niedziela, 14 lutego 2016



 Wydawca: Biuro Literackie

 Wrocław 2007


Na końcu serce. Wyhodowane w ciszy. Cierpliwy kamyk.

Rozpisany na słowa.  Zawsze będzie próbowało wrócić

do początku, nazwać pustoszejące miejsca.

( Łukasz Jarosz)

 

       Biały tydzień Łukasza Jarosza to poezja barwnych obrazów, kreślonych słowem – „ze słów, kołyszących zdań poskładana jest ścieżka” ( Kroniki ) w odcieniach czarnych – śmierć, w czerwieni – miłość, w fiolecie – utrata, żałoba. Czas białego tygodnia w tradycji katolickiej ma służyć pełnemu przeżywaniu Eucharystii, drugi tom poety zaprasza do współodczuwania kronik wydarzeń, wspomnień. Ikona dnia codziennego, taki tytuł nosi obraz Mirosława Michalskiego, który widnieje na tylnej okładce książki. Natomiast na pierwszej stronie widzimy obraz Konsumenci, tego samego autora. Podążałam więc ścieżką słów w ferii barw – Mówią, że/ suma/wszystkich kolorów/ to biel (Jan Erik Vold), „konsumowałam” wiersz za wierszem.

       Spotkałam osoby bliskie Łukaszowi: kobietę, którą kocha ( Luty, odwilż), (Nie tak, nie ja), babkę ( Biały tydzień), wujka ( Gniazda), ojca (Mgła przesuwa się pod latarniami), rodziców (Elajosom), brata (Wrzesień, wiązania) rodziców chrzestnych ( rodzice chrzestni), dziadka ( Katalog), oraz robotników, sprzątaczkę, chłopców itd. W niektórych wierszach na pierwszy plan wysuwają się historie osobiste – Gniazda, Pętla literatury, Luty, odwilż, Nie tak nie ja, Ślub.

      Forma wierszy nie jest gładka, ale połamana, z teraźniejszości przechodzi w przeszłość – Wrzesień, wiązaniaRodzice chrzestni, Katalog, Sierpień, Pamięć.  Życie stawia bohaterów w rozmaitych sytuacjach: bolesnych i tragicznych: wypadek, śmierć, choroba. Często historia jest niedopowiedziana, możemy jej się domyślić.


Pocztówka z Europy

 

Oboje powtarzali: nam się to nie zdarzy.

Trzymając się za ręce patrzyli, jak ścieki z farbiarni

brudzą na granatowo rzekę.

Ich córka wyszła tydzień temu, koło łóżka wciąż

leżą jej spodnie ze śladami wtartej trawy.

 

Ojciec pluł obgryzionymi paznokciami,

potem wyszedł zbijać sople nad oknem sypialni.

Ona była spokojna , starannie dobierała słowa,

bezgłośnie rozłożyła talerzyki na sernik.

Rozpłakała się dopiero, gdy włączono kamerę.

 

 Czasem sam tytuł wiersza mówi wszystko o losie podmiotu lirycznego.


Palacz zwłok

 

Przychodzi tu często, nad rozlewisko,

Nad którym wschodzi bure słońce.

Żylastą ręką rzuca ptakom chleb, patrzy,  jak w trawie

liść rabarbaru zjadają mszyce, koty oblizują brudny gnat.

W końcu poskładał siebie, stał się częścią całości.

Rano modlił się tak długo, aż zobaczył w lustrze

swoją przeraźliwie oddaloną twarz

i płonące w niej drzewo.

 

       Zatrzymały mnie na długo historie, ze śmiercią w tle. Jeden z najbardziej przejmujących wierszy:


Ciało wyłowione z blasku

 

Pierwszy raz kąpie się po operacji.

Zmywa ostrożnie złuszczoną skórę,

zaschnięte ślady po szwach, ziewającej ranie.

Pamięta tylko błysk, potem rurkę w nosie,

igłę przewlekającą skórę, co chwilę

kierującą swój pyszczek ku słońcu.

 

Ona została tam, Między wygiętym słupkiem  a fotelem.

Przykryta liniejącą, cielęcą kapą.

Teraz on tęskni, choć często krzyczał,

całował ją tak, by czuła, że się mści.

 

Pierwszy raz na własnych nogach po operacji.

Ciało wyłowione z blasku. Staje na korytarzu,

nasłuchuje jej głosu. Lecz słyszy tylko jak

płatek wapna rozpuszcza się w szklance wody,

plomba ściera się w ustach. Jak wiatr

szarpie furtką, okiść łamie młode pędy sosen.

 

     Odniesienia biblijne odkrywamy  w wierszach  Inne morza, Potop, Żydowski król. Podróżnicy jest najbardziej tajemniczym i intrygującym, znalazł się na płycie Lalka dla Boga Mgłowców -  tu

       Zaskakująca jest zmysłowość, sensualność poezji, wyczulenie na konkret, detal, na świat przyrody: „w skale przebiegła żyła minerałów” (…) dziewanna na progu odstraszała myszy” (Kroniki), „ u skraju ziemniaczanego pola płonęły ogniska”, „ z łodygi łopianu ześlizguje się boża krówka” ( Wrzesień, wiązania),  „Pasą się przy torach dumne bażanty” ( Katalog), „ na rąbku chustki rozklejała skrzydła mucha wyłowiona z oka” ( Panoptikum), „ w trawie liść rabarbaru zjadają mszyce” (Palacz zwłok), „ Na parapecie sczerniały obierki”( Inne morza).

     Ostatni w tomie Tanieć Świętego Wita nawiązuje formą do poezji T. Šalamuna. Pojawiają się w nim jak echo obrazy z poprzednich wierszy m.in. „Chciałem zobaczyć kulistą duszę świata” (rozpoczyna Biały tydzień). Czytelnik nie zobaczy „duszy świata”, ale zapewniam, na pewno ją poczuje, bo przecież mamy wspólną świadomość – „ból nas zmusza do pokory, nasz bóle/ mają te same źródła, są siostrami, jednym głosem w skardze,/ w spowiedzi, wspólnikami w zabójstwie. Niczym się nie różnią/ nasze zapachy, masz krew, masz mocz.”

       Ostatnie egzemplarze książki można zakupić w księgarni internetowej https://www.poezjem.pl/.  Zachęcam, warto.

 

Natalia Zalesińska

 

niedziela, 07 lutego 2016

 (...)

Po prostu sięgnij i dotknij nieba
Do nieba będziemy śpiewać
Jesteśmy dziećmi Słońca
Nasza podróż dopiero się zaczyna (...)

Children of the Sun 


(...) Nauczyłeś mnie, że cierpliwość
To cnota.
Dałem sobie czas,
Pozwoliłem działać Naturze.
Wszystko się wyjaśniło,
Wszystko w swoim czasie.

Cofnij swoje zegary,
Otwórz swoje wspomnienia.
Pod zasłoną,
Gdzie czas stoi w miejscu,
Pokazałeś mi znak.
Pokazałeś mi znak. 

All In Good Time


wtorek, 26 stycznia 2016

 

Mimikra

 Biuro Literackie, Wrocław 2010


Sens jest ukryty.(…)

Znajdź siebie. Gdy zło się rozrzedza.

 

         Łukasz Jarosz – poeta, świetny obserwator rzeczywistości, najmniejszych detali życia, autor w którym wiersz powstaje – „Wiersz w tobie pracuje./Widać z niego jak z okna” w tomie Mimikra ukazuje dwa światy – oryginał i naśladowcę: świat przyjazny, przyjemny, i wrogi, pełen bólu, cierpienia. Światy zachodzą na siebie. Być może, żeby je rozdzielić, trzeba się upodobnić do wron z wiersza „Dziennik rozbitka” – „ Wrony tłuką dziobami o beton/ i w tym jest ból./ Znajdź siebie. Gdy zło się rozrzedza.”, „Za słowami są inne słowa, za gestami inne.” (Herody) „Ziemia pęka jak pieczęć". ( Nelly Sachs). Życie w tych światach jest „różą”, w jednym – miłością, pięknem, powabem,wdrugim cierpieniem, bólem. Wszystko jest kwestią czasu, co napływa czarną wodą.

Czarne wody

 

Śpisz w nas różo w twarzy.

Jak długo będziesz mały? Dopóki zostaniesz sobą?

Rozpędzisz się jak sznur studni? W ilu pokojach

Będziesz mówił dziwił się swojemu głosowi?

 

Osuwam się. Chłystki zlizują upał ze ścian

Trzaskają klapą od kontenera.

Śpisz w naszych słowach twój ból podpływa.

Jest wielki jak hangar.

 

          Poeta zastanawia się nad sensem pisania, jest nierozerwalny z bólem ((przeżywanie, powracanie do utraty, złych doświadczeń.)  - „Czy warto wszystko zapisywać, robić?” (Cienie). Odpowiada: „ Kciuk mam przecięty kartką, powoli spisuję ten krótki świat. Na razie dzieję się to tu, wśród żywych. (Wśród żywych),„Nam została pamięć, / z którą możemy robić, co chcemy.” (Cienie, III)

          W Drodze (reżyser John Hillcoat) filmowej adaptacji powieści Cormaca McCarthy'ego, gdzie ojciec z synem kierują się na południe, przemierzają postapokaliptyczną  Amerykę, znajdujemy odpowiedź – jak pozostać człowiekiem. O ile pamiętam, ojciec mówi do syna – nosisz w sobie światło, a Łukasz Jarosz w wierszu „Strach pisania” pyta : „Do czego służy twoje światło? Do przekazywania strachu nagich dźwięków turlającej się zagłady? Zachęca do odnalezienia siebie sprzed mimikry – „Uświęć siebie, masz w sobie tyle pamiątek, o których się tak szybko zapomina”(Uświęć siebie), „mieliśmy szukać Boga, a rozbiliśmy się” (Mimikra).

     Współczesny świat oferuje multum przyjemności, preferuje kult młodości, piękna. Zachęca, manipuluje, kusi do wejścia w błotną papkę pop kultury - stańcie się jak celebryci, gwiazdorzy, z reklam tkajcie swoje życie – „Muzea pełne są kradzionych przedmiotów. (…) Grube ślimaki naśladują krem (Kadencje), „Chcę być złoty. Zwisającą leniwą lianą. (…)„ Mądry ssak ukrył się w ciepłym mule./ Głód jest najważniejszy.”(Wiara Nadzieja Miłość). Śmierć, starość, cierpienie są zepchnięte poza margines. A „Mimikra” stawia pytania najważniejsze” o tu i teraz: „Skąd mnie wyjąłeś?/ Gdzie mnie wyłowiłeś? (Dom), „Co może bardziej zepsuć: głód czy przesyt?”(Holan), „Czy dopiero Bóg nazwie wszystko, otoczy?” ((Nelly Sachs), A nasze człowieczeństwo, jakimi jesteśmy ludźmi? –„Kochalibyśmy się bardziej, gdybyśmy/ mieszkali dalej od siebie.(…) „kochalibyśmy się bardziej, gdybyśmy/ byli dalej od siebie."(Saturnalia), „Zmęczyło nas lenistwo” (Ludzie nad rzeką), „Boją się wstydu. Że kiedyś przyjdą ci, których/ zranili, i będą musieli patrzeć im w oczy.” (Historie), „Czym mieliśmy być dla siebie?/ Bramą na pilota, lodowatą poręczą, furtką przepychaną razem z zaspą?/  Może kroplą krwi, którą dźwiga komar./ Ustami, które przy pożegnaniach, powitaniach/całują nad policzkami powietrze.” (Świadek)

       W „Mimikrze” znajdują się wiersze bardzo osobiste jak „Wiersze miłosne”,„Południe”. Wszystko osadzone jest w naturze – „ Ule ociekające od pszczół, głowy/ złożone na gęsim puchu”, „Światło jest w chmurach, w strumieniu/ woda potyka się o kamienie”, „ Chmura – kotwica , zmrożony krzak jałowca”, „słodkim kręgosłupie rabarbaru” (Dom).

       Tajemniczość i niejednoznaczność poezji Łukasza Jarosza podkreślają rysunki Stefana Żechowskiego. Na okładce widnieje „Wnętrze Ziemi” (1942), za ostatnim wierszem – „Sieroty w kanale”(1934), które spinają tom poetycki w klamrę – nasz świat jest kanałem, labiryntem bólu do „innego’ – „Ból jest ścieżką w labiryncie.”(Nelly Sachs).

  „Mimikra”(2010) bardzo ważny tom, nic nie traci z aktualności, a w obecnej rzeczywistości świata wiersze wybrzmiewają nową nutą. Czytelnik wymagający, lubiący trudną poezję, będzie wracał do wierszy, w zamyśleniu i refleksji. Świetna  książka, polecam.

 Natalia Zalesińska



niedziela, 24 stycznia 2016

zdjęcia własne

piątek, 15 stycznia 2016

 

Świadek


Najpierw lepkie ślady w pierwszym śniegu.

Żywopłot, zbyt gęsty, by zobaczyć, co za nim.

Horyzont. Cyrkiel zataczający coraz mniejsze kręgi.

Potem upokarzające czekanie (ten z boku stworzył

własną historyjkę, inaczej wydeptał rowki). I świat

co się tak szybko przykleja. Czym mieliśmy być dla siebie?

Bramą na pilota, lodowatą poręczą, furtką przepchniętą razem z zaspą?

Może kroplą krwi, którą dźwiga komar.

Ustami, które przy pożegnaniach, powitaniach

całują nad policzkami powietrze.

 

Łukasz Jarosz Mimikra Biuro Literackie 2010

 

Uświęć siebie

 

Uświęć siebie, masz w sobie tyle pamiątek,

o których się tak szybko zapomina. Spójrz,

zrobiliśmy już wiele, by zbudować dom.

Wydaliśmy dużo pieniędzy, by wyrósł przed nami

jak kościół, roślina wbijająca korzeń

w wilgotną ziemię.

 

Uświęć siebie. Cień powtarza każdy ruch.

Też byłem pielgrzymem i miałem najgorzej –

niosłem twardy wrzynający się w łopatki głośnik.

Mogłem powtarzać tylko w kółko: uświęć siebie,

masz w sobie tyle pamiątek,

o których się tak szybko zapomina.

 

Łukasz Jarosz Mimikra  Biuro Literackie 2010

 

PARADYGMAT

 

Pamiętasz? W naszym domu rosło drzewo. Owoc

troski i czułości. Siadaliśmy nadzy i liczyliśmy listki,

niecierpliwie czekając na nowe. Świat już był,

ale mieliśmy to gdzieś. Robiliśmy sobie rzeczy,


do których dzisiaj tęskni każdy. Formowałem

twoje piękne kształty. Szukałem miejsc,

a nie natchnień. Byłaś całą wiedzą. Jedyną potrzebą.

Błogą naiwnością, dzięki której nie sięgałem do czasu.


Pamiętasz? Dostrzegłaś tajemnicę. Poprosiłaś

o wyjaśnienie. Uniosłem drżące palce

do ust, bezgłośnie pytających o przyczyny. Naszego szczęścia

nie dało się utrzymać. Ważne jest tylko to, że nadal chcemy

wiedzieć skąd się bierze miłość.

 

oko, 06.12.2015r.

 

To jest

 

Bezbronność; po stronie tego co bezbronne stoi poeta,

broni przestronnie poeta, to jest ość jego kompasu, to jest koronne.


Mówi: to jest przylaszczka, to pustułka, a to jest coś co kwili,

to jest czułość spojrzenia, a to wklęsłość po duszy, której nie dobili.

 

Mówi: poezja to odlew oddechu, to miłość, która ogarnia

bezbronne. Powtarzaj dozgonnie jak echo, powtarzaj po mnie.

 

13.03.2015

 Wojciech Kass Przestwór. Godziny, Biblioteka Toposu, Sopot 2015



poniedziałek, 11 stycznia 2016

Noworocznie

Na horyzoncie dostojne stado saren

 

czwartek, 07 stycznia 2016

Choinka w Akademii Muzycznej



Przed koncertem

zdjęcia własne

wtorek, 29 grudnia 2015

 

ŚNIEG CHCE DO ŚRODKA. ŚNIEG

chce

rozmawiać

z nami. Gdyby nie

 

szyby okienne. Gdyby

nie

zasuwki. Gdyby nie szklana kula

która obezwładnia

 

całe miasto. I zakrywa

wszystkie ślady. Ale my, my

zostawiamy

nowe ślady. Te również zakrywa.

 

CZAS

to śnieżyca sekund. Płatek

po płatku. W ten sposób

 

mijają

nasze

dni. Każdy płatek

rzuca cień. Widać

 

to na

zwolnionym

filmie. Albo

w oślepiającym słońcu grudnia.

 

CZTERY STRONY ŚWIATA

wirują.

Zbliża się

Nowy

Rok, tzn. stary. Mówią, że

suma

wszystkich kolorów

to biel. Mój rok był wielobarwny

 

tak

czy inaczej, niezależnie od

tego jak szybko

obracał się krzyż.



Jan Erik Vold Powiedział twórca snów,

Biblioteka „Toposu”, T. 117
Sopot 2015

Z norweskiego przełożył  Andrzej Słomianowski



środa, 23 grudnia 2015

Przypowieść o Narodzeniu Pańskim


W pewnym człowieku narodził się Chrystus.

Ale ów człowiek nie słyszał
Anielskich harf,
Ani śpiewu pasterzy,
Ani nie przyniósł Chrystusowi w darze
Złota i mirry
Na podobieństwo trzech Mędrców.

Nie miał złota i mirry.

Ani nie uważał się za mędrca.

Ofiarował Mu natomiast
Swoją samotność,
Swoje cierpienia,
Swoje grzechy,
Swoją biedę,
Swoje upadki,
Po prostu
Wszystko, co posiadał.

Powiedział:
- Ty zawsze polujesz na człowieka, Panie.
Upodobałeś sobie mnie,
Chociaż nie wiem dlaczego...

Tak narodził się Chrystus w pewnym człowieku.


 Roman Brandstaetter

poniedziałek, 21 grudnia 2015

http://orkiestrahistoryczna.pl/newspics/pic49.jpg

     Wczorajszy muzyczny wieczór był ucieczką od zewnętrznej świątecznej otoczki, wejściem w uduchowienie, uspokojenie, w to co najbardziej wartościowe, w sens Narodzenia Pańskiego.

     W programie znalazły się utwory francuskich barokowych kompozytorów, a także tradycyjne francuskie kolędy z epoki, pięknie zaśpiewane przez sopranistkę Joannę Radziszewską, która na scenie przypominała zjawiskowego anioła.

 

Orkiestra historyczna {oh!}


Martyna Pastuszka, Katarzyna Szewczyk - skrzypce
Dymitr Olszewski - altówka
Justyna Krusz, Krzysztof Firlus - viole da gamba
Marcin Swiatkiewicz - klawesyn
Marysia Wilgos - lutnia

Soliści:

Joanna Radziszewska - sopran
Krzysztof Firlus - viola da gamba
Marcin Świątkiewicz - klawesyn

PROGRAM:


G.Muffat (1653-1704) Sonata V G-dur ze zbioru Armonico tributo
F. Couperin ( 1688-1733) Sonata La Sultanne
na 2 skrzypiec, 2 viola da gamba i basso continuo

*
M-A. Charpentier (1643-1704 Gloria in excelsis Deo; H 370
na sopran i basso continuo

M-A. Charpentier- Noëls sur les instruments H534
J-M. Leclair (1697-1764) - Sonata I na dwoje skrzypiec
M.Corrette (1707-1795) Nouveau Livre de noëls pour le
M.Marais - Pièces de viole
oraz francuskie kolędy z epoki!

zdjęcia własne

piątek, 18 grudnia 2015

W ostatnim tygodniu część czasu spędziłam na robieniu ozdób i pieczeniu ciasteczek.

Zacznijmy od czegoś słodkiego, proszę się częstować.

Choineczki z szyszek.

świąteczne wieńce




wtorek, 15 grudnia 2015



       Piątkowy wieczór w Olkuszu był wyjątkowy. Rozpoczął się utworem Kardonia ( można posłuchać tu) przygotowanym na spotkanie autorskie promujące książkę "Kardonia i Faber" Łukasza Jarosza. Zagrał zespół Mgłowce - Łukasz Jarosz - perkusja, Kamil Mizgier - elektronika, Mariusz Mendrygał - gitara basowa.

              Naprzemiennie muzyka, trzy wiersze. Zostaliśmy wprowadzeni w jakiś specyficzny, hipnotyczny stan. Oczywiście, nie obyło się bez bisu na koniec spotkania. Po nim można było zakupić książki poetyckie Łukasza, płyty z projektów muzycznych np. moją ulubioną Lalkę dla Boga (Mgłowce). Uzyskać dedykację, porozmawiać z autorem - co uczyniłam już przed spotkaniem.



zdjęcie Janusz Mucha

zdjęcie Janusz Mucha, więcej zdjęć można obejrzeć tu


 

 zdjęcia własne


Moja recenzja książki Łukasza Jarosza na moim blogu tu.


poniedziałek, 14 grudnia 2015

Wieczór czwartkowy spędziłam na koncercie.



Koncerty w tym tygodniu chyba sobie daruję, z powodu przygotowań

świątecznych. A warto być na tych koncertach. Cóż, nie można się

rozerwać.





środa, 09 grudnia 2015

Jeszcze dziś i jutro na antenie PR II o godz. 23.30 w "poezji przed północą" moje wiersze recenzuje pani Iwona Smolka, wiersze czyta pani Małgorzata Kaczmarska. W poniedziałek i wczoraj między innymi można było posłuchać:


W roku 2008 {dyptyk}

Lubimy siedzieć i patrzeć w głąb stawu
Virginia Woolf


Z ławeczek dla wędkarzy zarzucamy myśli

w podwodne, głębokie życie. Zwierzenia,

wydają się płynąć i marszczyć niby sukno,

albo są flotyllą statków. W gąszczu sitowia


opadają na dno, cięte ostrą trzciną. Środek wody

odbija drzewa - coś niezwykłego. Na powrót

staję się dziewczynką i mogłabym chodzić

po ich cieniach od brzegu do brzegu.

 

A Łucja widzi czerwone karły. Może to

pomyślenia, pozostawione przez innych?

Nie, traci wzrok w słoneczne popołudnia.


Na żywo

 

Patrzymy na ręce kobiety i mężczyzny.

Drobią chleb, karmią dzikie kaczki.

Obok jej przygarbione plecy. Tai chi traw

 

wmawia czułość, zawraca czas. Błogo.

W stawie zanurzam stopę. Sprawdzam

lekkość wody. Ochładza kręgi nartników.

Coś mówi, mów. Słowa tlą się, więdną.

 

Biorę za rękę kruchość. Wchodzimy w drzewa.

 

 Na fali


Słońce rozcinało skórę, kładło płomienie

na brzuchu. Fields of gold –  grał

zespół z Filipin. Zamyślona lizałaś twistera.

Mężczyzna się śmiał przez okulary. Powiedział:

robisz to tak precyzyjnie. Twoje włosy rozsiane

na ręczniku niby jęczmienne pola. Ktoś obok

położył się na dmuchanym krokodylu.

 

Za drzewami cienie, głosy.

 

Zanim

I

Ciemność chce pożreć światło, żeby nazwać się jasnością.

Chwyta za gardła, podnosimy ręce. Zmarli

tulą się do naszych pleców.

II

Błękicie, zalej mnie niezmierzonym oceanem,

albo pochłoń żarem – woła, przykładając pętlę do oczu.


W południe zrywa owoce. Wpadają do porcelanowej misy.

Twarz też porcelanowa, pełna spokoju.

Mówi: życie na ziemi jest złe, bo nie kochamy tych,

którzy nas nie kochają. I zapycha usta pełną garścią,

ścieka sok, udaje sczerniałą krew.


Nocą wymyka się do ogrodu, kładzie w konwaliach.

 Biel chroni przed melancholią.

III

Zaczęło się od drżenia koni i porannej przejażdżki.

Gdy ucichły ptaki, łamałyśmy drzewka, coś płakało.

Zbierałyśmy giętkie gałęzie, jak w dzieciństwie

budowałyśmy szałas.

 

W nim podajemy sobie ręce.

 

Kruchość


Powiedział, że zyskałam nowy styl, że piszę

ekscentryczne epizody. I pewnie ma rację.

 

Za drzewami widoczny zarys garaży.

Tamci sypią żwir, jakby zacierali ślady

przed jesienią. Nie zagłusza ich szum.



Ból pulsuje, ćmi. Od tygodnia dla niej i za nią.

Jak nawrót choroby minie, mogłabym patrzeć.



Jesteśmy delikatni jak dzieci. A liście nabierają

koloru krwi. Powiedziała, że ma nadzieję.



Na ostrze pada promień. Wydaje się śmieszne i małe.

Pamiętam nóż, który nosiła w kieszeni płaszcza.

Kiedyś będziemy słuchać ballad. Nie zagłuszy ich


szum autostrady, sygnał karetki.



Śpiew



Nie ma już tego domu. Ulica dawno zmieniona

A kiedyś jabłkowy sad z plamami śliw i jedyną czereśnią.

Dom się rozwiewał, cieniował. Gościnny pokój z lustrem

w brązowej ramie dziewczynka ze szczotką w ręce, nuciła:

Walentyna, Walentyna...



Za oknem świat, zardzewiała hulajnoga przy płocie.



Obok lepkość owoców



Dryń, dryń. Drewniana rama na kółkach. Podbój świata

od krawężnika do krawężnika i pompy z wodą.

We włosach broszka przypięta przez gołębie wujka.

Pobłażliwe uśmiechy i spady w sadzie.

 

Wir owadów.



Piwnica


Ceglaste ściany. Żłobienia, inskrypcje w dół i w dół -

zakręcona wilgoć, i kurz. Na środku cynkowa wanna,

w lodowatej wodzie ryby w srebrnych zakrętach.

Kwarantanna i krew. Wybielanie portfela -

łuska na szczęście. Larwy w szczelinach.


Natalia Zalesińska

poniedziałek, 07 grudnia 2015

Ostatni dzień listopada. Spacer pod górkę.

 

2 grudnia wróciła jesień.

 

Grzybów ani widu.

zdjęcia własne

piątek, 27 listopada 2015



 



W oczekiwaniu na dyrygenta

Cóż napisać, spędziłam wczorajszy wieczór w świecie muzyki.

Tomasz Strahl jest wybitnym wiolonczelistą, który tak zespala się ze swoim instrumentem, że można powiedzieć - gra całą duszą i ciałem.

Artysta gra na instrumencie Leopold Widhalm, Norymberga 1778. Szczególnie z zapartych tchem wysłuchałam japońskiego K........nr 1.(kilka lat wcześniej już słyszałam na koncercie w AM bodajże 3 takie utwory).

W koncercie finałowym w sobotę 28 listopada wystąpił

Rastrelli Cello Quartett

w składzie:

Kira Kraftzoff , Sergio Drabkin, Kirilli Timofeev, Misha Degtjareff

Program koncertu:

David Popper Tarantelle, Edvard Grieg "There Scenes from Peer Gynt"

Sulkhan Zinzadze Three excepts from "Georgian Dances and Songs"

William Handy St.Louis Blues

w drugiej części koncertu:

aranżacje Sergia Drabkina

Queen Bohemian Rhapsody

Various Composers 007 (James Bond Potpourri)

Carlos Jobim Desafinado

Astor Piazolla Oblivion

Bobby Timmons Moanin

Russian Folsong Bublichki

Duke Ellington - Sergio Drabkin Swing Swing Swing

Paul Desmond Take Five


oczywiście jeszcze dwa bisy!

zdjęcia własne

sobota, 21 listopada 2015

wstaje listopadowy dzień

z listopadowego grzybobrania

bardzo, bardzo lubię

piątek, 20 listopada 2015



Jutro Finał XI Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Kazimierza Ratonia.

Wspomnienie o poecie Kazimierzu Ratoniu.

Posłuchamy również wierszy z tomów: "Rok Drewnianego Konia" Kariny Stempel i "Wnętrza gór" Roberta "Robura" Feszaka, którzy byli laureatami konkursu w poprzedniej edycji.

Promocja tomów poetyckich poprzednich laureatów. Spotkanie z jurorami.Ogłoszenie wyników konkursu i rozdanie nagród.

Początek godz. 15.00.

Miejsce - Galeria Sztuki Współczesnej Biuro Wystaw Artystycznych  w Olkuszu ul. Szpitalna 34

 

chwila na piosenkę poetycką, śpiewa i gra bard z Zawiercia 

Bogdan Dworak opowiada o Kazimierzu Ratoniu.

zdjęcia własne

wtorek, 10 listopada 2015



Jan Erik Vold Powiedział twórca snów,

Biblioteka „Toposu”, T. 117
Sopot 2015


KTOŚ

powiedział. To coś nowego. To

zdarzyło się.

O tym

 

warto opowiadać. Ale tyle innych

rzeczy zdarzyło się. Których

nikt

 

nie stelefotografował. Których

nie było w gazecie. O których

zrobiło się głośno

sześćdziesiąt lat później.

 

MILCZEĆ

to

mówić

słuchaniem. Gdyby deszcz

 

był starą

kobietą

przemierzającą pola

z jej długimi

 

włosami, zrozumiałaby ona

że kos milczy

gdziekolwiek ona idzie. Ale – w chwilę

potem?

 

W WIELKIEJ KOLEJCE

w której wszyscy

są tacy

sami, aż wreszcie

 

któryś usiądzie na poboczu drogi

i powie: Idźcie

dalej.

Wówczas Bóg zrobi małą

 

przerwę, sięgnie po

aparat i zrobi

zdjęcie z fleszem.

Kolejka pozostanie ta sama.

 

CYNAMONOWA-BRĄZOWA WIEJSKA

pusta

droga. Nikt nie

zbliża się, nikt nie oddala. Wije się

 

poprzez łagodnie wznoszący się

krajobraz, z porozrzucanymi tu i tam

domami.

Przeważają formy

 

krzywizn. Kto znajdzie

oko

które widzi? Wszystko, czego

sobie życzył, to skromność.

 

LEKARZ ZANURZYŁ

pięć

prześcieradeł

we krwi. Lekarz ułożył

 

prześcieradła w formie krzyża

na

placu

przed szpitalem. Rok 1944, miasto Caen

 

w Normandii.

Szpital i katedra

uniknęły

bomb.



Jak

uni

knąć

deszczu? Jak uniknąć

 

nadejścia

zmro

ku? Jak uniknąć

zdalnie sterowanych kruków

 

wypuszczanych tak zręcznie

że nie zostawiają

śladów? Nie na

ciałach naszych dzieci?

 

NIKOMU NIE WOLNO

nie

wyglądać

jak

 

my. Nie myśleć jak my, nie

śmiać się jak my, nie wątpić

jak

my. Nie czcić

 

Boga

jak my. Nawet gdyby cała

ziemia miała ulec spustoszeniu.

Tak pisze na banknotach.

 

DIGITALNE

banknoty jednego tysiąca, których

biedni nigdy nie zobaczą

na oczy. Odciski palców

 

ludzi

którym poodrąbywano

ręce. Taksówkarz zapytał: Płacisz

cash? Tak.

 

gotówką, powiedział pasażer,

wiesz, tymi banknotami

ze

znakiem wodnym.


Jan Erik Vold

Z norweskiego przełożył  Andrzej Słomianowski

niedziela, 08 listopada 2015

Zamek w Świdwinie

 

Zawody w strzelaniu z kuszy i łuku.

Kościół w Świdwinie

W drodze powrotnej na południe

Z drogi pomiędzy Połczynem a Starym Drawskiem

W Starym Drawsku nad Jeziorem Drawskim

Nad jeziorem Sarcz

Trzcianka


zdjęcia własne

piątek, 23 października 2015

 

Łukasz Jarosz Kardonia i Faber, Biuro Literackie, Wrocław 2015

 

Niebo rozpędzone jak młyńskie koło.


           Kardonia i Faber Łukasza Jarosza wydana przez Biuro Literackie na samym już wstępie przyciąga okładką, na której widnieje mroczna akwarela „Syrena” autorstwa ojca poety, Mieczysława Jarosza. Już wtedy w głowie zapaliła się lampka: w tomie znajdę trudną, twardą poezję – „uważam życie za kamień”(Gaszelnik), na każdej stronie poczuję oddech śmierci. Puentą z pierwszego wiersza  11 wersów – „wchodzę do namiotu, w ciepłą łupinę powietrza./ Mogę zacząć pisać.” autor zabiera nas w poetycką podróż. Tam już nie ma ciepła, jest: chłód, lód, śniegi, „zimny świst bata”, „skrzypiący oddech” (Pieta), „niebo ma kolor psiego podniebienia”( Wyjście), „Nowy rok piętrzy się. Napina łuk stalowego nieba”(Pokot), „ Niebo zrzuciło śnieg” (Juwenilia).

Wiersze powstają z obrazów rzeczywistości, z uważności autora – „Wiersz kruszy się, powstaje z oka” (Krach), „Świat oddala się i trzeba sprawdzać/ czy jest prawdziwy”(Pokot).  Utwory Jarosza powstają również z tego co przeżyte, co tkwi głęboko i nie daje zapomnieć – „Wiersz kruszy się, powstaje z pamięci”(Krach).

      Łukasz kiedyś powiedział: moja najsmutniejsza. Potwierdzam. Potwierdza to motto z najsmutniejszej baśni (oprócz Dziewczynki z zapałkami ) Hansa Christiana Andersena, Mała syrena. Część wierszy wiąże się z odejściem bliskich osób: dziadka, ciotki, przyjaciela, dziewczyny, znajomych. W innych zawarty jest strach przed utratą, zaklinanie czasu, zmieniająca się dojrzałość, dorastanie do ojcostwa i odpowiedzialności za rodzinę. W słuchanie duszy wpleciona jest oniryczność.

W jednym z najpiękniejszych wierszy Trzech króli czytamy: poniżej święte włosy mojej śpiącej córki. / Święta ślina cieknąca z jej ust. Święte rozpad, nędza/ przepych i cisza”. Są to wiersze konfesyjne, egzystencjonalne, pytają o: sens życia i śmierci, istnienie Boga, szukanie Boga tu i teraz, obok, w nas, w innych.

Autor chciałby wypisać  z siebie wszystko, by się uwolnić od słów i nieustających pytań, wątpliwości – „ Przepisać siebie, wypisać to ze środka./ Zostać poza tym, jak w izolatce, samotnym/ i z książką, której nie chce się czytać.”(Przypływ) Niestety, od pisania nie ma ucieczki, od pisania nie staje się wolnym –  „Dużo powiedziałem, lecz nie stałem się wolny” (Wejście). Wersy – „Takie przydarzyły mi się słowa. Choć mogłem być/ gdzie indziej, gdzie indziej chciałem was zabrać./ Lecz mój głos kostniał jak śmierć”(Fale), spinają w klamrę Kardonię i Faber.

    Podróż skończona, ale możemy do niej wrócić, wystarczy zacząć czytanie od nowa – „A teraz spójrz na to z góry. Jeszcze wyżej”.(Niewidy)

 

Natalia Zalesińska

 

Jeden z wierszy, z tomu Kardonia i Faber Łukasza Jarosza

 

Królestwa

 

Jechałem do domu okrężną drogą,

pociąg stał na moście, w słońcu kwitła jesień.

Żona zadzwoniła, powiedziała, że zostanę ojcem.

Potem spisałem tę miłość, przestały mnie bawić żarty,

że ktoś przewraca się na skórze owocu lub ruchomej bieżni.

 

Potem w obcych słowach odkryłem siebie, oznajmiałem,

że jestem młody, by przestano mi mówić „pan”.

Potem wróciłem, rozdarłem krzaki, by wyjść na łąkę,

na której stały topola i zamek.



środa, 21 października 2015

Zamek w Świdwinie

17 października w zamku joannitów w Świdwinie odbyła się impreza finałowa 46. Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jana Śpiewaka i Anny Kamieńskiej, o czym można poczytać tutaj, a tu raczej obejrzeć zdjęcia, ponieważ w tekście są przeinaczenia, między innymi autor artykułu pomylił tytuły wierszy z godłami.

Jeden z moich nagrodzonych wierszy:


Z placu budowy

 

Życie przygotowało im różne zajęcia: wycinają stare

drzewa, remontują dom, a ocenianie i sądzenie przywarło

do ciał jak tarczniki do liści. Wymieniają moje imię.

 

Przyciskam pomarańczowe guziki wciągarki. Zgarniam wzrokiem

południe, wystarczy wychylić się na jasną stronę i skoczyć, po wszystkim

ściągnąć rękawiczki, wybierać przekwitłe kielichy

i czekać na zwózkę słonecznych kręgów, zamykanie bram,

przesypywanie ziarna.

 

_______________________________________________________


Odkąd żyjemy na placu budowy, koniec łagodnej muzyki.

Zaciągnęło się, dopada nas glitch i noise. Rosną wycinanki

gór gruzu i ziemi, otaczają błotne kałuże.

 

Zapomnij, o chodzeniu  na rękach po niebie? Jeszcze raz

myślę intensywnie, budują się napowietrzne mosty

skręconych gałęzi wierzby. Każdy listek jest łódką,

pamięcią, do której wejdziesz.

 

Natalia Zalesińska

 



laureatka nagrody głównej

wszyscy laureaci

zdjęcia własne

poniedziałek, 19 października 2015

W czwartek 8 października 2015r. w w MDK "Szopienice- Giszowiec" filia nr 2 w Katowicach - Giszowcu ( Plac Pod Lipami 1) można było obejrzeć obrazy, posłuchać wierszy Marty Jurkowskiej.

Impresje - poetycko malarski wieczór.

 

obrazy Marty Jurkowskiej


Polna droga

 

Ta droga jest taka pusta -

jak wtedy, gdy zamkną drzwi,

kiedy nie można już otworzyć

żadnego słowa.

                       

Marta Jurkowska Poza Ramy, Biblioteka Galerii Literackiej przy GSW BWA w Olkuszu, 2011

 

pierwsze oznaki siwienia

 

budzik wyrywa mi spod głowy sen,

muszę już wstać żeby zdążyć do piekarni.

 

jest ciemno i robotnicy jeszcze śpią

tylko wiatr sypie mąkę po polach.

 

horyzont przeciska się przez

gęste jak plewy powietrze,

 

droga twardnieje i połyskuje niczym szkło,

ślizgają się po szynach pociągi.

 

a piekarze ugniatają chleb;

wkładają go do wąskich foremek

wjeżdżają nimi do pieca.

 

tam rośnie we mnie wiara

i przekonanie, że życie ma sens

nawet wtedy gdy opuszcza nas bóg,

 

Boga trzeba nosić w sobie

karmić własną krwią.

 

Marta Jurkowska, TOPOS nr5 (144) 2015, Sopot



Zasłuchani

wycieczka po Nikiszowcu



 zdjęcia własne

poniedziałek, 12 października 2015

Źródło

 

Słońce powracało do życia, przed oknem

wybijała się zieleń. Sąsiadka z parteru,

widząc mnie z wnuczką powiedziała: teraz to

tylko spacerować, spacerować, zazdroszczę.


Dwa lata później delikatne pukanie w drzwi,

zła wiadomość. Nawiasy otaczają kolejny raz,

dla przypomnienia, by mieć  pewność.


Czytam: nie opuszczaj jej, nie opuszczaj.

Przed jutrzejszym dniem po schodach głoszę

odejście rówieśnicy. W śniegu zamówienie na kanny.

 

 

12.10.2015

poniedziałek, 28 września 2015

Jeszcze sierpniowe,  nie tylko pola.



zdjęcia własne

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22