Menu

odrosnę w rdzeniu drzewa

poezja, literatura, muzyka, sztuka

Z promocji "Święta żywych"

nati.z

W środę 22 czerwca w Centrum Kultury MOK w Olkuszu odbyła się promocja najnowszej książki poetyckiej "Święto żywych" Łukasza Jarosza. Wiersze pierwszego laureata Nagrody im. Wisławy Szymborskiej czytali znakomici krakowscy aktorzy Jerzy Trela i Wojciech Trela.

Spotkanie w niecodziennym anturażu wystawy pt. „...się plecie”, dla uczczenia trzydziestej rocznicy śmierci Władysława Wołkowskiego (artysty okrzykniętego Michałem Aniołem Wikliny i zaliczanego do najwybitniejszych europejskich dizajnerów XX wieku.) zaczęło się od przywitania przybyłych przez Łukasza Jarosza, który opowiedział o swoim pierwszym spotkaniu z Jerzym Trelą, o tym jak uścisnęli sobie ręce. Aktor już po raz trzeci czytał poezję Łukasza, tym razem ze swoim synem. Przed czytaniem zmienił wiklinowy fotel na wiklinowe krzesło, bo na nim lepiej się siedzi, a przede wszystkim nie zapada. Wprowadzeni zostaliśmy w świat wierszy, mogliśmy w nich być, przeżywać. Po spotkaniu nastał czas na otrzymanie dedykacji, podziękowaniu autorowi i aktorom za popołudnie w klimacie świetnej poezji. Można było obejrzeć prace Wołkowskiego.

 

Jerzy Trela czyta wiersze ze "Święta żywych".

Łukasz Jarosz z nieznaną czytelniczką, drugą w kolejce po autograf.

zdjęcia własne

"czas przebudzić się i przestać śnić"

nati.z

Wydawnictwo Stowarzyszenia Autorów Twórczości Artystycznej, Warszawa 2015

O ile się nie mylę, to debiutancka książka poetycka Piotra Ornocha. Autor w wierszu "vintage story" pisze: chyba obudzę się ze snu/ zupełnie gdzie i kiedy indziej - bo kiedyś w końcu trzeba się obudzić, może nasze ziemskie życie jest tylko snem (jak mi to przypomina Matrix) - czas się obudzić i przestać śnić (pora). Wiersze refleksyjne, szukające tropów, czym jest życie tu i teraz. Zakorzenione we Wschodzie, ponieważ Piotr jest buddystą. Każdy egzemplarz książki jest ponumerowany i podpisany przez poetę, który nadał im rys niepowtarzalności - co najmniej jedną ilustrację, w każdej książce inną dopracował ręcznie.

medytacje autobusowe
 
siedzieliśmy
oddzieleni przegubem
 
ja w kolanach
     w koanach
ona w krzyżu
        w pacierzu
 
wyszliśmy na żądanie
na tym samym przystanku
osobnymi drzwiami
a potem
ruszyliśmy w swoje strony
 
zakonnica
i ktoś
 
heksagram pięćdziesiąty siódmy
 
ile można o tym wietrze
mówią gołębie furkocząc skrzydłami
starszy pan w brudnych butach
i siatkowej koszulce
działkuje na krzesełku
obserwując wróżebne znaki
rysowane przez ptactwo na niebie:
 
przyszłość jawi się pewnie
jeśli będzie trzymać się swej drogi
mądre niedziałanie
zaniknięcie winy
 
nad głową błękitne łąki
a u stóp zieleń rozgwieżdżona
złocistością mniszków
 
być może
 
chłodny i mokry
wieczór
 
przez ulicę przebiega
zgrabna dziewczyna
z gitarą na plecach
 
włosami troskliwie
osłania futerał
przed niebem
 
chłodny i późny
wieczór
 
być może w jej życiu
ostatni
 

"jak ten szalony świat rozpuszcza się, zamienia w kałużę"

nati.z

Wydawca AGS, Warszawa - Izabelin, 2016

      Na okładce książki wydanej przez Autorskie Galerie Sztuki Marcina Niziurskiego widnieje zdjęcie obrazu namalowanego przez Martę.Wydaje się, niby spokojny widok: w nurcie rzeki odbija się niebo, brzegi porośnięte trzciną, trawą i lasem. Błogo i sennie. Nic bardziej mylnego, jest w tym obrazie coś niepokojącego i tajemniczego. Stamtąd przychodzą do mnie niepokoje. (Zima chodzi po kolędzie).

     W pierwszym wierszu z tomiku „Między rzeką a lasem” poetka pisze: Dopóki wciągać nas będą historie/ pisane na chodnikach, upychane/ w ciasnych dworcowych tunelach,/wielokrotnie powtarzane jak stukot/ kół pociągu, ciągle będziemy śledzić/ koleje ludzkich losów.( Plotka). I czytam jej książkę, czytam historie, prawie wszystkie bolesne, przejmujące.

Apokalipsa albo niebo nad Czelabińskiem

 Koniec zaczął się na początku dnia,
kiedy jeszcze nie wyschła farba.
Jednooki świstem przeciął płótno nieba,
 
została smuga albo ślad,
jakby nie mógł wylądować samolot.
Dookoła tylko popiół i swąd spalenizny.
 
Rzeki płyną cicho złożonymi dłońmi,
a miasta wylewają ludzi pod mosty.
Ulice rodzą bandytów, narkomanów i złodziei,
 
trudno tu o powietrze, o kawałek nieba.
Najtrudniej jednak być sobą, kiedy wszyscy
wokół mówią obcymi językami.
 
Cudze pole, gorzkie zielsko ziemi
i dalekie jak Syberia, ale niebo
wszędzie jednakie, oddycham tym niebem,
 
które wkrótce po mnie przyjdzie.
 
 Czereśnie
         ojcu
 
Posłuchaj jak drży ziemia,
pękają czaszki owadów.
Zaraz podłączą tlen,
będą uczyć trawy oddychania.
 
Posłuchaj jak pulsuje światło
w przewodach ambulansów,
żyłach kroplówek,
jak rozrasta się skrzep
w kruchych palcach.
 
Posłuchaj, zanim
będziesz mi zrywał
krwawiące czereśnie,
a drzewo cię połknie,
wypluje jak pestkę.

"Nie ma końca. Bo jak rozległy może być ból?"

nati.z

Okładka książki Mullaghmore

Wydawnictwo Forma, Szczecin 2016

Trzecia poetycka książka Małgorzaty Południak. Autorka zaprasza czytelnika w miejsca, które są "czymś więcej niż snem", bo przecież taka jest Irlandia. Malownicze wzgórza, surowość przyrody, torfowiska są tylko tłem, za nim jest tajemnica, strach wiersza, czy zwyczajne życie z radością i smutkiem. Przemijanie, dostrajanie się do inności. 

Mullaghmore

Dla mnie to miejsce jest czymś więcej niż snem,
w którym rozbieram się z ciemnych błękitów, w doskonałości
z wyrzeczeń przechodzę do żywego. Nad torfowiskiem
dostrajam sierpniowe good morning do materii.
Łagodnieję nad brwiami. Roje robaków polują jak dawniej.
Czy możemy tak trwać? W ich życiu przechadzać się, wahać.
Nasze ciała mogłyby leżeć pod drzewami. Jednak wstajemy
i bez lęku dodajemy kolorytu pagórkom, toniemy w oceanie,
wypływamy, nabieramy ostrości. Ta sama siła, która zgina konary
w locie. Ścigani przez umysł, porywani przez nurt, nikt nas nie chce
w raju owadów. Tak się zestarzejmy, wchłaniając zapach,
fragmenty rond, kwartałów, mury ogrodów.
Nawet sprzedawca precli spokojnie wyrabia ciasto, a ty
brzęczysz nad uchem, rozpalasz siatkówkę w oku.
Aż w końcu spadnie deszcz. Wyłowią nas razem,
z żabami, wonnymi kwiatami, ze stawów. Nie zmarnowaliśmy
swojej szansy.

Brzemię

Nie piszę o krwi miesięcznej, wkłuwaniu się pod skórę
skurczach, które generują ciepło. Wiersz jest zapisem strachu.
Spaloną korespondencją z młodości. Podwiązki, zakładki
z książek. Igiełki cedru. Zbiegają się ze sobą. To ciężka choroba –
nie móc przystanąć. Nie móc.
 
Przysłaniam twarz, a ty krzyczysz, że po tamtej stronie
Będę martwa. Bardziej się nie da. Więc opuszczasz mnie,
dojrzałe jabłka, kości do gry.
 
Zamyślam się nad czerwoną pastą z papryki. Zgłodnieliśmy
albo nie możemy wyobrazić sobie zapomnienia, waty w bawełnianych
siatkach. Wypełnione grzebałam w dole, posypywałam wapnem.
Z przeciętych do kości palców, sterczące ścięgna. Po moim odejściu
pozostaną blizny.
 
Dziury. W jesiennym niebie, kolekcji bursztynów i nosorożców.
Towarzystwo zbiorowej histerii. Mają podobne cienie,
skradają się. Ubrane we flanelowe koszule, zdobione
w filcowe kwiaty. Wyściełane liśćmi.
Podczas powodzi tracimy się z oczu,
zostają słowa.

" i piszę, bo chcę istnieć również w innym świecie"

nati.z

 

ebook Święto żywych

Wydawca: Biuro Literackie, Stronie Śląskie - Wrocław, 2016r

W ubiegły czwartek dotarł do mnie najnowszy tom wierszy Łukasza Jarosza.„Święto żywych” zawiera wszystkie wydane  poetyckie książki autora (2006-2016) oraz nowe wiersze w ostatniej części. Więcej na temat można przeczytać tu  

Wizerunek

Cichną psy i ludzie zbliżają twarze
do dymu i ognisk. Wieczór – dudni we mnie
daleki wagon, roślina pryska pod kosiarką,
dzwoni szpadel w ziemi.
 
Odjeżdżam spod domu ( z zewnątrz widzę,
jak ojciec zapala światło, rozgląda się
po kuchni ) i piszę, bo chcę istnieć
również w innym świecie.

Zamiast wstępu
 
Rozrzucam piach, sadzę krzewy, sieję trawę.
Pytałem ją, czy jest Bóg, szybko odpowiedziała: tak.
Zawsze byłem nie w tym miejscu miłości, gdzie
powinienem. W piekle sumienia, pod odległą gwiazdą.
Popijałem wodę wodą, rzekę rzeką. Obrażony w koronie
deptałem tę wulgarną ziemię, liście jak skrzydła ptaków.
Chciałem nas ocalić, lecz zaklinania nikły w tłustym
powietrzu, a wierz karlał, przeciekał jak sito.
 
Rozgrabuję piach, który niknie między źdźbłami,
rozsypuję ziarna. W nocy wiatr łamie gałąź sosny.
Teraz rozumiem, że miłość i wiara to różne sprawy.
Gdy odpoczywam, widzę, że worek torfu i paczka nasion
nie wystarczą, by obsiać ten skrawek pola.
 
Pętla
 
Zamyślony, zmyślony,
oparzony okiem.
Mija taksówkarza, który drugiemu
próbuje naprawić zamek kurtki,
dziewczynę, która schyla się po klucz,
odsłaniając sińca na plecach. To wtedy,
kiedy chciał być żywy, postanowił
nie dopisywać już nic do świata.
 

Fragmenty książki "Święto żywych"  można przeczytać  tu 

Wywiad z Łukaszem Jaroszem tu

"na skraju widzialnego świata"

nati.z

Dostałam w marcu tego roku, przyszła pocztą od autora, z życzeniem miłej lektury. Książka, do której kilkakrotnie wracałam i będę wracać. Podzielona na trzy rozdziały. Refleksyjna, filozoficzna. Pojawiają się w niej wiersze, których inspiracją była lektura Homera (Czytając Homera), Pliniusza Młodszego (Wyjątki z Pliniusza), Lukrecjusza (Fragment z Lukrecjusza), Wergiliusza, Szekspira, ale również współczesnych jak np. G. Ajgiego (Śnieg w wierszach Ajgiego). W innych widzimy poetę spacerującego z córką (Ewolucja), opowiadającego sen (Zelem), szczególnie medytującego(Oddech, Wtrącenie, Przypowieśc o wodzie, Zimowa opowieść). Niepokojąco piękny jest wiersz przedostatni - żadnej poezji, tylko śmierć (Psalm) i ostatni (Prospelologia) - Zejdź z drogi./ Ustąp miejsca./ Przestań być./ Odetchnij.

KRYSTALIZACJA

 


Dziś wieczorem zawadzające sobie obłoki:
wiatr ma nareszcie wychodne. Miasto i kanał
biegną osobnymi nurtami, a staw na wyspie nadrabia
zieloną miną. Piję kawę. Układam pasjansa. Wczoraj
przypadkowe spotkanie z żoną Iksa.
Na twarzy miała wypisaną całą jego poezję
razem z przekładami i niezliczonymi nominacjami.
Dziś popołudnie bez słów i bez książek.
Proste czynności, których nikt nie zauważy.

Piękno sztuki? Nie, po prostu kurz starty z półki,

ryż wrzucony do garnka, spacer z psem po najbliższej,

jeszcze nieusuniętej okolicy.

 


ZELEM

 


Wczoraj wieczorem śnił mi się Sefed.
Jak to możliwe? Przecież nigdy tam nie byłem.
W jednej z krętych uliczek spotykam siebie
sprzed lat, z jakiegoś prawieku, kiedy stawało się na polu
i wyciągało ręce, żeby przywołać wszystkie wiatry ziemi.


Wiatry nie przybywały, ale został obraz
między ciałem  i duszą, zapieczony,
obcy mej istocie. Osłaniał mnie od środka,
jakby tkwił tam od zawsze, bronił wstępu
do siebie, ryglował kamienne podwoje.

 


NIEOPOWIEDZIANE HISTORIE

 


Wiersz nie jest łatwopalny.

Ogień nie jest wierszem.

Ciążą ku sobie w osobnych historiach,

które, raz opowiedziane, nigdy nie są wolne,

przepływają jak strzępy obłoków po papierowym niebie:

bursztyn rozeta figowiec.

 

Pamięć niepamięć

nati.z

 

antologia Pamięć niepamięć, wydanie I Autorskie Galerie Sztuki, 2016

Ilustracje Piotr Ornoch, Marcin Niziurski

okładka, redakcja i skład, korekta  Marcin Niziurski

korekta Barbara Zakrzewska

Autorzy: Jolanta Dzierań, Beata Kyan, Piotr Ornoch, Krystyna Szel, Natalia Zalesińska Marta Jurkowska, Julia Dunajewska, Krzysztof Rodak, Barbara Zakrzewska, Agata Litwin i Marcin Niziurski.

Dziś dotarły do mnie dwie ciężkie przesyłki. Czytam. Kilka wierszy z antologii :

pomniki w pamiętniku

urodziłam się w PRL-u
pamiętam pochody
biało-czerwone rzeki w korytarzach ulic
niech żyje! niech żyje!
stary czy młody
lepiej żeby puste miejsce w szeregu
nie należało do ciebie

urodziłam się w PRL-u
wiem jak poprawiać błędy na maszynie do pisania
przez kalkę
parzę kawę z fusami i mogę wywróżyć że
najlepsze dekady mam już za sobą

urodziłam się w sam czas
żeby z żelaza budować papierowe samolociki

Jolanta Dzierań

kiedyś było tyle przestrzeni

kiedyś byłem dzieckiem 
a świecie było mnóstwo przestrzeni
było tak przestronnie
między miejscami
między chwilami
między odczuciami

między 
słowami

[ teraz wszędzie
jest tak ciasno
że aż brakuje tchu]

Piotr Ornoch 

Scheda

Lęk, który przyszedł do mnie
w minucie poupychał godziny,
trawi moje podniebienie jak rdza trawi
starą wskazówkę języka.

Mój dziadek nie umarł, a zaledwie
odszedł, zabrał ze sobą królestwo
umazane błotem, berło wyrwane
twardej ziemi, szczerbatą koronę
i szlacheckie nazwisko.

Jego tron poszedł w obce ręce;
na granice najechały chwasty
i dręczące muchy, dusza mnie od środka
jak czarny dym, jak garść popiołu.

Marta Jurkowska

Ruiny

już dawno opuścił przestrzeń blask 
tamtej menory
i babie lato pożegnało
ostatnią nitkę tałesu

tylko wiatr nad zburzoną synagogą
załamuje ręce
drzew
a bezgłośne macewy 
wciąż rozmawiają
z powietrzem.

Barbara Zakrzewska

Korekta obrazu

Powrócił wspomnieniem,
ożył we mnie po roku
widok chwili jesiennej:
miasto niedzielne...
ludzie i kościół...
sen gołębi na bruku...
głębia ciszy wokół.

Marcin Niziurski

Organowo

nati.z

 Widok z ulicy Zacisznej

Nowe organy w Auli im. Bolesława Szabelskiego znajdującej się na ostatnim piętrze Akademii Muzycznej w Katowicach) zbudowała firma Skrabl ze Słowenii, w oparciu o założenia programowe prof. Juliana Gembalskiego. Dnia 19 listopada 2015 roku rozpoczął się ich montaż i trwał, wraz z intonacją, strojeniem, do końca marca 2016 roku. Inauguracja miała miejsce podczas uroczystości oddania do użytku rewitalizowanej auli w dniu 4 kwietnia 2016 roku. Nowy instrument łączy cechy brzmieniowe organów późnobarokowych i romantycznych.

Można zobaczyć jak przebiegała rewitalizacja auli tutaj

W muzeum organów ( w Akademii Muzycznej w Katowicach)

Zdjęcia własne

Zdarzenia poetyckie

nati.z

 

 

WYDZIAŁ WEWNĘTRZNY

 

Ojciec prowadził śledztwa w sprawie zaginionych
skarpetek i nożyczek (podbierał mu je syn),
kręgów po filiżance bez spodka na stole.
Poprzednie dochodzenie odeszło w niepamięć.
Gdy czuli się bezpiecznie, padało pytanie
o niezgaszone światło lub plamę na ścianie.
Na podłodze przy szafie mieszczącej koszule,
garnitury, krawaty zrobiła się rysa
jakby od klucza, który komuś upadł. Ojciec
nigdy o nią nie spytał.

 

ROZWIĄZANIE

 

Znowu nie odłożyłeś tam, gdzie być powinno,
mówi ojciec. Ma w głowie listę bytów i miejsc:
w szafce na drugiej półce od dołu ołówek
równolegle do stosu kartek; prostopadle
nożyczki; na stojaku płyty ułożone
alfabetycznie. Wreszcie on. Za zamkniętymi
drzwiami słucha preludiów Chopina. W pokoju
chyba go nie ma. Jest raczej tam, gdzie wyrównują się
wszystkie rachunki, a każde twierdzenie znajduje
dowód lub zostaje obalone na wieki. Jeśli
istnieje takie miejsce, punkt, pył w przestrzeni,
ojciec, syn ma pewność, to prosta,
która go z nim połączy.


Jan Baron

Festiwalowo

nati.z

Mam nadzieję wybrać się na kilka koncertów. Pierwsze bilety już są.

Szczegółowy program koncertu tutaj

Koncert Północ - Południe

nati.z

Sobotni wieczór spędziłam w sali kameralnej NOSPRu. Usłyszeliśmy Aulisa Sallinena - III Kwartet smyczkowy Aspekteja Peltoniemen Hintrikin surumarssista op. 19 wykonany przez Kwartet Śląski, po nim Georga Enescu Oktet smyczkowy C-dur op. 7  w wykonaniu kwartetu Śląskiego i Lutosławki Quartet. Można było pobyć w muzyce, pomyśleć.

W innym wykonaniu.

Zrobiłam kilka fotek smartfonem, wracając na parking. Jakież było moje zdziwienie, zauważyłam zająca, dał susa z trawnika, na tę górkę powyżej.


wiosennie w mieście

nati.z

Wbrew stereotypom stolica Górnego Śląska tonie w zieleni.


Oko miasta promienieje

Dziś rozpoczynają się Mistrzostwa Świata w hokeju na lodzie ( 1B)

Koszutka

zdjęcia własne

"W stronę haiku"

nati.z

 

Wydawca Marcin Niziurski AGS

Warszawa - Izabelin marzec 2016

Projekt okładki: Piotr Ornoch

Ilustracje, typografia : Marcin Niziurski

autorzy: Katarzyna Białoleska, Jolanta Dzierań, Beata Kyan, Agata Litwin, Anna Maria, Marcin Niziurski, Piotr Ornoch, Julia Dunajewska, Krystyna Szel, Tomasz Piotr, Krzysztof Rodak, Barbara Zakrzewska, Natalia Zalesińska.

Książka została wydana dzięki wsparciu finansowemu TOYOTA W&J Wiśniewski

"Wstronę haiku" można zakupić tu

liczę krople dżdżu
na zabłoconej drodze
praca jak każda

Piotr Ornoch

pierwsza magnolia
jak obrazek z dzieciństwa
z cukrową watą

Barbara Zakrzewska

smażone jabłka
aromat cynamonu
mama w fartuchu

Julia Dunajewska

Mróz chwycił liście
w śnieżnobiałe pazury.
Waży im życie.

Marcin Niziurski

Tischner Podróż

nati.z

Książka wspomnieniowa. Postać ks. Józefa Tischnera pojawia się we wspomnieniach członków najbliższej rodziny, sąsiadów, kolegów ze szkolnej ławy, studiów, redaktorów. Ilustrowana zdjęciami. Na kartach książki widnieją również przemyślenia księdza i filozofa.

Kiedy patrzę na moją robotę księdza i filozofa, wtedy łapię się na tym, że przez te kilkadziesiąt lat pracowałem gównie nad ludzką nadzieją. Nad miłością innych człowiek nie pracuje, bo każdy sam musi pracować nad swoją własną miłością. Prawdę powiedziawszy, nad wiarą też nie ma co pracować, bo to jest łaska Boża albo komuś dana, albo niestety - nie dana. Natomiast nad ludzką nadzieją od przedszkolaka, ucznia, aż do dorosłego w rozmaitych sytuacjach, na rozmaitych życiowych zakrętach wciąż trzeba pracować.

Ks. Józef Tischner

 Nie jest wolny człowiek, który nie potrafi przyznać się do winy. Nie jest wolny naród, który nie potrafi wysłuchać wyznania win i uczynić takiego wyznania. Nic tak nie krępuje wolności, jak wina nienazwana i niewyznana. Winy narodowe są zazwyczaj dwojakie: winy królów i winy poddanych. U ich źródeł lezą dwojakie abstrakcje, mają bowiem swoje abstrakcje władcy i maja swoje abstrakcje poddani. W tej sferze milczenia być nie powinno. Musi wydarzyć się prawda, która jest kamieniem węgielnym wzajemności.

 Polska jest ojczyzną  ks. Józef Tischner

Niebo nie przychodzi znikąd. Coś z nieba mamy w sobie. Człowiek dla drugiego człowieka może być częścią nieba. Niestety, także może być częścią piekła.

 Tischner czyta Katechizm

 Świat gro. Syćko co jest, jest grane. Słychać harmonije przestworzy. Ale tego kożdy nie usłysy. Ludzie majom hałas w uchu. Ale nie ino w uchu, w dusy tyz. Za duzo hałasu w ludziak, coby mogli to uslyseć. Ale jakbyś to kie usłysoł, to byś pojon tajemnice świata.

Historia filozofii po góralsku ks. Józef Tischner

Jubileuszowy finał OKP im. K. K. Baczyńskiego

nati.z

19 marca spędziłam w Łodzi. W Łódzkim Domu Literatury odbył się finał XXV edycji Konkursu Poetyckiego o Nagrodę im. K. K. Baczyńskiego. 

Jury w składzie:  przewodnicząca: Joanna Ślósarska (Łódź)

członkowie:  Justyna Fruzińska (Łódź), Roman Honet (Kraków), Dorota Korwin-Piotrowska (Kraków), Magdalena Rabizo-Birek (Rzeszów)

sekretarze:
Julian Czurko i Milena Rosiak postanowiło przyznać:

I Nagrodę -  Natalii Zalesińskiej z Katowic za zestaw "błysk"

II Nagrodę - Czesławowi Markiewiczowi z Zielonej Góry za zestaw "Łapa łamie łapę"
III Nagroda powędrowała w ręce Joanny Żabnickiej z Lubonia za zestaw "MACIEJKA"

Nagrodę TETIS otrzymał Piotr Zemanek z Bielska-Białej za zestaw "PRESTIGE"


Dwa równorzędne Wyróżnienia przyznano  Marianowi Lechowi Bednarkowi z Czernicy za zestaw "DRZEWKO" oraz Pawłowi Kobylewskiemu z Bytomia za zestaw "księga psa"

To konkurs, w którym do ogłoszenia wyników nikt nie wie, jaką nagrodę otrzymał, a jurorzy nie wiedzą, komu nagrody przyznali. Wtajemniczeni są tylko sekretarze konkursu.

Pani Magdalena Rabizo - Birek przyznała, że z zestawu wierszy "błysk" nie można było się zorientować, czy wiersze pisała kobieta czy mężczyzna. Taką samą opinię usłyszałam w Świdwinie z ust pani Iwony Smolki (dwa różne zestawy wierszy).

Czytam wiersze

 "w ogniu pytań "- rozmowa z Moniką Kocot i Julianem Czurko (zdjęcia własne)

fot. Bogumiła Jęcek

wiersze czyta Czesław Markiewicz

Joanna Żabnicka

Piotr Zemanek

Marian Lech Bednarek

Paweł Kobylewski

Laureaci i sekretarze jury - zarazem prowadzący finał konkursu.

Członkowie Stowarzyszenia im K.K. Baczyńskiego, rozmowa o początkach stowarzyszenia i upływającym czasie.

wszystkie fot. Bogumiły Jęcek.

zdjęcie własne

Przed godz. 16 mogliśmy wysłuchać mini próbę Dzikich jabłek, koncert odbył się po 19. Niestety już wtedy wracałam do domu. Po koncercie w TJW laureatem został Czesław Markiewicz.

W drodze powrotnej mijając Stajnię Jednorożca. (zdjęcie własne)

Czas na czytanie

nati.z



Czas na czytanie tu

POEZJA

Grzegorz Kielar, Karolina Kułakowska, Michał Kozłowski,
Marzena Orczyk-Wiczkowska, Marcin Zegadło, Jerzy Beniamin Zimny,
Natalia Zalesińska

PROZA

Jacek Durski, Asia Flisek, Mirosław Gabryś, Wioletta Grzegorzewska,
Aneta Lejwoda – Zielińska, Danka Markiewicz, Łukasz Suskiewicz,
Karol Maliszewski, Beata Zdziarska

FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO

Misior Cudak, Anna Kmita, Jacek Szlak, Ewa Adriana Szumowska

sZAFa Presents

Ewa Frączek - Poeci się wykreślają
Leszek Jodlińśki - Slandia
Zbigniew Kresowaty - O twórczości Jacka Durskiego
Klaudia Raczek - Współczesna poezja ukraińska. Próba diagnozy i zrozumienia
Maja Staśko - Otua. Autoterapeutyczność a autotematyczność wokół „Szklanych ust” Lecha Majewskiego (III)

ESEJE-FELIETONY-RELACJE

Paweł Dąbrowski - Europejskie obchody kultury
Magda Harmon - Substancje nasycone
Zbigniew Kresowaty - „O co pytają nas wielcy filozofowie”- Pytał sam siebie i otwierał tezy w swoich cyklicznych wydaniach książkowych wciąż bardzo świeżych historyk filozofii, teoretyk prof. Leszek Kołakowski
Marta Kołodziejska - Ubiór jako symbol w kulturze i sztuce 20 wieku
Wiola Maj - O pokazywaniu języka, czyli zmora redaktora
Ania Możdżeń-Brzozowska - Sztuka. Kto ją rozumie?


TEATR, FILM

Natalia Kołaczek - „Jak zatrzymać ślub”

KRYTYKA LITERACKA-RECENZJE

Paweł Dąbrowski - W oparach nowomowy. Mariusz S. Kusion „Zarządzanie zasobami emocjonalnymi” * Wszystko na „O”. Łucja Dudzińska. „OB – krew i woda” * Nostalgia końca świata. Bożena Boba-Dyga "Koniec sezonu”
Leszek Jodliński - Przekraczanie Rubikonu (eseje z Nowego Jorku) „Złota Dama” * Thérèse. Szkic o malarstwie Balthusa * Powrót Boscha do lasu
Justyna Kasperek - Aranżacje. „Namiestnik” Grzegorz Wróblewski
Małgorzata Południak - Retrospekcja. Marcin Zegadło „Hermann Brunner i jego rzeźnia”
Jakub Sajkowski - O eklektyczności i dobitności w debiucie poetyckim Anny Musiał. Anna Musiał „Pandemonium”
Natalia Zalesińska - Niebo rozpędzone jak młyńskie koło. Łukasz Jarosz „Kardonia i Farben”
Beata Zdziarska - Andrzej Kołaczkowski Bochenek „Nie idź tam człowieku! Rozważania o Jakubowym szlaku pątniczym”

ROZMOWY

W SZAFIE: Cykl o życiu, sztuce i przyjaźni (II). Małgorzata Południak rozmawia z Katarzyną Tchórz



"Dokąd cię niosę moje wierne ciało?"

nati.z

okladka_tomik_tzp2016

 

 „Może wycofując się ze świata,
naprawdę do świata przychodzimy.”   

               „Brudy prać” Jacka Mączki to „egzystencja w cudzysłowie” ( słowa jurora). Wiersze zapraszają czytelnika w miejsca znajome autorowi, gdzie wiatr pędzi łódki chmur, gdzie poeta dowiaduje się o śmierci innego poety i pisze wiersz Tomasowi Tranströmerowi, lub stwierdza - życie w tej dużej / przestrzeni, która mi została dana niezupełnie/ z mojej woli, nie jest zupełnie łatwe.

Do szpiku kości

Coraz trudniej jest zebrać się w sobie,
zebrać te wszystkie włókna, zanim
zamknie się dostęp do zardzewiałych

haczyków pod skórą, do tej która idzie
niepewnie z żółtą reklamówką w ręce
i zatrzymuje się co kilka kroków. Ruch

z prawej do lewej - odwrócona droga słońca,
jak rzeźnik kroisz ołowiane krajobrazy,
by nie uronić trzasku zapałki w mroźnej ciszy.

Szczurołap z Hameln  gwiżdżesz czystą melodię
na pustej piszczeli  szczekanie psa, zapach
kapusty i pranie wzdłuż poręczy balkonu.

Nieruchome rzeki przyjmą to wszystko.

Pigwówka

Po drodze przestałem palić papierosy,
te w foliowanych kartonowych pudełkach,
które jeszcze w dobie Peerelu były synonimem
luksusu. Skręcam –  bibułka i szczypta tytoniu.

Cały kuchenny stół – w farfoclach. Jest w tym
jakaś uczciwość i solenność, która pozwala na namysł.
I pozwala na użycie, na przykład przed chwilą,
słowa coraz bledszego – jak cienka słomkowa herbata

parzona po raz trzeci, całkiem jak plemię Senoi,
które utraciło czas śnienia. Pękł mi na dwoje
ząb i trochę się obawiam, bo życie w tej dużej
przestrzeni, która mi została dana niezupełnie

z mojej woli, nie jest zupełnie łatwe. Na szczęście
po drodze zrobiłem pigwówkę w słoikach po leczu
od matki, z owoców systematycznie zbieranych
wokół domu pani doktor neurolog, nie w pełni

za jej wiedzą i zgodą. Ale przecież znamy się
z dzieciństwa. No i ukochany kot mojego kolegi
na stosie. Pod wpływem wysokiej temperatury,
jego zwłoki stanęły na prostych nogach,


z wyprężonym ogonem. Pomyślałem – koniec końców,
że jest nam po drodze, zupełnie, w tej dużej przestrzeni
żywiołu ognia.

                    W wierszu Mały palec  autor przypomina sobie słowo przenicować i pojawia się straszna myśl, że posiadanie,/ nawet cząstki siebie, nie jest możliwe, w wierszu Miejsce zastanawia się – Być może/ opanowałem sztukę zatrzymywania się/ we właściwym momencie.

                   Jacek Mączka dyscyplinuje słowo, dba o jego konkret  i nim opisuje drobiazgi dnia codziennego, ta przeklęta czułość dla słów/ zabiera (…) ta przeklęta czułość dla słów  pozostaje, jakbym przedzierał się, przez czarny oczeret (Oko). Słowo czułość pojawia się jeszcze w wierszu Nadgrobek, Nie nadążam.

 

Nadgrobek

Dokąd cię niosę
moje wierne ciało?

Gdzie, po drodze,
zagubiłem czułość dla ciebie?

Nie nadążam

Wchodzimy lekko
w tę zimę. A ziemia
bez szmeru usuwa się

spod stóp. Każdy uchwyt
jest pusty. Przewrócone
wiadro obok studni.

Coraz bliżej oszronione
trawy. Zaoranym
polem przemyka kot.

Patrzę jak obcinasz
paznokcie – tyle martwych
ciebie – nie nadążam

z czułością. Z pewnością
nadejdą lepsze czasy –
upalne żniwa i chmary

muszek owocówek,
które będą nam jeść
z ręki.

 

          Zwróciłam uwagę na dwukrotne użycie słowa solennie ( takie nieco zapomniane, a jakże mi się podoba). Wiersze plastyczne, znaki z naturą w tle, fotografie na które można patrzeć bez końca.

Na jawie albo we śnie

Ruda łania
po prawej stronie
kamienistej drogi.

Smak migdałów
i czarnych czereśni. 

Odbicie

W szybie – niebo i wierzchołek
świerku. Nakrapiany drozd
upada na ziemię.

                               Czasem spotykamy w nich ludzi, lub autor wspomina o kimś – nauczyć, tak, jak moja ciotka,/ że odginanie małego palca w trakcie/ unoszenia filiżanki jest pretensjonalne (Mały palec). Istnieje w pisaniu niebezpieczeństwo zagubienia siebie w kreacji tworzenia i o tym mówi wiersz:

Wampir

Poutykałem wiersze
za ramą lustra.

Nie mogę dojrzeć
swojego odbicia.

 

         Dlatego pierzmy w sobie brudy, dbajmy o czystość czynów i słów, żyjmy solennie – choć mieć pewność i wierność – to dla nas niedościgłe. (Winnica). Czytajmy „Brudy prać’

 

 

 

Z Tyskiej Zimy Poetyckiej

nati.z

 Konkurs XVI Tyska Zima Poetycka rozstrzygnięty!

Jury w składzie: Jacek Gutorow, Karol Maliszewski, Tadeusz Sławek

po przeczytaniu i dogłębnym przeanalizowaniu maszynopisów 69 tomików poetyckich spełniających warunki regulaminu, jako kandydata do nagrody postanowiło wskazać autora maszynopisu  „Brudy prać” opatrzonego godłem Nobody

    1.02.2016  nastąpiło w Teatrze Małym  komisyjne odtajnienie godła. Laureatem XVI edycji Ogólnopolskiego Konkursu na Tomik Wierszy „Tyska Zima Poetycka” – po debiucie jest  Jacek Mączka z Sanoka. Jury stwierdza, że laureatowi przysługują nagrody regulaminowe: wydanie drukiem nagrodzonego tomiku, nagroda pieniężna w wysokości 3.000 zł brutto ufundowana przez Teatr Mały w Tychach.

  Po trzyletniej nieobecności na rozstrzygnięciu Tyskiej Zimy Poetyckiej ( a to choroba, a to wyjazdy) znów byłam w Teatrze Małym. W piątek 26 lutego jury nagrodziło laureata, a każdy na spotkaniu promującym od organizatora konkursu otrzymał książkę " Brudy prać"

 

 okladka_tomik_tzp2016

 

 

Wysłuchaliśmy jurorów, którzy wygłosili laudację. Następnie Jacek Mączka wypowiedział się na temat swojej najnowszej książki (dziewiąta).  Autor ma wielki dystans do swojej twórczości, powiedział : „ nie lubię tego tomiku, wolę swoje poprzednie”. Przeczytał więc, kilka wierszy z wcześniejszych pozycji, a następnie z „Brudy prać”.

Później był czas na rozmowy, dedykacje.

 

 

Sztuka ognia i koloru

nati.z



Wystawa malarstwa pedagogów i doktorantów Instytutu Sztuki Wydziału Artystycznego UŚ w Cieszynie
„Obraz – sztuka ognia i koloru” to prezentacja prac w technice olejnej i akrylowej oraz emaliowanych obrazów na stalowej blasze.   
 
Ta część ekspozycji w przestrzeni Galerii Szyb Wilson, która sięga do dawnych technik emalierskich jest rezultatem kilkuletniej współpracy polskiego i czeskiego środowiska artystycznego. Coroczne sympozja organizowane od 2010 r. w Pracowni Artystycznego Smaltu we Frydlancie n/O w Czechach sprawiają, że zainteresowanie techniką jest coraz większe, a dorobek w postaci emaliowanych obrazów pozwala uczestnikom z Instytutu Sztuki organizować zarówno zbiorowe jak i indywidualne wystawy tych prac. Efekt plastyczny „szkliwionych obrazów” sięga do szesnastowiecznych technologii artystyczno-rzemieślniczych, ale stawia również na proces adaptacji do kryteriów współczesności. Rozwija się w wielu krajach europejskich. W Polsce promocja i prezentacja  techniki spotyka się z dużym zainteresowaniem.
 
Bezpośredniość komentowania ważnych spraw współczesnego świata może stanowić swoiste wyzwanie, inspirację dla artysty, a szerokie spektrum możliwych rozwiązań malarskich, odnoszących się zarówno
do treści, formy, kategorii stylistycznej jak i relacji z rzeczywistością, otwiera przestrzeń twórczego dialogu zarówno pomiędzy artystami -uczestnikami wystawy  i  gronem odbiorców.
 
W wystawie „Obraz – sztuka ognia i koloru ” weźmie udział siedemnastu artystów-malarzy pedagogów
i doktorantów Instytutu Sztuki Wydziału Artystycznego w Cieszynie, Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Prezentacja w Galerii Szyb Wilson to ponad czterdzieści obrazów olejnych
i ponad sześćdziesiąt kompozycji w technice emalii.
 
Uczestnicy:
 
Pedagodzy: Ireneusz Botor, Krzysztof Dadak, Maria Kisiel-Jarek, Lech Kołodziejczyk, Elżbieta Kuraj, Roman Maciuszkiewicz, Adam Molenda, Tadeusz Rus

Doktoranci: Aleksandra Firlińska-Pilorz, Artur Janasik, Marta Javorska, Joanna Knapek, Jolanta Knapek, Gabriela Pienias, Maria Posłuszna, Magdalena Szadkowska, Krzysztof Wilde
 
Wernisaż wystawy planowany jest na 3 marca 2016 (czwartek) o godz. 18.00.
Oprawa muzyczna: Mitomani. Multistylowa kapela folkowa => www.mitomani.pl

Wystawa będzie czynna do 31 marca.

Mitomanów będzie można posłuchać już w niedzielę.



© odrosnę w rdzeniu drzewa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci