czwartek, 24 lipca 2014

Z deszczowego czwartku, w wolnej chwili od upału.

piątek, 11 lipca 2014

 

  zdjęcia własne

wtorek, 01 lipca 2014

Trzy razy przeczytałam "Echa", a i tak będę do nich wracać. Tom zawiera 29 wierszy. "Echa" to obrazy z przeszłości, wspomnienia z dzieciństwa ( np. Świąteczne popołudnie, Pierwsza lekcja, Religia pól, Bożek), z młodości (Lustro, Spotkanie). W innych wierszach (Kobieta płacze jak smok (ponieważ jestem poetą), Oczywiście, Pokój, Piątek, Podobno) autor porusza istotę, cel pisania. Myślę, że wyjątkowo bliskim wszystkim piszącym jest wiersz Piątek. Gdy piszemy jesteśmy daleko od siebie i od świata.

Wojciech Bonowicz urodził się w Oświęcimiu, ten fakt odbił się w wierszu Napis przy torze, Możliwe zakończenie, Skrzydła. Autor o swojej poezji mówi:

Moje tematy to na ogół coś nieokreślonego, pogranicznego, coś, co nie rysuje się zbyt wyraźnie. Jakieś uczucie, które dopiero się pojawia albo które już znika. Jakieś przeświadczenie, które nie jest, nie może albo nie chce być pewnością.


Widoczność

 

Na zarośniętej rzece jeden stateczek.

W miejscu gdzie woda jest gładka jeden stateczek.

I jeszcze jeden wypływa z ust i wpływa do zatoki.

 

Skrzydła


Kobiety się przytulają płaczą. Rozmawiają

o dziecku które dopiero się narodzi.

Z każdym życiem powraca na ziemię niepokój.

Kobiety płaczą obejmują się wzruszone.

 

kiedy już sobie powiedziały. Całe niebo

w strażnikach a one nie patrzą w ich stronę

obejmują się przytulają. Starsza czesze włosy młodszej

zakłada jej rękę na szyję szepce na ucho: "Jutro stąd wyjdziemy".

 

Pierwsza lekcja


"Ilu ludzi zginęło w Oświęcimiu?",

spytała pani.


Skuliłem się i modliłem w duchu

żeby było ich

jak najmniej.

 

Wojciech Bonowicz

niedziela, 29 czerwca 2014

Od czasu do czasu wracam  w takie rejony, szczególnie po parnym dniu, gdy ciężko oddychać. Od zachodu coraz bardziej się chmurzy, burzy. Od zachodu zbliża się ciemna ściana wody. Słychać warkot samolotu.


Od bodaj dwóch lat w maju na słupie wysokiego napięcia nocuje bocian.

Zanim "ustawi" się w odpowiedniej pozycji, odgrywa niby taniec.

 

W czerwcu ogródek zakwitł na żółto, różowo i czerwono.

zdjęcia własne

środa, 25 czerwca 2014

Na granicy dwóch dzielnic, wśród lasów są stawy, ulubione miejsca wędkarzy. Na zdjęciach poniżej jest staw, nad którym była kiedyś stanica wodniaków - budynek, przystań, kajaki. Później wszystko poszło w ruinę. Resztki gruzów można napotkać w wysokich trawach. Staw jest teraz siedliskiem kaczek, łabędzi; śpiewa rechotem żab. Z centrum Katowic dojeżdża tutaj autobus 109. W weekend do pobliskiego parku Bolina przyjeżdża sporo osób.W tygodniu bywam tam kilka razy ( dziś też byłam). Po południu w ręce mi wpadł zeszyt, w którym zapisywałam swoje stare wierszyki. Znalazłam wersowce ( napisane w 2005r.), które moim zdaniem pasują do zdjęć z tel. komórkowego.

 

***

zapuścić korzenie

potem tylko pęd do nieba

zakwitnąć i pachnieć

 

zapętlenie


w czerwcowych półcieniach

puchata kula na błękicie oka

wysyłam słowo pytajne

 

 

środa, 18 czerwca 2014
W sobotę wybieram się na port poetycki, zapraszam w imieniu organizatorów.
Program poniżej (już od piątku)

Zdjęcie: zapraszamy serdecznie na XII edycję Portu Poetyckiego
Brzeg od jutra wita miłośników słowa


Zdjęcie użytkownika Poeci Po Godzinach.
środa, 11 czerwca 2014

13 czerwca rusza Art Naif.  Po raz kolejny można będzie zobaczyć prace blisko 300 artystów z całego świata. Motywem przewodnim tegorocznego Festiwalu jest kultura Bałkanów. Artyści „naiwnego spojrzenia” szczególnie aktywnie działają w Serbii i Chorwacji, dlatego zobaczymy przede wszystkim ich prace. Tym razem nie będę na rozpoczęciu, ponieważ jutro wybieram się do M., w truskawkowe klimaty. "Niewinne obrazy" zobaczę później.



Więcej o Naifie i imprezach towarzyszących tu


A w sobotę mamy



Szczegółowy program tu


piątek, 06 czerwca 2014



zdjęcia własne


Czwartkowy wieczór spędziłam w Olkuszu, słuchając „Świata fizycznego” Łukasza Jarosza. Autor chętnie przeczytał wiele wierszy z tomu poetyckiego ( zawiera 59 wierszy). Motto otwierające książkę jest przepiękne i odsyła do świata Łukasza opisanego, spisanego w wierszach.

    Patrzę na krajobraz, który nie ucieka mi sprzed oczu tak szybko jak dawniej, mogę mu lepiej się przyjrzeć. Jestem więc stary i czasem ogarnia mnie żal a nawet rozpacz, że zmarnowałem w życiu zbyt wiele czasu. Jedną czwartą, a kto wie, czy nie większą część mojego życia straciłem na chodzeniu po lasach i nad brzegami rzek i jezior. Na tak głupich zajęciach, jak zbieranie drzewa i mozolne gotowanie herbaty na ognisku, tak,  jakbym nie mógł tego zrobić szybciej i wygodniej w domu, na kuchence gazowej. Na ślęczeniu dniami i nocami nad wodą. Na patrzeniu godzinami w krajobraz, doprawdy tak, jakbym nie wiedział, co to jest drzewo, kamień, trawa, woda, i musiał bez końca się zastanawiać, czym się te rzeczy od siebie różnią i jak się do siebie nawzajem mają! (…) 

   Wiem mianowicie, że w tym, co piszę, pisałem i co jeszcze napiszę, do końca, do ostatniego zdania, będzie mi towarzyszyło męczące przekonanie, że nie powiedziałem wszystkiego, co o sobie i świecie powiedzieć chciałem. Że pozostanie jakaś niepokojąca reszta, o której nie potrafiłem, ani nie będę umiał nigdy powiedzieć. Nie umiałem nigdy ani wtedy, gdy byłem w świetle, ani wtedy, gdy ogarnął mnie mrok. Gdy wątpiłem i wierzyłem. Gdy świat rozsypywał się w gruzy i gdy odbudowywał się i porządkował. Zdaję sobie sprawę, że te niepowiedzenia i niewiadoma reszta zabarwia w jakiś tajemniczy sposób moje myśli i uczucia i udziela się także temu, co w życiu robię – ale czym ona jest, tego nie potrafię ani napisać, ani samemu sobie wytłumaczyć. Czasem wydaje mi się, że ta reszta, o której nic nie napisałem, jest ważniejsza od wszystkiego, co napisałem.

 Kornel Filipowicz, Opowieść niedokończona

Autor przeczytał także kilkanaście wierszy z następnej książki poetyckiej, która może ukaże się już w przyszłym roku.

 

Poza życiem


W nocy budzi mnie kaszel córki.

Przy drodze jasny od lampek świerk.

Język nazywa, czego jeszcze nie ma.

Czyściec i ludzie śpią.

 

Jutro czeka mnie długa podróż.

Widzę, jak pisząc, staję obok siebie, poza słowem.

Zima. Umieramy w raju. Wszyscy czekaliśmy,

Żeby dopłynąć.


             Łukasz Jarosz, Świat fizyczny

 

Dwa wiersze z Świata fizycznego można przeczytać także na moim blogu tu


poniedziałek, 02 czerwca 2014

    W środę 4 czerwca wybieram się do Olkusza na spotkanie autorskie

z Łukaszem Jaroszem, który przybliży nam najnowszą swoją książkę

poetycką pt. „ Świat fizyczny”. To już siódmy tom poetycki laureata nagrody

im. Wisławy Szymborskiej. (O ile się nie mylę, w zapowiedzi jest już ósmy).

Książka ukazała się 20 maja w wydawnictwie Znak.

Zdjęcie: Zostało osiem dni!
Łukasz Jarosz i jego 

Do książki można zajrzeć tutaj

 

Zdjęcie:

piątek, 30 maja 2014

(127kB)


W serii Biblioteka Galerii Literackiej przy GSW BWA, dzięki Starostwu Powiatowemu w Olkuszu ukazała się książka laureata I nagrody w IX Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Kazimierza Ratonia - Olkusz 2013. Redaktorem tomu jest Marek Krystian Emanuel Baczewski. Ze względu na długość frazy wierszy Konstrata książka ukazała się w większym, niż dotąd, formacie, czyli w A5.

Tom był nominowany do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w kategorii Książka Roku, o czym można przeczytać tutaj


i

i mówiło echo: widziałem rozpacz słońca i nagie ramiona

ptaków, niebo skrzeczące swoją nierówną linijkę:


smutek zwycięzców, radość obłąkanych,

                                                                           

i pomyślałem: ptaki nie mają w głowach wizji czarnych

autostrad, maja światło, bez przerwy zapalone światło,

 

i powtarzało echo: byłem malarzem zgarbionych ryb i

gorącego kurzu, i patelni wypełnionej włosami, śliną i

katarem, i pomyślałem:

 

krew zwierząt tworzą dusze żołnierzy i praczek, i mówiło

echo: lepkie gałęzie roślin ustaw w korytarzach, nich

bronią nas przed chłodnym

 

oddechem jaszczurek, i pomyślałem: nikt nie obroni

mnie przed oddechem smutku, przed charkotem śmierci

który jak echo

 

odbija się od powierzchni ziemi i oślepia gwiazdy; i

 


poniedziałek, 26 maja 2014

 Irysowo, fioletowo w słońcu i deszczu.

 

zdjęcia własne.

poniedziałek, 19 maja 2014

Ośmioosobowa komisja złożona z krytyków i tłumaczy polskich i zagranicznych

wybrała nominowanych do nagrody im. Wisławy Szymborskiej.

Przewodniczący komisji, Adam Pomorski powiedział: wszystkie nominowane tomy

łączy liryzm i doświadczenie codzienności, w którym się szuka czegoś zupełnie

niecodziennego. (Właśnie taka poezja jest mi najbliższa).

 

Nominowani:


Wojciech Bonowicz za tom "Echa", który ukazał się nakładem Biura Literackiego

Jacek Dehnel za "Języki obce", również wydane przez Biuro Literackie

Mariusz Grzebalski za tom "W innych okolicznościach" (Wydawnictwo EMG)

Julia Hartwig za "Zapisane" (Wydawnictwo a5)

Michał Sobol za "Pulsary" (Wydawnictwo Nisza)

 

Nagrodę za całokształt otrzymał Darek Foks, za Książkę Roku  nagroda  przypadła Mariuszowi Grzebalskiemu za tomik wierszy „W innych okolicznościach” (EMG), nagrodę za ciekawy debiut otrzymała Martyna Buliżańska za opublikowaną w Biurze Literackim książkę „Moja jest ta ziemia”. 


Część wierszy z "W innych okolicznościach" było publikowanych w "Kronice Zakłóceń", jako ostatnia jej część zatytułowana Nowe Wiersze. ( Biuro Literackie, Wrocław, 2010r.), więc są mi znajome.



 

Ciekawy wywiad z autorem można przeczytać tu i tu


To odbywa się prosto

bardzo prosto.
Powiedziałbym (bez urazy)
po ludzku. 

Kładziesz się spać,
ale zamiast, jak człowiek,
zgasić lampkę,
przez chwilę czytasz,
potem sięgasz po notes
leżący na stole,
jeden z tych,
które od jakiegoś czasu
przysyła ci twój
(cokolwiek to znaczy)
najbardziej ludzki z banków,
i notujesz,
wszystkie jak lecą,
subtelności twojego ja,
którym właśnie teraz
zebrało się na ujście. 

W ten sposób
powstają wiersze,
jak ten, odległe od zamiaru,
który im na początku towarzyszył. 

O ile zamiar i początek
mają tu coś do rzeczy.

czwartek, 15 maja 2014

Ubiegły czwartkowy wieczór spędziłam na recitalu lutniowym. Na lutni zagrał, po raz pierwszy w Polsce, Paul O'Dette. Jest solistą, jak i muzykiem zespołowym, dyrygentem, profesorem lutni, kierownikiem studiów z zakresu muzyki dawnej ( w tej dziedzinie jest jedną z najbardziej znanych postaci na świecie). Prowadził liczne zespoły barokowe po obu stronach Atlantyku, szczególnie upodobał sobie opery barokowe.

John Dowland (bo tego kompozytora, utwory wykonał) znany jest współczesnym jako "Angielski Orfeusz", jest najsłynniejszym lutnistą wszech czasów. Życie Dowlanda było pełne niepewnych decyzji i wędrówek, był bardzo szczerą osobą o wybuchowym temperamencie, katolikiem, co nie przynosiło mu odpowiedniego uznania i nominacji na dworze królewskim. Dopiero pod koniec kariery otrzymał posadę na dworze Jakuba I.

Jego muzyka przepełniona jest nostalgią, melancholią, oryginalną ornamentacją i nastrojową chromatyką. A jego galliardy i almaines emanują dowcipem i humorem.



piątek, 09 maja 2014

Pod koniec marca skończyłam czytać najnowszą powieść Wiesława Myśliwskiego. Nie rozczarowałam się nią, była może troszkę "inna" od pozostałych. Przypomniała mi "Muzeum Niewinności" Orhana Pamuka. Tu i tam, bohater powieści wspomina kobietę, którą kocha. Wspomina przeszłość. Trudno mu się uwolnić od tego wspominania. Jakby, to wspominanie przedłużało mu życie, jakby dla tego wspominania żył.

Wiesław Myśliwski w programie poświęconym jego twórczości, powiedział: literatura jest cmentarzyskiem, tylko niektórzy zmartwychwstaną. Pokora z jaką mówi o pisaniu, niejednemu pisarzowi, czy poecie przydałaby się, oj przydała. Ktoś kiedyś powiedział, najlepiej czytać autorów, którzy nie żyją od trzydziestu lat. Jeśli jest publikowana ich twórczość, to znaczy, że zmartwychwstała.

Ostatnie rozdanie

Kilka fragmentów z "Ostatniego rozdania"

Każdy jest przecież czymś w rodzaju zbioru obijających się o siebie ułomków, wypalonych niczym meteory, których nic z sobą nie łączy, pogasłych nadziei, marzeń, zetlałych pragnień, zaprzepaszczonych uczuć, kłamstw podszywających się pod prawdy i prawd podszywających się pod kłamstwa, a wszystko to niezdolne choćby krążyć wokół wspólnej osi.

("Ostatnie rozdanie")

 

- Widział pan może film "Siódma pieczęć"?
- Nie - powiedziałem, jakkolwiek widziałem. Pamiętam, że wychodząc z kina, nie czułem się już młody. Wszystkie potem filmy, a często chodziłem wówczas do kina, mierzyłem jego miarą. Żaden tej miary nigdy nie osiągnął. (...)
- Wielki film - powiedział. - Koniecznie powinien pan go kiedyś zobaczyć, jeśli będzie pan miał taką możliwość. Przypomniał mi się, gdy zobaczyłem pana siedzącego na tym pniu. Jest tam wstrząsająca scena. Rycerz ze swoim giermkiem wracają z wojny krzyżowej. Nie wiadomo zresztą, czy wracają. Jadą po prostu przez świat, w którym łatwo się zgubić, zabłądzić. Straszny to świat. I oto widzą nad brzegiem morza, siedzi ktoś zakapturzony na kamieniu. Wygląda, że to pielgrzym, który przysiadł ze zmęczenia albo może przykuł go spokój i bezkres morza. Zatrzymują się, giermek zsiada z konia, podchodzi do niego, aby spytać o drogę, i zagląda w jego skrytą pod kapturem twarz, a ta twarz wyjedzona przez śmierć.
- Jak pan widzi, nie jestem umarły, a też nie umiałbym wskazać nikomu drogi. Chyba że tę za naszymi plecami - zażartowałem. 
Nie zrozumiał tego jako żartu.
- Nie o to chodzi w tym filmie, tylko że wszyscy idziemy drogą, którą wskazują nam umarli.

Cały film "Siódma pieczęć" 

Mówi się, co prawda, być sobą. Mówi się w zuchwałym przekonaniu o stałości naszego ja. Powtarza to każdy. Lecz być sobą tak naprawdę nic nie znaczy. Aby być sobą, trzeba być kimś, to znaczy wiedzieć kim się jest. A jak możemy to ustalić, zagubieni wśród ciągle zmieniających się wyobrażeń siebie? Pragnienie poznania siebie jest daremnym błądzeniem pośród tych wyobrażeń. Być może nawet czymś w rodzaju tęsknoty za sobą, rozpaczy za sobą, ale tez ustawiczną ucieczką od siebie w nasze o sobie wyobrażenia. Powie ktoś: a pamięć? Czyż nie jest strażnikiem naszego ja? Czyż nie zapewnia nam poczucia, że to my, nie kto inny? Czyż nie scala nas, nie nadaje nam znaczenia? Otóż nie radziłbym ufać pamięci, jako że pamięć jest podległa naszej wyobraźni, więc nie może być wyrocznią prawdy o nas. Tak naprawdę kim jesteśmy, zawdzięczamy wyobraźni. A wyobraźnia nigdy nie idzie w parze z pamięcią, nie odróżnia prawdy od szaleństwa. Nie mówiąc już, chociaż może się to wydać niedorzeczne, że nie mieścimy się we własnej pamięci. Pamięć jest nieledwie cząstką naszej przestrzeni. A jak rozległa to przestrzeń, nie wiemy. Czasem sny ujawniają jakiś jej skrawek, czasem objawia się w jakichś nieokreślonych przeczuciach, w przypływach, odpływach wiary, niewiary w sens, bezsens istnienia, w pragnieniach nie wiadomo czego, jakby tę naszą przestrzeń wyznaczał nieustający lęk. Przed czym? Każdy z pewnością pomyśli, przed śmiercią. Otóż nie. Tym nieustającym lękiem napawa nas to, że jesteśmy, a nie jesteśmy w stanie sprostać temu, że jesteśmy. Wielkie to brzemię sam dla siebie człowiek.


wtorek, 29 kwietnia 2014

 Janusz Radwański



Facet, który nigdy nie będzie tankmanem

 

Facet, który nigdy nie będzie tankmanem patrzy, jak maszyna wypluwa

tysiąc serc na minutę. Każde błyszczy jak cekin. Przekłute igłą

w  następnej hali z lalczynych bucików będą bić blaskiem

w stu kolorach ze straganów albo półek w markecie.

Niedoszły tankman ma teraz w opiece najwięcej serc na świecie,

w swoim mając kolorową mgłę i senność. Pod koniec zmiany

jest mu wszystko jedno, nie zatrzyma kolumny,

gdy w świat zaczną wychodzić serca ze skazą.

 

Fajrant, przychodzi zmiennik, tankman od razu

idzie do szatni, z nikim nie gada. Bierze swoje torby,

do jednej wkłada brudne ciuchy, do drugiej lalkę, buciki

i garść serduszek. Przecina plac, łapie autobus,

córka zaraz usypia, a on chociaż przy tym musi być.

Na poduszce położy jedno z tysiąca serc,

przekłutych przez igłę i nić.

                               

Żurawli

 

Powietrze faluje od klangoru, drży serce dziecka,

głos idzie od południa, jeszcze ich nie widać. Wreszcie pierwsza strzała

wymierzona w północ, sunie nad dachami, jakby się miała zatrzymać.

Zmęczone sylwety, odrywają się od czoła na koniec i prą dalej.

Franek ucieka na ręce, ale wciąż patrzy na nie.

Kolejne klucze wylatują znad lasu. Wielkie V pokazywane

tysiącom kilometrów i szmatowi czasu, który razem z nimi zatoczył pętlę.

Więc można wygrywać, i to pięknie: zająć całe niebo i drganiem krtani

nadawać wiadomość o tym, że za nami i przed nami jest jeszcze

coś do przystania. Horyzont cały w żurawiach, dziecko drżące w śpiewie.

Jest coś, co te klucze otwarły, o czym jeszcze nie wie.

 

Janusz Radwański

                                         Recenzja książki tu

Sala pełna, koncert żywiołowy, fajne przedstawienie wykonawców.

Szczególnie przypadła mi do gustu "Piękna i bestia"

 



 

A od dziś



piątek, 25 kwietnia 2014

Trochę plotek o świętych


Święci – to także ludzie, a nie żadne gąsienice dziwaczki

nie rosną krzywo jak ogórki

nie rodzą się ani za późno ani za wcześnie

święci bo nie udają świętych

na przystankach marznąc przestępują z nogi na nogę

śpią czasem na jedno oko

wierzą w miłość większą od przykazań

w to że są cierpienia ale nie ma nieszczęść

wolą klękać przed Bogiem niż płaszczyć się przed człowiekiem

nie lubią deklamowanej prawdy

ani klimatyzowanego sumienia

nie przypuszczają żeby z jednej strony było wszystko a z drugiej guzik

                                                                                       z pętelką

stale spieszą kochać

znajdują samotność oddalając się od siebie a nie od świata

tę samotność bez której świat dostaje bzika

są tak bardzo obecni że ich nie widać

nie lękają się nowych czasów które przewracają wszystko do góry nogami

nie chcą być również umęczeni w słodki sposób ja na nabożnych obrazkach

niekiedy nie potrafią się modlić ale modlą się zawsze

chętnie wzięliby na indeks niejedną dobrą książkę żeby bronić jej

                                                              przed głupim czytelnikiem

nie noszą zegarków po to żeby wiedzieć ile się spóźnić

mają sympatyczne wady i niesympatyczne zalety

boją się grzechu jak fotela z fałszywą sprężyną

uważają że tylko pies jest dobry kiedy jest zły

nie mają i dlatego rozdają

tak słabi że przenoszą góry

potrafią żyć i nie dziwić się nadchodzącym

potrafią umierać i nie odchodzić

 

ks. Jan Twardowski


niedziela, 20 kwietnia 2014

Pięknych i pełnych radości Świąt Wielkanocnych! 

 

sobota, 12 kwietnia 2014

Z wrześniowej (2013) Cegły nr 25



 

coda


w wieku czterech lat zobaczyła jezioro łabędzie,

odtąd marzyła, aby zostać jednym z nich.

w świętojańskim dniu zda egzamin, otrzyma dyplom

zawód-tancerz. w złotej klatce będzie zarabiać na życie:

wystudiowaną pozą, oswajaniem dzikich lęków,

skracaniem skarlałych języków hejterów,

piruetem na lwim nosie.

 

© Natalia Zalesińska

niedziela, 06 kwietnia 2014

W ubiegłym tygodniu w sali koncertowej odbyły się

 XXVII Wieczory z Muzyką Karola Szymanowskiego i Alfredo Caselli



Karol Szymanowski  Violin Concerto No.2 (fragmenty)

W piątek usłyszałam przepiękny recital pianistyczny.



Piotr Paleczny zaczarował nas grą, wprowadzając jakby w nadrealny świat.

 

Od poniedziałku 

IV Międzynarodowy Festiwal Akademickich Orkiestr Symfonicznych



czwartek, 03 kwietnia 2014

We wtorek potoczą się wiersze jak bilardowe kule.

W imieniu organizatorów zapraszam!

 

Zdjęcie: Grupa Literyczna Na Krechę objęła patronatem 
I  MANEWRY POETYCKIE  - ZAPRASZAMY !  08.04.2014 do Sosnowca 

Prowadzenie: Marzena Orczyk Wiczkowska & Bartosz Wiczkowski 

Organizator:  Dąbrowska Brygada Poetycka 
(plakat Joanna Kulhawik)

środa, 26 marca 2014

W Frazie nr 3(81) 2013 ukazała się recenzja "Połączeń".

 

 

Fragmenty z niej.

 

Janusz Pasterski

W Kręgu "Ekscentrycznych Epizodów"

 

To są wiersze zmuszające do nieustannej uwagi, do podążania za zmiennością obrazu, do ciągłego uruchamiania wyobraźni. Ich hermetyzm zaprasza wprost do złamania bariery racjonalnego odbioru i wejścia w grę obrazów, znaczeń, zdarzeń, do przedzierania przez niejednoznaczność języka i niespójności wypowiedzi. Tylko tak znaleźć można formułę, która spaja tez rozmyty świat.(…)

Drugi tomik poetki wprowadza w nadrealistyczny świat wrażeń – migotliwych zapisów codziennego życia przefiltrowanych jak gdyby przez rozedrganą świadomość współczesnego człowieka. Stąd ich zewnętrzna odrębność, ścisłe zamknięcie w pełnej napięć podmiotowości. Ta energia wyraża się przede wszystkim poprzez język, zawłaszczony przez oniryczny ogląd świata.(…).

Materia zdarzeń jest właściwie nieistotna, ważniejsze jest to, co ukrywa się pod powierzchnią codziennego życia. A tam nie ma granicy pomiędzy „teraz” a „wczoraj”, podziały są rozmyte, zamiast nich jest jedna rzeka istnienia, w której „ja”odnajduje w sobie duchowe utraty i rozbudza zmysły.(…)

To co najciekawsze w wierszach Natalii Zalesińskiej zasadza się właśnie w tym hermetyzmie języka. Jego literackie źródła tkwią zresztą nie tylko w oniryzmie, ale równie mocno zdradzają powinowactwa z innymi sposobami skrajnej subiektywizacji wypowiedzi – od kubistycznej techniki zestawień po strumień świadomości.(…)

{Połączenia}Natalii Zalesińskiej są w konsekwencji połączeniem zapisu doświadczeń egzystencjalnych z badaniem możliwości deskrypcyjnych języka. Autorka wykorzystała do tego zarówno zmysł obserwacji, jak i schowaną nieco refleksyjność. Inwencja wyobraźni, oniryzm i kubistyczne zestawienia nadały tym wierszom niejednoznaczność czy nawet irracjonalność. Z pewnością taki sposób pisania idzie wspak czytelniczym przyzwyczajeniem, zmusza do wzmożonej uwagi, śledzenia poszczególnych nitek sensu i scalania ich w całość. Ale równocześnie ten oryginalny idiom poetycki otwiera przed odbiorcą osobliwą, nadrealną wizję świata, która pociąga zarówno feerią obrazów, jak i ukrytą tajemnicą. Co jednak najważniejsze, wiersze te zrywają z tradycyjną klarowną opisowością i pozostawiają odbiorcę w chwili namysłu, zastanowienia czy też stawiania pytania. Nie może być inaczej, bo sama lektura nie prowadzi do jasnej puenty.

      Janusz Pasterski


niedziela, 23 marca 2014

W piątek przywitałam wiosnę w muzyce, na koncercie orkiestry dętej!

 



W programie 

Rossano Galante, Johann Sebastian Bach, Piotr Czajkowski,Karol Kurpiński, Alfred Reed, Vittorio Monti, Hubert Giraud, John Williams, Irving Gordon, Richard Carpenter.

Dziś                           We wtorek

A od 26 do 28 marca 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18