Menu

odrosnę w rdzeniu drzewa

poezja, literatura, muzyka, sztuka

z moich niektórych publikacji

Shamisen

nati.z

Przeczuwanie


Na ulicy Zacisznej jakby w środku chłodnego drzewa.

Z łykiem smyczka i dźwięków klawiszy,

wiersz zaczyna pisać się w tobie.

 

Na chodniku stemple pieczątki: rozwiąż mnie,

rozwiąż mnie. Nie wiem, ile jeszcze razy. Trzy kobiety

pod orzechem, intensywnie wpatrywały się w chmury.

 

Podjechał samochód na hiszpańskich rejestracjach.

Blondynka butelką karmiła dziecko,

w południowym języku zapytała o drogę.

 

 

 

 

 

Rezerwat


 

Piszę ze snu ojca, zanim wyśpiewam:

 

gdybym miał serce, mógłbym cię kochać po nocy,

gdy się obudzę, stworzę państwo z pochodniami,

przeciwieństwo tego, które jest śmieszne, dziwne, małe.

 

Spamięta ziemię i poddanych. W zimnym styczniowym świetle

słychać kroki, już otwarte bramy. Czterech układa kości na stos,

do walizek pakują ciemne grudy,  nad nimi nieustannie

 

zasklepia się przestrzeń.

 

 

 

 

 

Shamisen


 

Jesteśmy niby lalki z bunraku. Przypadki o nas się proszą,

wypadki nie omijają. Upadasz, twarz blednie, wiśnia sypie płatkami. 

 

Z samochodu dochodzi płacz niemowlęcia. W jesieni mogę oddać

życie, stać się cieniem za tobą, obok, ale nie biegnij. Po liściach klonów

 

powoli wejdziemy w zimę. Początek w śnieżycy sekund, zamarznie

oddech nad urwiskiem.


Natalia Zalesińska

http://sklep.republikaostrowska.pl/assets/978-83-64715-27-3.jpg

 

W tonacji f-moll

 

Czuję zapach skoszonej trawy? Przez szerokie okna

wpada jasność, za nimi gromadka wróbli wydziobuje słoneczniki?

 

Wiem, że już wkrótce staniesz w drzwiach, z bukietem

przyniesiesz dziecięcą pamięć. (...)

 

 

wiersze nowe i stare

nati.z

Z Gazety Trybunalskiej  (więcej w linku)

Pręga

Ciemność i jasność dzieli niebo. Nad głową rzeka
poszarpanych chmur z obrazów prerafaelitów. Odgłosy.
Niedawno, drogą obok jechał ciągnik, mignęły kule siana.

Niedawno na hałdzie rozkopywałam kamienie, węgiel –
szukałam ziemnych grzebuszek. Popołudniami śledziłam:
pływy nartników, trzepot motyla w słoiku. Gołębiarze

wozili na wózkach klatki. Pokój odbity w oknie.
W śnie zakrwawiona twarz ojca, w szpitalu przewiązane oczy.
Wszystko przypomina się dokładnie, gdy czytam

wiadomość na smartfonie: niewidzialne znaki mogą zaważyć
na twoim życiu, wyślij MAG na podaną stronę. Trzy dni
bezpłatnie, dni zmartwychwstania. 

Widoczność

Po zboczu schodzi stado saren, gdzie dzikie róże,
splątane tarniny, gnijące szyszki chmielu. Za chwilę
promienie ogrzeją zmrożoną trawę, zasrebrzą

bransolety. Na północy słup wysokiego napięcia,
czerwone dachy, pod którymi w snach dowiemy się o śmierci
tych, którzy jeszcze żyją. Mgła napłynie od lasu,
posiądzie okolicę.


Z artpubu (więcej w linku)

Nie lubię mówić o swoich wierszach, tłumaczyć – wtedy czytelnik może się rozczarować, bo jego odczytanie, ścieżka w tekście często jest inna niż autora. Chociaż mam ulubione teksty, do których wracam z sentymentem. Wśród nich są ważne dla mnie zapisy chwil, sytuacji związanych z bliskimi osobami, które odeszły. Tak powstał dyptyk, opowiadający o spacerach w miejscach znanych z dzieciństwa ( teraz wyglądają inaczej).

W roku 2008 /dyptyk/

Lubimy siedzieć i patrzeć w głąb stawu.
W. Voolf
I
Z ławeczek dla wędkarzy zarzucamy myśli
w podwodne, głębokie życie. Zwierzenia, 
wydają się płynąć i marszczyć niby sukno,
albo są flotyllą statków. W gąszczu sitowia

opadają na dno, cięte ostrą trzciną. Środek wody
odbija drzewa, coś niezwykłego. Na powrót
staję się dziewczynką i mogłabym chodzić
po ich cieniach od brzegu do brzegu.

A Łucja widzi czerwone karły. Może to
pomyślenia pozostawione przez innych?
Nie, traci wzrok w słoneczne popołudnia.
II
Na żywo
Patrzymy na ręce kobiety i mężczyzny.
Drobią chleb, karmią dzikie kaczki.
Obok jej przygarbione plecy. Tai chi traw

wmawia czułość, zawraca czas. Błogo.
W stawie zanurzam stopę. Sprawdzam
lekkość wody. Ochładza kręgi nartników.
Coś mówi, mów. Słowa tlą się, więdną.
Biorę za rękę kruchość. Wchodzimy w drzewa.

 © Natalia Zalesińska

"Sensualne i zmysłowe"

nati.z

Jeszcze dziś i jutro na antenie PR II o godz. 23.30 w "poezji przed północą" moje wiersze recenzuje pani Iwona Smolka, wiersze czyta pani Małgorzata Kaczmarska. W poniedziałek i wczoraj między innymi można było posłuchać:

 

W roku 2008 {dyptyk}

Lubimy siedzieć i patrzeć w głąb stawu
Virginia Woolf

Z ławeczek dla wędkarzy zarzucamy myśli

w podwodne, głębokie życie. Zwierzenia,

wydają się płynąć i marszczyć niby sukno,

albo są flotyllą statków. W gąszczu sitowia


opadają na dno, cięte ostrą trzciną. Środek wody

odbija drzewa - coś niezwykłego. Na powrót

staję się dziewczynką i mogłabym chodzić

po ich cieniach od brzegu do brzegu.

 

A Łucja widzi czerwone karły. Może to

pomyślenia, pozostawione przez innych?

Nie, traci wzrok w słoneczne popołudnia.

 

Na żywo

Patrzymy na ręce kobiety i mężczyzny.

Drobią chleb, karmią dzikie kaczki.

Obok jej przygarbione plecy. Tai chi traw

 

wmawia czułość, zawraca czas. Błogo.

W stawie zanurzam stopę. Sprawdzam

lekkość wody. Ochładza kręgi nartników.

Coś mówi, mów. Słowa tlą się, więdną.

 

Biorę za rękę kruchość. Wchodzimy w drzewa.

 

 Na fali

Słońce rozcinało skórę, kładło płomienie

na brzuchu. Fields of gold – grał

zespół z Filipin. Zamyślona lizałaś twistera.

Mężczyzna się śmiał przez okulary. Powiedział:

robisz to tak precyzyjnie. Twoje włosy rozsiane

na ręczniku niby jęczmienne pola. Ktoś obok

położył się na dmuchanym krokodylu.

 

Za drzewami cienie, głosy.

 

Zanim

I

Ciemność chce pożreć światło, żeby nazwać się jasnością.

Chwyta za gardła, podnosimy ręce. Zmarli

tulą się do naszych pleców.

II

Błękicie, zalej mnie niezmierzonym oceanem,

albo pochłoń żarem – woła, przykładając pętlę do oczu.

 

W południe zrywa owoce. Wpadają do porcelanowej misy.

Twarz też porcelanowa, pełna spokoju.

Mówi: życie na ziemi jest złe, bo nie kochamy tych,

którzy nas nie kochają. I zapycha usta pełną garścią,

ścieka sok, udaje sczerniałą krew.

 

Nocą wymyka się do ogrodu, kładzie w konwaliach.

 Biel chroni przed melancholią.

III

Zaczęło się od drżenia koni i porannej przejażdżki.

Gdy ucichły ptaki, łamałyśmy drzewka, coś płakało.

Zbierałyśmy giętkie gałęzie, jak w dzieciństwie

budowałyśmy szałas.

 

W nim podajemy sobie ręce.

 

Kruchość

 Powiedział, że zyskałam nowy styl, że piszę

ekscentryczne epizody. I pewnie ma rację.

 

Za drzewami widoczny zarys garaży.

Tamci sypią żwir, jakby zacierali ślady

przed jesienią. Nie zagłusza ich szum.


Ból pulsuje, ćmi. Od tygodnia dla niej i za nią.

Jak nawrót choroby minie, mogłabym patrzeć.


Jesteśmy delikatni jak dzieci. A liście nabierają

koloru krwi. Powiedziała, że ma nadzieję.


Na ostrze pada promień. Wydaje się śmieszne i małe.

Pamiętam nóż, który nosiła w kieszeni płaszcza.

Kiedyś będziemy słuchać ballad. Nie zagłuszy ich

 

szum autostrady, sygnał karetki.

Śpiew

Nie ma już tego domu. Ulica dawno zmieniona

A kiedyś jabłkowy sad z plamami śliw i jedyną czereśnią.

Dom się rozwiewał, cieniował. Gościnny pokój z lustrem

w brązowej ramie dziewczynka ze szczotką w ręce, nuciła:

Walentyna, Walentyna...


Za oknem świat, zardzewiała hulajnoga przy płocie.


Obok lepkość owoców

Dryń, dryń. Drewniana rama na kółkach. Podbój świata

od krawężnika do krawężnika i pompy z wodą.

We włosach broszka przypięta przez gołębie wujka.

Pobłażliwe uśmiechy i spady w sadzie.

Wir owadów.

Piwnica

Ceglaste ściany. Żłobienia, inskrypcje w dół i w dół -

zakręcona wilgoć, i kurz. Na środku cynkowa wanna,

w lodowatej wodzie ryby w srebrnych zakrętach.

Kwarantanna i krew. Wybielanie portfela -

łuska na szczęście. Larwy w szczelinach.

 

Natalia Zalesińska

w oddechu

nati.z

W oddechu

wiersze jak nagłe zbudzenie. Coś kołacze, ktoś
otwiera okna, drzwi. Cichy odgłos cymbałków.
Budzę się w miłości, szmery w napowietrznych korytarzach.

Kto kołysze mnie na ręce, kto kładzie w powracający sen? -
echo z upalnego czerwca. Gładzę mech, zrywam firletki,
krwawniki i rumianek. A dwuletnia dziewczynka

trzyma mamę za rękę, je pączka. Sama podobna do pączka.
Włosy ścięte na pazia, kolana w plamach z trawy, czy rdza.
Małe nieszczęścia trzeba opatrywać, stosować panthenol,

okłady: wiersze-płótna, przyjmą każdą krew.
W starym domu, w chłodnym przedsionku
gramy na grzebieniach, drażnią usta.


Natalia Zalesińska


tomik z TJW pt. Sen, o którym nie wiem nic,

MDK "Koszutka". Katowice 2015

włączam us and them

nati.z

migotanie


włączam us and them - wilgotnieje pora na sen.

w sprzętach twoje oczy zmieniają barwę i natężenie.

cissus rombolistny płoży się, oplata wstęgami.


bawię się kosmykiem włosów, nakręcam

na lewy wskazujący palec. podchodzę wolno,

niepewnie dotykam jeszcze chłodem, przybliżam



brzegi w puls. zbieraj igły sosen, lilie z piasku.


 

Lepko


W powietrzu płynie ciepła senność

i wrzesień. Pod kasztanowcami dzieci,

uderzają patykami w dłonie drzew.

Spadają liście, łupiny. Zbierają lśniący brąz.

 

I krzyk. Dziewczynka biegnie po krwi.

W rękach ściska koszyk, jak życie.

Na twarzy coś siedzi pluje. Za uchem głos

- biegnij, biegnij szybciej. Po latach mało

widoczna blizna, niechęć do biegania

przez życie. Zawsze jest lęk, jakiś lęk

 

w porze spadających kasztanów.

 

 

Natalia Zalesińska, z antologii Struna Orficka,

Ostrowskie Centrum Kultury, Ostrów Wielkopolski 2010


"biel chroni przed melancholią"

nati.z

 

okladka-Topos139-Topos

  



Spojrzenie na sad

 

Ci, których zamykano za murami, teraz

sami je wznoszą, a świt niesie cytrynowy

zapach z dojrzałych owoców. Kobieta włoży je

delikatnie do kosza, jakby do niego kładła córeczkę.

 

W domu wyciśnie sok do ostatniej kropli, doda

kostki lodu. Będą pływały niby kry, zatoną

w ustach tych zza muru. O północy

kochała się z młodszym mężczyzną,

 

wtedy słychać było strzały, wyły wilki.

W ich ślepiach przeglądał się: ruch na wieżach,

szczęk broni, krzyk wartowników. Światło reflektorów

patrolowało sad, jakby w nim czyhali bojownicy.

 

Za kilka dni  brzask odsłoni kikuty drzewek.  

 

Zanim

I

Ciemność chce pożreć światło, żeby nazwać się jasnością.

Chwyta za gardła, podnosimy ręce. Zmarli

tulą się do naszych pleców.

II

Błękicie, zalej mnie niezmierzonym oceanem,

albo pochłoń żarem – woła, przykładając pętlę do oczu.

 

W południe zrywa owoce. Wpadają do porcelanowej misy.

Twarz też porcelanowa, pełna spokoju.

Mówi: życie na ziemi jest złe, bo nie kochamy tych,

którzy nas nie kochają. I zapycha usta pełną garścią,

ścieka sok, udaje sczerniałą krew.

 

Nocą wymyka się do ogrodu, kładzie w konwaliach.

Biel chroni przed melancholią.

III

Zaczęło się od drżenia koni i porannej przejażdżki.

Gdy ucichły ptaki, łamałyśmy drzewka, coś płakało.

Zbierałyśmy giętkie gałęzie, jak w dzieciństwie

budowałyśmy szałas.

 

W nim podajemy sobie ręce.

 

Natalia Zalesińska

coda

nati.z

Z wrześniowej (2013) Cegły nr 25



 

coda


w wieku czterech lat zobaczyła jezioro łabędzie,

odtąd marzyła, aby zostać jednym z nich.

w świętojańskim dniu zda egzamin, otrzyma dyplom

zawód-tancerz. w złotej klatce będzie zarabiać na życie:

wystudiowaną pozą, oswajaniem dzikich lęków,

skracaniem skarlałych języków hejterów,

piruetem na lwim nosie.

 

© Natalia Zalesińska

Wiersze z sZAFy

nati.z

 

Kulistość

Noc w noc mały pokój. On, Preisner,
i niebo wyprane z mgły, i bezpańskie stado
– wyjące gwiazdy. Każda chciała w nim zapłonąć. 
Pstryknięciem palca gasił je po kolei,
a wokół miasto, którego nie znosił
jak ten znany pisarz. 

Rzeka wpływała w kanały, a jacht w witrynę sklepu.
Za każdym rogiem bankomat i seks. 
To ludzkie wysypisko śmieci, gdy nie masz 
co ze sobą zrobić, trafiasz tutaj. 
______________________________________

Szukanie nowych miejsc nie jest złe,
tak samo jak powrót do źródła.

Kamienice jak tabliczki gorzkiej czekolady.
Podpatruję kroki. Czas nieunikniony i granice światów.
Obok fontanna z figurka, coffee shop. 
Niewidoczni wchodzą, wychodzą. Blisko 
rynek i poczta, tam wysyła ciepło. Wszystko
jest istotne. Słucham Rachmaninowa. Cieplej.
 
Więcej wierszy tu

Inspiracja z Hrabala

nati.z

Przesmyki

                              Eliśce Hrabalovej   

Nie jestem już trusią.

Jestem teraz paryskim tortem z kremem.
W czerwonych pantofelkach i włoskiej sukience
chodzę na spacery po rozrzuconych kostkach domino.
Wywijam parasolką, a latarnie z podziwem
puszczają do mnie oczka.

Ludzie są zalani słońcem, tacy piękni.
A ich dzieci kradną ciepłe okruchy chleba,
karmią gołębie. Wokół zapach trocin
i wilgotnego drzewa, dziś w nim jestem cała.

Na swój sposób.

Mam piękne mieszkanko. Z niego widok
na podwórko i szopkę z daszkiem,
gdzie w słońcu on siada na krzesełku,
pisze życie w moim życiu.

Kruszą się mury. Ze ścian w piwne sny
spadają tynki. Patrzę dziecięcymi oczami
z okna na okno. Chwile szybko mkną,
dzbany szorują dnem po ziemi.

 

kursywa z "Wesela w domu" B. Hrabala
 © Natalia Zalesińska
antologia "Poezja z Wieżą w tle"
wydawca ZNP, Cieszyn 2010

 

wszystko jest inne?

nati.z
Przesilenie
 
Wszystko jest inne? A może tylko się odbarwia 
- patrzymy za cieniem, za drzewem.
Coś majaczy, oślepia i spada światło.
Musimy być zimni i nigdy nie mówić
- jest tak a tak, bo po co.
 
Otwieramy skórę ziemi i krzyczymy 
- hej ty weź nas do siebie!
Pewnego skwarnego dnia  
przyjdą.
 
Codzienne wstrząsy i tamte
tajemne kolebania. Otwieranie szuflad
- nic nadzwyczajnego (chodzą chodniki
pod naszą dzielnicą?), umarli pukają od środka,
wkładają palce w usta śpiących.
 
Czujesz to czujesz?
Od rana ubijają ziemię z której jestem.
 
Natalia Zalesińska
 
Jeden z wierszy publikowanych
w Miesięczniku Społeczno- Kulturalnym "Śląsk"
Nr 9 (203) wrzesień 2012 . 
Inny można przeczytać tutaj
 
Zdjęcie: Ukazał się nowy, wrześniowy numer 
 

Babka Piaskowa

nati.z

Babka Piaskowa

Pisanie stało się sprawą marginalną.
Ciekawsza jest choćby obserwacja
sójki, którą ktoś nazywał innym ptakiem
i kwitnących jarzębin.

W zależności od ciśnienia pachnie lilakiem,
albo śmierdzi ze studzienki kanalizacyjnej.
(Jak to w życiu, jak to piękno i brzydota).
Nie wspominając o tym najważniejszym.

Lubię opierać nogi o balustradę balkonu.
Wtedy nawet nie wiedzieć, że kobieta
z przeciwnej strony przewierca wzrokiem.
Z. coś tnie i mówi - ty to masz problemy.

Myślę o wypadku. Burzy się coś we mnie. Lunie.

 

Jeden z moich wierszy opublikowanych w Frazie nr 1-2  (75-75) 2012

między niebem a ziemią

nati.z

jeden z  moich wierszy
Między niebem a ziemią
 
Ojciec w tym roku często podlewał
drzewka mandżurskich brzoskwiń,
zrywał sczerwieniałe liście, kopał
tunele światła. I zabijał słowem.
Na tamtym brzegu, widzisz?
 
Pożółkły kartki z przystanku.
Popołudnie osnute w szarość, dreszcze.
Na parapecie i daszku z pleksi wtórował
im deszcz. I przenikliwe nasze strachy,
nasze pola widzenia. Igła w rowku płyty
- ból głowy wieczorem, przypomina o śnie,
w którym spadła czuła biel, ogień na gałązkę.
 
 n.z.

bo tak pragnie dogonić

nati.z
O antologii
 
5-lecie Struny orfickiej
Z okazji piątej edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Wojciecha Bąka „Struna orficka” w Ostrowie Wlkp. ukazała się jubileuszowa antologia z wierszami laureatów Konkursu.
Od początku istnienia Konkursu patronat medialny nad imprezą sprawuje redakcja „Toposu”, a w jury zasiadają m.in. Krzysztof Kuczkowski i Wojciech Kass. Z okazji piątej edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Wojciecha Bąka „Struna orficka” w Ostrowie Wlkp. ukazała się jubileuszowa antologia z wierszami laureatów Konkursu. Od początku istnienia Konkursu patronat medialny nad imprezą sprawuje redakcja „Toposu”, a w jury zasiadają m.in. Krzysztof Kuczkowski i Wojciech Kass. Przewodniczącym jury jest niezmiennie Wojciech Gawłowski, autor i współpracownik „Toposu”. W antologii znajdziemy wiersze, m.in. Tomasza Fijałkowskiego, Agaty Chmiel, Marty Kapelińskiej, Joanny Lech, Doroty Ryst, Mariusza C. Kosmali i Macieja Woźniaka. W posłowiu pt. „Na granicy semantyki i tajemnicy” Krzysztof Kuczkowski, jeden z jurorów Konkursu, napisał: „Najlepsze wiersze powstają poza wszelkimi założeniami, ignorują je i same sobie wyznaczają tor lotu. Wtedy właśnie lecą najwyżej. Wtedy są najbliżej nieskończoności. Wtedy są najbliżej rzeczywistości. Są rzeczywiste.”

z "Toposu"

 

wiersz z zestawu nagrodzonego ( II miejsce w V edycji konkursu     
im. W. Bąka "Struna Orficka", Ostrów Wielkopolski, 2010) 

 

Słoność
 
Massive Attack – Girl I love You
 
Łatwiej wejdziesz. W świetle tropy, dźwięki.
Zalany pokój, ściany wydzielają halucynacje
- wracam do hiszpańskiego miasteczka, żadne
 
 problemy nie krążą wokół, wokół płoną okna,
w maju pada śnieg. Znasz płacz. Ona stoi
na parapecie, wtapia się w szybę. Widzi
 
- ktoś przechodzi, nie spojrzy. Wystarczy zbić
piąstkami szkło, odlecieć w dół na podwórze.
Dogonić na zawsze. Spokój pod lampą. Siedzi
 
na krześle godzinę lub dwie. Rysuje dom
i kościół , i psa na tylnej ściance kredensu.
Pali księgę, w której poprzednio stworzyła
 
świat, bo tak pragnie. Dogonić.
 
 n.z.

 

o topniejącycm śniegu

nati.z

Antologia utworów
nagrodzonych i wyróżnionych w konkursie
XIX Tyskie Lato Poetyckie
Tychy 2010
wiersz z nagrodzonego zestawu konkursowego ( III miejsce)
 
Miasto w poświątecznym letargu
 
a w parku mijanie.
Za plecami krótkie rozmowy
o przyziemnym nic
i bogatce na śliwie tarninie
- topniejącym śniegu
pod brzuszkiem słońca.
To mnie rozkrusz, wypal
zostaw tylko siebie.

I znów pogrzeb.
Pomyślałaś, że mogłabyś.
Każdy dzień dobry, jak inne.
"Bóg jeden wie, ile czasu
tylko śpisz i śpisz."

ostatnie dwa wersy z G. G. Marqueza

27XII, 30XII. 2009r.
n.z.

 

Euterpe na Wichrowym Wzgórzu

nati.z

W I, II i III Edycji
Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego
im. Bruno Jasieńskiego
Klimontów 2008, 2009, 2010
wśród autorów "zauważonych"

Wiersz z zestawu, z II edycji konkursu (2009)

Zamyślenie

Opadające płatki - niemy film
w rozjaśnieniu. Zapach
i jedyna plama żółcienia,

mogłaby być podbiałem, zapowiedzią lata.
Pod baldachimem liścia meszek
imitacją drogi mlecznej,

po niej można pisać paznokciem.
W zadymionym mieście bywają różne
gorączki. Zostają po nich ślady.

 n.z.

Krajobrazy słowa

nati.z

Poezja i proza laureatów konkursu literackiego
Miejska Biblioteka Publiczna
Urząd Miasta w Kędzierzynie-Koźlu
Kędzierzyn-Koźle 2009
XVI Konkurs Literacki
wiersz z zestawu konkursowego ( I miejsce w XVI Konkursie Literackim)
III KONCERT SIERGIEJA RACHMANINOWA

Allegro ma non tanto

Dzieciństwo w domu z briewion. W las
piaszczystą ścieżką. Ziarenka, igły sosny
wbijały się w stopy. Wpadałem w światło,
polanę. Na niej Cyganie rozbijali tabor,
poili zwierzęta. Wieczory na smyczkach,
w płomieniach ognisk parzyły mi wzrok.
Chciałem pod drzewem zasnąć, na tysiąc lat.

Intermezzo

Bezkres; trawy toną w upale, dzwonki
- głosy skowronków. W Iwanowce
na werandzie Natalia z obnażoną, pełną mleka
piersią, karmi córeczkę. Za ileś lat spojrzy
w moje oczy bez blasku. W ciemnym pokoju
zobaczy jak tamta mnie zabiera. Po wszystkim
spłynie spokój, kapiąc światłem. Mgnienie - błysk.

Finale

To takie proste - pewność, myśl ma moc
sprawczą i wkrótce czas się wypełni.
Zostanę tęskną dumką za którą pobiegniesz.
Poczujesz lekkość, brzmienie tak naturalne,
jak tylko możliwe. Przytulisz twarz do kory.
Zobaczysz gwiazdy co spadają z deszczem.
Będziesz wiedzieć, że ptaki zawsze wracają
do sadu, jakby to działo się pierwszy raz.
n.z.

niejedno ma imię

nati.z

W 2008 roku Stowarzyszenie Inicjatyw Kulturalno-Literackich "METASFORA" przyczyniło się do wydania jubileuszowej antologii, podsumowującej 10 edycji Konkursu Literackiego "Miłość niejedno ma imię", organizowanego przez Miejski Dom Kultury "Południe" w Katowicach.
 
Autorzy: Urszula Baczyńska-Śleziak, Jan Baron, Ryszard Będkowski, Katarzyna Bolec, Joanna Brychcy, Małgorzata Chaładus, Anna Chomczyk, Olga Fliszewska, Jerzy Fryckowski, Ela Galoch, Łukasz Gamrot, Łucja Gocek, Anna Goździewska, Magdalena Jedlicka, Jacek Karolak, Karolina Kasperek, Jacek Kawecki, Joanna Kocik, Bartosz Konstrat, Agnieszka Kornacka, Dawid Koteja, Magdalena Kownacka, Ewa Kruchowska, Stefan Kudełko, Ewa Bożena Kwiecień, Małgorzata Lebda, Grażyna Lityńska-Rakowska, Miłosz Kamil Manasterski, Monika Mazur, Robert Mazur, Beata Matuszewska, Berenika Michnik, Robert Miniak, Małgorzata Misińska, Dorota Nowicka, Bogdan Nowicki, Zuzanna Olesińska, Halina Ewa Olszewska, Justyna Owczarek, Przemysław Owczarek, Joanna Pałach, Piotr Pawlak, Anna Piliszewska, Joanna Proszowska, Agnieszka Pyka, Katarzyna Służalska, Urszula Stępień, Michał Stolarczyk, Iwona Suwała, Krzysztof Woch, Anna Wojciechowska, Henryk Andrzej Wolany, Edyta Wysocka, Julia Zadrożna, Natalia Zalesińska, Józef Zdunek, Dariusz Zejc, Małgorzata Zemła, Hanna Zielińska, Piotr Żołądek, Edyta Żyrek.
 
Posłowie: Karol Maliszewski.
 
Patrzymy na siebie coraz bardziej z bliska
Z południowego okna światło rodzi się
pomarańczą. Jesteśmy w środku, gramy w scrabble.

Uwolnimy z sęków, zmienimy: usta w akwaria,
a wodne trawy sięgną oczu. Przypłynie inne,

niezwykłe, czyste. W ciszy drewnianego domu
wymienimy samogłoski i nie będzie nic przedtem

- dotkną się nasze palce.

sierpień 2006, czerwiec 2007

n.z.

Wiersz z zestawu konkursowego,
 I miejsce w X Edycji Konkursu Literackiego
"Miłość niejedno ma imię", Katowice 2008

© odrosnę w rdzeniu drzewa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci