okna” w tomie Mimikra ukazuje dwa światy – oryginał i naśladowcę: świat przyjazny, przyjemny, i wrogi, pełen bólu, cierpienia. Światy zachodzą na siebie. Być może, żeby je rozdzielić, trzeba się upodobnić do wron z wiersza „Dziennik rozbitka” – „ Wrony tłuką dziobami o beton/ i w tym jest ból./ Znajdź siebie. Gdy zło się rozrzedza.”, „Za słowami są inne słowa, za gestami inne.” (Herody) „Ziemia pęka jak pieczęć". ( Nelly Sachs). Życie w tych światach jest „różą”, w jednym – miłością, pięknem, powabem,w drugim cierpieniem, bólem. Wszystko jest kwestią czasu, co napływa czarną wodą.

Czarne wody

Śpisz w nas różo w twarzy.
Jak długo będziesz mały? Dopóki zostaniesz sobą?
Rozpędzisz się jak sznur studni? W ilu pokojach
Będziesz mówił dziwił się swojemu głosowi?

Osuwam się. Chłystki zlizują upał ze ścian
Trzaskają klapą od kontenera.
Śpisz w naszych słowach twój ból podpływa.
Jest wielki jak hangar.

          Poeta zastanawia się nad sensem pisania, jest nierozerwalny z bólem ((przeżywanie, powracanie do utraty, złych doświadczeń.)  - „Czy warto wszystko zapisywać, robić?” (Cienie). Odpowiada: „ Kciuk mam przecięty kartką, powoli spisuję ten krótki świat. Na razie dzieję się to tu, wśród żywych. (Wśród żywych),„Nam została pamięć, / z którą możemy robić, co chcemy.” (Cienie, III)

          W Drodze (reżyser John Hillcoat) filmowej adaptacji powieści Cormaca McCarthy'ego, gdzie ojciec z synem kierują się na południe, przemierzają postapokaliptyczną  Amerykę, znajdujemy odpowiedź – jak pozostać człowiekiem. O ile pamiętam, ojciec mówi do syna – nosisz w sobie światło, a Łukasz Jarosz w wierszu „Strach pisania” pyta : „Do czego służy twoje światło? Do przekazywania strachu nagich dźwięków turlającej się zagłady? Zachęca do odnalezienia siebie sprzed mimikry – „Uświęć siebie, masz w sobie tyle pamiątek, o których się tak szybko zapomina”(Uświęć siebie), „mieliśmy szukać Boga, a rozbiliśmy się” (Mimikra).

     Współczesny świat oferuje multum przyjemności, preferuje kult młodości, piękna. Zachęca, manipuluje, kusi do wejścia w błotną papkę pop kultury - stańcie się jak celebryci, gwiazdorzy, z reklam tkajcie swoje życie – „Muzea pełne są kradzionych przedmiotów. (…) Grube ślimaki naśladują krem (Kadencje), „Chcę być złoty. Zwisającą leniwą lianą. (…)„ Mądry ssak ukrył się w ciepłym mule./ Głód jest najważniejszy.”(Wiara Nadzieja Miłość). Śmierć, starość, cierpienie są zepchnięte poza margines. A „Mimikra” stawia pytania najważniejsze” o tu i teraz: „Skąd mnie wyjąłeś?/ Gdzie mnie wyłowiłeś? (Dom), „Co może bardziej zepsuć: głód czy przesyt?”(Holan), „Czy dopiero Bóg nazwie wszystko, otoczy?” ((Nelly Sachs), A nasze człowieczeństwo, jakimi jesteśmy ludźmi? –„Kochalibyśmy się bardziej, gdybyśmy/ mieszkali dalej od siebie.(…) „kochalibyśmy się bardziej, gdybyśmy/ byli dalej od siebie."(Saturnalia), „Zmęczyło nas lenistwo” (Ludzie nad rzeką), „Boją się wstydu. Że kiedyś przyjdą ci, których/ zranili, i będą musieli patrzeć im w oczy.” (Historie), „Czym mieliśmy być dla siebie?/ Bramą na pilota, lodowatą poręczą, furtką przepychaną razem z zaspą?/  Może kroplą krwi, którą dźwiga komar./ Ustami, które przy pożegnaniach, powitaniach/całują nad policzkami powietrze.” (Świadek)

       W „Mimikrze” znajdują się wiersze bardzo osobiste jak „Wiersze miłosne”,„Południe”. Wszystko osadzone jest w naturze – „ Ule ociekające od pszczół, głowy/ złożone na gęsim puchu”, „Światło jest w chmurach, w strumieniu/ woda potyka się o kamienie”, „ Chmura – kotwica , zmrożony krzak jałowca”, „słodkim kręgosłupie rabarbaru” (Dom).

       Tajemniczość i niejednoznaczność poezji Łukasza Jarosza podkreślają rysunki Stefana Żechowskiego. Na okładce widnieje „Wnętrze Ziemi” (1942), za ostatnim wierszem – „Sieroty w kanale”(1934), które spinają tom poetycki w klamrę – nasz świat jest kanałem, labiryntem bólu do „innego’ – „Ból jest ścieżką w labiryncie.”(Nelly Sachs).

  „Mimikra”(2010) bardzo ważny tom, nic nie traci z aktualności, a w obecnej rzeczywistości świata wiersze wybrzmiewają nową nutą. Czytelnik wymagający, lubiący trudną poezję, będzie wracał do wierszy, w zamyśleniu i refleksji. Świetna  książka, polecam.

 Natalia Zalesińska

 

Wiersze na Nowy Rok

nati.z

Świadek

Najpierw lepkie ślady w pierwszym śniegu.
Żywopłot, zbyt gęsty, by zobaczyć, co za nim.
Horyzont. Cyrkiel zataczający coraz mniejsze kręgi.
Potem upokarzające czekanie (ten z boku stworzył
własną historyjkę, inaczej wydeptał rowki). I świat
co się tak szybko przykleja. Czym mieliśmy być dla siebie?
Bramą na pilota, lodowatą poręczą, furtką przepchniętą razem z zaspą?
Może kroplą krwi, którą dźwiga komar.
Ustami, które przy pożegnaniach, powitaniach
całują nad policzkami powietrze.

 Łukasz Jarosz Mimikra Biuro Literackie 2010


Uświęć siebie

 Uświęć siebie, masz w sobie tyle pamiątek,
o których się tak szybko zapomina. Spójrz,
zrobiliśmy już wiele, by zbudować dom.
Wydaliśmy dużo pieniędzy, by wyrósł przed nami
jak kościół, roślina wbijająca korzeń
w wilgotną ziemię.

Uświęć siebie. Cień powtarza każdy ruch.
Też byłem pielgrzymem i miałem najgorzej –
niosłem twardy wrzynający się w łopatki głośnik.
Mogłem powtarzać tylko w kółko: uświęć siebie,
masz w sobie tyle pamiątek,
o których się tak szybko zapomina.

Łukasz Jarosz Mimikra  Biuro Literackie 2010

PARADYGMAT

Pamiętasz? W naszym domu rosło drzewo. Owoc
troski i czułości. Siadaliśmy nadzy i liczyliśmy listki,
niecierpliwie czekając na nowe. Świat już był,
ale mieliśmy to gdzieś. Robiliśmy sobie rzeczy,

do których dzisiaj tęskni każdy. Formowałem
twoje piękne kształty. Szukałem miejsc,
a nie natchnień. Byłaś całą wiedzą. Jedyną potrzebą.
Błogą naiwnością, dzięki której nie sięgałem do czasu.

Pamiętasz? Dostrzegłaś tajemnicę. Poprosiłaś
o wyjaśnienie. Uniosłem drżące palce
do ust, bezgłośnie pytających o przyczyny. Naszego szczęścia
nie dało się utrzymać. Ważne jest tylko to, że nadal chcemy

wiedzieć skąd się bierze miłość.

oko, 06.12.2015r.

To jest

Bezbronność; po stronie tego co bezbronne stoi poeta,
broni przestronnie poeta, to jest ość jego kompasu, to jest koronne.

Mówi: to jest przylaszczka, to pustułka, a to jest coś co kwili,
to jest czułość spojrzenia, a to wklęsłość po duszy, której nie dobili.

Mówi: poezja to odlew oddechu, to miłość, która ogarnia
bezbronne. Powtarzaj dozgonnie jak echo, powtarzaj po mnie.

13.03.2015

 Wojciech Kass Przestwór. Godziny, Biblioteka Toposu, Sopot 2015

Wiersze na koniec roku

nati.z

 

ŚNIEG CHCE DO ŚRODKA. ŚNIEG

chce

rozmawiać

z nami. Gdyby nie

 

szyby okienne. Gdyby

nie

zasuwki. Gdyby nie szklana kula

która obezwładnia

 

całe miasto. I zakrywa

wszystkie ślady. Ale my, my

zostawiamy

nowe ślady. Te również zakrywa.

 

CZAS

to śnieżyca sekund. Płatek

po płatku. W ten sposób

 

mijają

nasze

dni. Każdy płatek

rzuca cień. Widać

 

to na

zwolnionym

filmie. Albo

w oślepiającym słońcu grudnia.

 

CZTERY STRONY ŚWIATA

wirują.

Zbliża się

Nowy

Rok, tzn. stary. Mówią, że

suma

wszystkich kolorów

to biel. Mój rok był wielobarwny

 

tak

czy inaczej, niezależnie od

tego jak szybko

obracał się krzyż.

Jan Erik Vold Powiedział twórca snów,

Biblioteka „Toposu”, T. 117
Sopot 2015

Z norweskiego przełożył  Andrzej Słomianowski

Na Święta

nati.z

Przypowieść o Narodzeniu Pańskim


W pewnym człowieku narodził się Chrystus.

Ale ów człowiek nie słyszał
Anielskich harf,
Ani śpiewu pasterzy,
Ani nie przyniósł Chrystusowi w darze
Złota i mirry
Na podobieństwo trzech Mędrców.

Nie miał złota i mirry.

Ani nie uważał się za mędrca.

Ofiarował Mu natomiast
Swoją samotność,
Swoje cierpienia,
Swoje grzechy,
Swoją biedę,
Swoje upadki,
Po prostu
Wszystko, co posiadał.

Powiedział:
- Ty zawsze polujesz na człowieka, Panie.
Upodobałeś sobie mnie,
Chociaż nie wiem dlaczego...

Tak narodził się Chrystus w pewnym człowieku.


 Roman Brandstaetter

"Kardonia i Faber" i Mgłowce

nati.z



       Piątkowy wieczór w Olkuszu był wyjątkowy. Rozpoczął się utworem Kardonia ( można posłuchać tu) przygotowanym na spotkanie autorskie promujące książkę "Kardonia i Faber" Łukasza Jarosza. Zagrał zespół Mgłowce - Łukasz Jarosz - perkusja, Kamil Mizgier - elektronika, Mariusz Mendrygał - gitara basowa.

              Naprzemiennie muzyka, trzy wiersze. Zostaliśmy wprowadzeni w jakiś specyficzny, hipnotyczny stan. Oczywiście, nie obyło się bez bisu na koniec spotkania. Po nim można było zakupić książki poetyckie Łukasza, płyty z projektów muzycznych np. moją ulubioną Lalkę dla Boga (Mgłowce). Uzyskać dedykację, porozmawiać z autorem - co uczyniłam już przed spotkaniem.



zdjęcie Janusz Mucha

zdjęcie Janusz Mucha, więcej zdjęć można obejrzeć tu


 

 zdjęcia własne


Moja recenzja książki Łukasza Jarosza na moim blogu tu.


"Powiedział twórca snów"

nati.z



Jan Erik Vold Powiedział twórca snów,

Biblioteka „Toposu”, T. 117
Sopot 2015


KTOŚ

powiedział. To coś nowego. To

zdarzyło się.

O tym

 

warto opowiadać. Ale tyle innych

rzeczy zdarzyło się. Których

nikt

 

nie stelefotografował. Których

nie było w gazecie. O których

zrobiło się głośno

sześćdziesiąt lat później.

 

MILCZEĆ

to

mówić

słuchaniem. Gdyby deszcz

 

był starą

kobietą

przemierzającą pola

z jej długimi

 

włosami, zrozumiałaby ona

że kos milczy

gdziekolwiek ona idzie. Ale – w chwilę

potem?

 

W WIELKIEJ KOLEJCE

w której wszyscy

są tacy

sami, aż wreszcie

 

któryś usiądzie na poboczu drogi

i powie: Idźcie

dalej.

Wówczas Bóg zrobi małą

 

przerwę, sięgnie po

aparat i zrobi

zdjęcie z fleszem.

Kolejka pozostanie ta sama.

 

CYNAMONOWA-BRĄZOWA WIEJSKA

pusta

droga. Nikt nie

zbliża się, nikt nie oddala. Wije się

 

poprzez łagodnie wznoszący się

krajobraz, z porozrzucanymi tu i tam

domami.

Przeważają formy

 

krzywizn. Kto znajdzie

oko

które widzi? Wszystko, czego

sobie życzył, to skromność.

 

LEKARZ ZANURZYŁ

pięć

prześcieradeł

we krwi. Lekarz ułożył

 

prześcieradła w formie krzyża

na

placu

przed szpitalem. Rok 1944, miasto Caen

 

w Normandii.

Szpital i katedra

uniknęły

bomb.



Jak

uni

knąć

deszczu? Jak uniknąć

 

nadejścia

zmro

ku? Jak uniknąć

zdalnie sterowanych kruków

 

wypuszczanych tak zręcznie

że nie zostawiają

śladów? Nie na

ciałach naszych dzieci?

 

NIKOMU NIE WOLNO

nie

wyglądać

jak

 

my. Nie myśleć jak my, nie

śmiać się jak my, nie wątpić

jak

my. Nie czcić

 

Boga

jak my. Nawet gdyby cała

ziemia miała ulec spustoszeniu.

Tak pisze na banknotach.

 

DIGITALNE

banknoty jednego tysiąca, których

biedni nigdy nie zobaczą

na oczy. Odciski palców

 

ludzi

którym poodrąbywano

ręce. Taksówkarz zapytał: Płacisz

cash? Tak.

 

gotówką, powiedział pasażer,

wiesz, tymi banknotami

ze

znakiem wodnym.


Jan Erik Vold

Z norweskiego przełożył  Andrzej Słomianowski

"niebo rozpędzone jak młyńskie koło"

nati.z

 

Łukasz Jarosz Kardonia i Faber, Biuro Literackie, Wrocław 2015

 

Niebo rozpędzone jak młyńskie koło.


           Kardonia i Faber Łukasza Jarosza wydana przez Biuro Literackie na samym już wstępie przyciąga okładką, na której widnieje mroczna akwarela „Syrena” autorstwa ojca poety, Mieczysława Jarosza. Już wtedy w głowie zapaliła się lampka: w tomie znajdę trudną, twardą poezję – „uważam życie za kamień”(Gaszelnik), na każdej stronie poczuję oddech śmierci. Puentą z pierwszego wiersza  11 wersów – „wchodzę do namiotu, w ciepłą łupinę powietrza./ Mogę zacząć pisać.” autor zabiera nas w poetycką podróż. Tam już nie ma ciepła, jest: chłód, lód, śniegi, „zimny świst bata”, „skrzypiący oddech” (Pieta), „niebo ma kolor psiego podniebienia”( Wyjście), „Nowy rok piętrzy się. Napina łuk stalowego nieba”(Pokot), „ Niebo zrzuciło śnieg” (Juwenilia).

Wiersze powstają z obrazów rzeczywistości, z uważności autora – „Wiersz kruszy się, powstaje z oka” (Krach), „Świat oddala się i trzeba sprawdzać/ czy jest prawdziwy”(Pokot).  Utwory Jarosza powstają również z tego co przeżyte, co tkwi głęboko i nie daje zapomnieć – „Wiersz kruszy się, powstaje z pamięci”(Krach).

      Łukasz kiedyś powiedział: moja najsmutniejsza. Potwierdzam. Potwierdza to motto z najsmutniejszej baśni (oprócz Dziewczynki z zapałkami ) Hansa Christiana Andersena, Mała syrena. Część wierszy wiąże się z odejściem bliskich osób: dziadka, ciotki, przyjaciela, dziewczyny, znajomych. W innych zawarty jest strach przed utratą, zaklinanie czasu, zmieniająca się dojrzałość, dorastanie do ojcostwa i odpowiedzialności za rodzinę. W słuchanie duszy wpleciona jest oniryczność.

W jednym z najpiękniejszych wierszy Trzech króli czytamy: poniżej święte włosy mojej śpiącej córki. / Święta ślina cieknąca z jej ust. Święte rozpad, nędza/ przepych i cisza”. Są to wiersze konfesyjne, egzystencjonalne, pytają o: sens życia i śmierci, istnienie Boga, szukanie Boga tu i teraz, obok, w nas, w innych.

Autor chciałby wypisać  z siebie wszystko, by się uwolnić od słów i nieustających pytań, wątpliwości – „ Przepisać siebie, wypisać to ze środka./ Zostać poza tym, jak w izolatce, samotnym/ i z książką, której nie chce się czytać.”(Przypływ) Niestety, od pisania nie ma ucieczki, od pisania nie staje się wolnym –  „Dużo powiedziałem, lecz nie stałem się wolny” (Wejście). Wersy – „Takie przydarzyły mi się słowa. Choć mogłem być/ gdzie indziej, gdzie indziej chciałem was zabrać./ Lecz mój głos kostniał jak śmierć”(Fale), spinają w klamrę Kardonię i Faber.

    Podróż skończona, ale możemy do niej wrócić, wystarczy zacząć czytanie od nowa – „A teraz spójrz na to z góry. Jeszcze wyżej”.(Niewidy)

 

Natalia Zalesińska

 

Jeden z wierszy, z tomu Kardonia i Faber Łukasza Jarosza

 

Królestwa

 

Jechałem do domu okrężną drogą,

pociąg stał na moście, w słońcu kwitła jesień.

Żona zadzwoniła, powiedziała, że zostanę ojcem.

Potem spisałem tę miłość, przestały mnie bawić żarty,

że ktoś przewraca się na skórze owocu lub ruchomej bieżni.

 

Potem w obcych słowach odkryłem siebie, oznajmiałem,

że jestem młody, by przestano mi mówić „pan”.

Potem wróciłem, rozdarłem krzaki, by wyjść na łąkę,

na której stały topola i zamek.



Impresje

nati.z

W czwartek 8 października 2015r. w w MDK "Szopienice- Giszowiec" filia nr 2 w Katowicach - Giszowcu ( Plac Pod Lipami 1) można było obejrzeć obrazy, posłuchać wierszy Marty Jurkowskiej.

Impresje - poetycko malarski wieczór.

 

obrazy Marty Jurkowskiej


Polna droga

 

Ta droga jest taka pusta -

jak wtedy, gdy zamkną drzwi,

kiedy nie można już otworzyć

żadnego słowa.

                       

Marta Jurkowska Poza Ramy, Biblioteka Galerii Literackiej przy GSW BWA w Olkuszu, 2011

 

pierwsze oznaki siwienia

 

budzik wyrywa mi spod głowy sen,

muszę już wstać żeby zdążyć do piekarni.

 

jest ciemno i robotnicy jeszcze śpią

tylko wiatr sypie mąkę po polach.

 

horyzont przeciska się przez

gęste jak plewy powietrze,

 

droga twardnieje i połyskuje niczym szkło,

ślizgają się po szynach pociągi.

 

a piekarze ugniatają chleb;

wkładają go do wąskich foremek

wjeżdżają nimi do pieca.

 

tam rośnie we mnie wiara

i przekonanie, że życie ma sens

nawet wtedy gdy opuszcza nas bóg,

 

Boga trzeba nosić w sobie

karmić własną krwią.

 

Marta Jurkowska, TOPOS nr5 (144) 2015, Sopot



Zasłuchani

wycieczka po Nikiszowcu



 zdjęcia własne

"ustalić na zawsze jej kształt i sens"

nati.z

Przewrócona ósemka

 

nieskończoność ośmiolatka
 
na pytanie można odpowiedzieć
można je też przemilczeć
albo puścić mimo uszu
 
jak bardzo mnie kochasz?
pytam Tymona który pije wodę
z kryształowej szklanki
 
nie przestając pić
rysuje palcem na obrusie
przewróconą ósemkę
 
dzieci
 
może coś się powinno zdarzyć
ważnego lub znamiennego
co pozwoli zapamiętać tę chwilę
ustalić na zawsze jej kształt i sens
 
ale nic istotnego się nie dzieje
i tak też jest dobrze
 
Martyna chowająca altówkę do bagażnika
Tymon zapinający pasy
i machający mi zza szyby
 
nie umiem ustalić czy ta chwila
jest mniej ważna od innych
 
intensywność
 
niebywała intensywność przeżyć
 
tyle się dzieje że ratunkiem jest
fotel przed oknem na świat
 
(na wszelki wypadek
okno jest zamknięte)
 
stary cmentarz
 
nie pamiętam kto
tak kopnął piłkę
że przeleciała za mur
 
byłem najmłodszy
i kazali mi po nią iść
 
ze słońca w mrok
z hałasu w ciszę
 
szedłem na palcach
 nikogo nie zbudziłem
 
piłka była w innym 
miejscu niż powinna
 
wciąż o tym myślę
gdy widzę piłkę
 
ukraina
 
dziadek nie chciał o tym mówić
 
o innych rzeczach opowiadał chętnie
o pierwszym samochodzie jaki zobaczył
o pierwszej wojnie jaką przeżył
 
tak jakby wtedy wszystko było pierwsze
ale o tym nie chciał mówić
 
wiem tylko tyle że uciekał
zrzucił policyjny mundur 
i zakopał pistolet
 
uciekał byle dalej na wschód
aż trafił tam gdzie nie powinien
i zobaczył coś o czym nie chciał mówić
 
więc nie pytałem
 
Olgierd Dziechciarz, Przewrócona ósemka
Mamiko, Nowa Ruda 2014
 



"sinością tarnin ranami głogów"

nati.z

Dyariusz

czterech pór roku   Aniela Birecka

wydawnictwo: EDITIO, Kraków 2001

 

Dyariusz – w którym każdy dzień jest zapisem nieuchwytnej chwili, spostrzeżeń i obserwacji otaczającej rzeczywistości, natury, ze zmiennością jej zjawisk. Precyzja słów autorki przypomniała mi o Domu z Basztą ( muzeum w Bieczu), w którym mieściła się pierwsza apteka na Podkarpaciu. Zapach i wnętrze tamtej apteki, i zapach wersów pełnych roślin, gdzie „aptekarz” porcelanowym tłuczkiem w porcelanowym naczyniu przygotowuje lecznicze dawki przetartych ziół.

365 trójwersów, które warto sobie dawkować, wejść w dnie, podumać – to balsam na nasze zagonione życie, warto przystanąć, zatrzymać się. Jak czytamy we wstępie, autorkę zainspirowały średniowieczne kalendarze specjalnego rodzaju, bo zawsze były one łączone z ustalonymi i najważniejszymi datami roku kościelnego, oraz wiersze o miesiącach (regimen sanitatis). W tych krótkich utworach można również usłyszeć Vivaldiego.

Na końcu książki znajdujemy przypisy, gdzie mniej zorientowani mogą zaznajomić się z leczniczymi ziołami.

Oto kilkanaście miniaturek (kiedyś wpiszę następne).


Styczeń

II

Już od wczoraj

rozpoczął odchudzanie

zażywny kalendarz

 

VII

Bezsennej nocy łuseczkami

sypie chmielowa szyszka

wyżyma okład passiflora

 

XV

Gdyby tak bardzo ostrożnie

ucałować perełkę jemioły

policzek śnieguliczki?

 

XVI

Coraz wyżej słońce

popołudnie popycha wieczór

o jedną minutę

 

Luty

XXVI

Sam ze sobą

ugania się wiatr

baziom sinieją nosy

 

Marzec

X

Ponownie zima

z gościńców zawraca ptaki

ślizga się śnieg nad ziemią

 

XXI

Nie aspiryna

lecz biała wierzba

stłucze dygocący termometr


Kwiecień

XV

Do mokradła miski

łodygi wkładają kaczeńce

różowieje dyskretny lepiężnik


XX

Powoli przekwitają

owocowe drzewa

dmuchawiec otwiera spadochron

 

Maj


XIX

Wiosny ostatnia garsteczka

buldeneże podmieniają bzy

zioła jak kram otwierają zielnik


XX

Pomponiki czerwonego głogu

wyciszają rozbiegane myśli

wysyła akacja lotne olejki

 

Czerwiec

II

Rośliny niczym ludzie

także rozpychają się na grządkach

kanciastymi łodygami


V

Już na stałe

mieszka czerwiec

z uciechy zapachniał jaśmin


XV

Przez piórka żyta

pęcznieje zaczynem chleb

przeszkadza kąkol

 

Aniela Birecka

"śpij spokojnie. jesteśmy, czuwamy"

nati.z

Nie żyje wybitny pisarz i poeta Feliks Netz, związany ze Śląskiem i Polskim Radiem Katowice.

[*]

Dwie śmierci

 

(...) w holu mojego domu, tam gdzie zwykle

wieszam kurtkę i wełnianą czapkę, wiszą

dwie kosy, czasem słyszę jak w nocy jedno

ostrze lekko uderzy o drugie,

jakby mówiły: śpij spokojnie,

jesteśmy,

czuwamy.

 

Feliks Netz 

fragment wiersza Dwie śmierci z ostatniej książki poetyckiej

Krzyk sowy


Z "Krzyku sowy"

nati.z

Krzyk sowy 


– – – wyłamano mi skrzydła i wykłuto oczy.

miejscami mam wyrwane pióra, czuję się prawie naga,

a jest to upokarzający stan, a też obrzydliwe uczucie,

ale o to mniejsza. Powiedzieć, że boli mnie całe ciało,

to ominąć sedno, czuję jak boli mnie krążenie krwi,

więcej: jak boli mnie sama krew, a tego nie da się

opowiedzieć. Chcą ze mnie wyrwać to, co wiem, a to,

co wiem, opowiedział mój krzyk. Ale kluczę, zwodzę

ich, póki mogę, dopóki nie utraciłam kontroli nad moim

bólem, ale nie bólem krwi, nad tym panuję, lecz nad

bólem tego, na co nie mam nazwy, a co wprawia w ruch

moją krew, więcej, co stwarza ruch, czuję, że się

wymądrzam, no tak, jak to sowa, ale to mnie

dręczy od czasu, gdy jeszcze byłam sowiątkiem:

unde motus? – – – mam zawroty głowy, bito mnie,

kantem dłoni, pięścią, nie widziałam tego, bo

najpierw wykuto mi oczy, ostrym końcem sztyletu,

to ostatnie, co widziałam w życiu: ostry koniec

sztyletu, potem przeszłam do świata rzeczy

niewidzialnych – – – chcą ze mnie wydobyć to,

co wiem, i to im powiem, może jutro, może

pojutrze, muszę się zastanowić, czy chcę umrzeć

jutro, czy żyć dzień dłużej, bo, to pewne, zabiją

mnie, gdy im powiem: mój krzyk, panie

rozdarł sukno nocy, tę zasłonę, którą świerszcze

w twojej mowie: crickets, utkały z żałobnej

cykady na przesłonięcie tego, coś uczynił. – – –

Co ja uczyniłem stać?! Stać! Czy powiedziałem:

siadaj?! Też mi świadkowie! Świerszcze. Crickets!

Zostanie po nich nazwa durnej gry, z tym durnym

krzykiem:  How was there?! Właśnie: jak tam było?!

To wtedy ręką zaprawioną w obracaniu ciężkim

mieczem, zdzielił mnie w głowę – – – ale jest jeszcze

całkiem inne sedno rzeczy, a mianowicie to, czego

nie wiem, i tego będę broniła do ostatniego tchnienia

–  – – niech myślą, co chcą, ale tego ze mnie nie

wydobędą, niech robią z moim ciałem, co im tylko

podpowie nieludzka natura ich gatunku, nie wyrwą

ze mnie tego, czego nie wiem

 – – – będę powtarzała: nie wiem, nie wiem, nie wiem

i to ich rozjuszy, wyprowadzi z równowagi, więcej:

przestraszy, a on zobaczy fruwające w powietrzu sztylety,

z których ostrzy pada nieprzerwany deszcz krwi – – –

- Czego nie wiesz, przeklęta sowo, o , ty wiesz wszystko!!!

– – – nie wiem, ale nikomu , nawet sobie, nie powiem,

czego nie wiem, wiem, że powinnam zabić wszystkie

świerszcze, bo są słabe i dadzą się złamać, puszczą farbę,

coś zmyślą, byle żyć i tkać te swoje cykady, a jeśli

mnie złamią, bo przecież nie znam do końca granicy

mojego nieprzejednania – – – pamiętam to, co dopiero

się stanie: poeta, kiedy go doprowadzą  przed dół

z rękami spętanymi  z tyłu kolczastym drutem,

wyda z siebie krzyk, to będzie mój krzyk, człowiek

w takich chwilach ma prawo zamienić się w krzyk,

nie ze strachu, nie z grozy, chyba tylko po to, aby

ten krzyk przedśmiertny spotkał się w czasie i przestrzeni

z krzykiem dziecka przychodzącego na świat, żeby śmierć

bez chwili zwłoki weszła w życie, to mówię ja, sowa, która

nie mam nic oprócz krzyku, czuję swąd własnego, zwęglonego

ciała, i słyszę krzyk, jeden krzyk z dziewięćdziesięciu

sześciu gardeł – – 

                             kiedy znów usłyszycie mój krzyk, nie wiem,

nie wiem, nie wiem, może wtedy, gdy Las Smoleński podejdzie

pod mury Kremla – – –

 

Feliks Netz Krzyk Sowy

Biblioteka "Toposu" T. 106,

Sopot 2014

 

misterium

nati.z

misterium

 

widziałam Cię Panie

jak dźwigałeś ciężki krzyż

ulicami miasta,

za ścianą lokalu

rżnęła metallica

 

rozszalały tłum krzyczał

zabij go, zabij.

parowały kotły, jazgotały gitary

w gęstej smole powietrza

trupie czaszki

na koszulkach jęczały

zabij go

 

koślawe staruszki

niosły za Tobą

wiekuiste światło,

wycierały pot i krew.

 

tumult kłębił się w środku

podchodził pod bramy;

zdzierali z ciebie szaty,

pluli w twarz, poniżali –

wywyższali złoczyńców i katów.

 

teraz chowają się pod podłogą

na wieść, że zmartwychwstałeś;

pobielają ściany, wieszają krzyże

 

poznałam ich

po sposobie  wbijania gwoździ.

 

Marta Jurkowska



Zenon i jego wiersze (1)

nati.z

       Zenon Dytko poeta, kolega po piórze z Klubu Literackiego w Katowicach. (Spotykamy się comiesięcznie – w przedostatni piątek miesiąca w MDK "Koszutka" o godz. 17). Piszący poezję i jej sympatycy zawsze są mile widziani. Na tych spotkaniach pojawiam się od marca 2009r. Prowadzi je redaktor PR Katowice –  Pan Maciej Szczawiński.

Wracając do Zenka, mam wszystkie jego tomiki, które nam wręcza, zaprasza do swojej poezji.

Grymas „O” (2007)

D i inni (2010)

Prysznic (2011)

Ty i ja (2012)

Zmiany klimatyczne (2013)

Żuk Gnojarz I Gwiazdy (2014)

     Poezja Dytki jest specyficzna, zyskała już nawet nazwę „dytkizm”. Jest inteligentna, oryginalna, autor nie poetyzuje. Jego wiersze to cykl opowieści o: rzeczywistości, znajomych, kobietach, wysłuchanej muzyce, przeczytanych książkach i naukowych czasopismach, o własnych odczuciach. Jest wnikliwym obserwatorem i interlokutorem sytuacji, czasem nawet trywialnych. Często wpada w ironiczny, a nawet sarkastyczny ton, innym razem w wierszach jest zabawnie i gorzko-śmiesznie. Jego życiopisanie dzieje się w konkrecie.

Kilka wierszy z jego najnowszej poetyckiej książki.

 

o poezji

 

dziś otrzymałem zbiorek poezji

cieszę się nimi wiersze

piękne liryczne ciepłe obrazowe

proste komunikatywne

przemawiające do uczuć

widać w nich że poetka ma dosyć

zimy i tęskni za wiosną

 

naprzeciwko


w oknach samotnej pięknej

i zadbanej czterdziestolatki

znów płoną światła odbijają

się w jej szybach gałęzie

drzew którymi kołysze wiatr

gdy wieczorem gaszę światła

w  swym pokoju u niej na

czwartym piętrze naprzeciwko

wciąż płoną lampy

 

o solidarności


„po co oni przesyłają mi te wiadomości

o rewolucji na Ukrainie mnie to w ogóle

nie interesuje” mówi  facet w kawiarni

siedzi  z kobietą  sączą piwo ze szklanek

z kominka bucha ciepło

 

na śmierć


kiedyś kiedy nie będzie już

dzikich zwierząt

a wszystkie kraje będą

demokratyczne –

nie będzie z kim walczyć

ludzie zanudzą się na śmierć

i nic nie będzie

nas również

 

Zenon Dytko Żuk Gnojarz I Gwiazdy (2014)



© odrosnę w rdzeniu drzewa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci