środa, 22 października 2014

fot. M.Wałęga

wtorek, 14 października 2014

8 października w PR Katowice miało miejsce spotkanie autorskie, promujące dwa nowe tomiki poetyckie Barbary Gruszki-Zych. "Koszula przed kolana" wydana przez "Gościa Niedzielnego" oraz "Nie ma nas w spisie" - tom wydany przez Wydawnictwo Naukowe "Śląsk".

"Koszula przed kolana" to zbiór wierszy, z których wiele dedykowanych jest konkretnym ludziom spotkanym przez autorkę. Natomiast druga książka " Nie ma nas w spisie" zawiera wiersze miłosne.

Poetka mówi, że pisanie wierszy dla niej to czas zaklęty, wyjątkowy, wybrany z życia. Przychodzi taki czas, że piszą się wiersze. A czasami trzeba się z nimi tak strasznie męczyć. Powtarzam za Szymborską, że więcej moich wierszy ląduje w koszu niż widzi światło dzienne.

 

Józef Skrzek umuzycznił wieczór

 fot. J.Mienciuk

 

Relacja ze spotkania

niedziela, 12 października 2014
poniedziałek, 06 października 2014

bażant bananowy

fot. M. Wałęga

zdjęcia własne


wtorek, 30 września 2014

  W ubiegłym tygodniu byłam na koncercie ( inauguracyjnym) I Międzynarodowego Konkursu Kwartetów Smyczkowych im. Karola Szymanowskiego.

Wystąpił Apollon Musagete Quartett, który w tym roku został laureatem "Paszportu Polityki"oraz brytyjskiej nagrody Borletti Trust Award. Jako ciekawostkę nadmienię, że AMQ na lata 2012-2014 został objęty programem BBC Radio 3 "New Generation Artists" rezultatem jest wzmożona aktywność koncertowa i nagraniowa w Wielkiej Brytanii.

Usłyszeliśmy: Medytacje na temat staroczeskiego chorału "Święty Wacław" op. 35 a Josefa Suka,

II Kwartet smyczkowy "Messages"(1980) Andrzeja Panufnika,

Kwartet smyczkowy e-moll op. 59 nr 2 Ludwiga van Beethovena

__________________________________________________________________

W wykonaniu Kwartetu Śląskiego 

 

czwartek, 18 września 2014

Stanisław Sojka śpiewa Jesteś moją kokainą, a Daria Dziedzic pisze wiersze, które zamyka w tomiku poetyckim crack. Crack odmiana kokainy, najbardziej uzależniająca i wyniszczająca, od niej nie ma ucieczki, jest tylko śmierć. Czyżby dla bohaterki wierszy, miłość jest uzależnieniem, a relacja pomiędzy kobietą a mężczyzną, była wyniszczającym uczuciem?. Na pewno warto inspirować się literaturą, poezją ( w przypadku tego tomu poezją Paula Celana, i nie tylko) czyjąś twórczością, rozmawiać z mistrzami językiem wiersza.

Czytelnik musi sam pobyć w Cracku, iść śladami bohaterki wierszy (iść śladami autorki), poczuć zapach śmierci, strachu. Wiersze w cracku są skupione, oszczędne, mocne.

 

 Poznań 2014

paul celan otwiera głębię

 

spójrz rozlewa się 

i jest śmiertelnie jak mgła w naszych oczach

 

piszesz z nich dni i wszystkie

zwyczajne noce z rąk do rąk

 

tak się rozdwajamy tracimy potem

trudniej

 

z tych niedomówień kiedyś będzie wiersz

 

dopóki mamy twarze

blisko siebie

 

rozwieszone firanki, każdej nocy tak jest

 

dopóki jest będą niezwyczajne

zamiany w papier

i jeszcze głębsze urojenia

 

nie będzie grawitacji.

paul, popłyniemy ciszej

 

kiedy patrzysz poza mnie, paul


unosi mnie, która rodzi

i śnieg

 

chora z  czarnym okiem porannej

kawy, b(l)ogiem grozy

 

do czwartej nad ranem jeszcze daleko

jestem tutaj przez

miłość

 

na razie mam mnóstwo powodów

 

stany nie(elementarne

 

cyklicznie popadam w obłęd. co roku o tej porze

kiedy gałęzie świerków przykrywa śnieg tracę imię i głos

 

od tego podobno się nie umiera tylko inaczej

postrzega rzeczy bliższe i dalsze

te wszystkie smutne alegorie października

 

tymczasem nie umiem wybudzić

zapisać bezobjawowo

piątek, 12 września 2014

Mamiko, Nowa Ruda 2013

 

Książka na słotną jesień ( może dlatego, że ta pora roku skłania

do głębszych przemyśleń) napisana z humorem. Bohater krótkich opowiastek,

żyjący w tej naszej polskiej rzeczywistości, pyta dlaczego świat, relacje

międzyludzkie są takie, dlaczego na jego krytyczne uwagi, przemyślenia

osoby kreślą sobie kółka na czołach ( wszak są wyznawcami nowej religii?).


Fragmenty:

OOOO

 Małopolski zapisał się do klubu poetyckiego.– Wiersz przyniosłem – powiedział. Poeci się zainteresowali. Nowy i z wierszem, dobrze zaczyna – pomyśleli. Małopolski sięgnął po torbę, odpiął zamek, wyjął jakieś papierowe zawiniątko, z niego kanapkę z żółtym serem i plastrem polędwicy sopockiej ( po 24 zł. za kg,), i wgryzł się w to, co odwinął z papieru.– Coś pan?! – oburzali się jedni. –  Gdzie wiersz?! – pytali drudzy. – Przepraszam – przeprosił Małopolski. – Podobno nie wolno mówić z pełnymi ustami, ale to przecież wiersz! – Jaki wiersz?! Gdzie jest ten wiersz?! – zakrzyknęli zgromadzeni poeci.Małopolski wskazał na kanapkę.– Wszystko jest poezja! – powiedział. Poprosili go, żeby nie przychodził. I tak sam miał zrezygnować, bo nudno było.

O

Wysłał kanapkę na konkurs poezji awangardowej. Dostał wyróżnienie drukiem.

O

Małopolski postanowił wydać tomik wierszy. Wierszy jeszcze nie miał, ani jednego, więc zastanawiał się, od czego by tu zacząć. Zaczął od tytułu. „Papier, „Kanapka”, „Wiersze na śniadanie” – różne tytuły chodziły mu po głowie, ale na żaden nie mógł się zdecydować. Wreszcie postanowił nazwać tomik bezpretensjonalnie – „Bez tytułu”. – To nawet nieźle brzmi, a końcu tyle jest wierszy bez tytułu, a takiego tomiku nie ma wcale – stwierdził.

O

Małopolski zakochał się. Zupełnie się tego nie spodziewał. Dotąd był na to odporny, a tu masz babo placek! Nieoczekiwanie się to stało. Szedł sobie chodnikiem – jak to miał w zwyczaju, starał się nie nadeptywać na szczeliny między płytami, nawet mu to  – gdy ją ujrzał. I wtedy nadepnął na linię. Stanął jak wryty i patrzył. A ona patrzyła gdzieś obok. Spojrzał w tym kierunku, ale tam nic ciekawego nie było. Drzewo, a za nim ściana budynku z oknem. „Co ona tam widzi, że tak się w to okno wpatruje?” – zastanawiał się. Jeszcze długo stał i patrzył na dziewczynę. Podobało mu się w niej wszystko: blond loki, piękna, rześka cera, szczupłe nogi, wąska talia, no i ubrana była ślicznie – w zwiewną w egzotyczne kwiaty, na których przysiadły kolibry. Mógł tak na nią patrzeć godzinami, więc patrzył. A ona stała. A jak słońce zaczęło się chować za budynkiem Zespołu Szkół Mechaniczno-Samochodowych, z budynku wyszła jakaś pretensjonalnie ubrana młoda kobieta, popatrzyła dziwnie na Małopolskiego, coś jakby prychnęła na jego widok, a on nie zdążył nawet zareagować, kiedy podeszła do jego ukochanej, chwyciła ją wpół i wniosła do wnętrza budynku. Wyszło na to, że Małopolski źle ulokował uczucia.

O

Małopolski zauważył, że ludzie, którzy zakładają mundury, jakby jednocześnie zdejmowali część siebie. Jakby ich ubywało tam, gdzie była serdeczność, życzliwość i bezpretensjonalność, a przybywało tam, gdzie jest powaga i przekonanie o swoich racjach.

 – Zespół przerośniętego ego – mawiał na takich.

 

sobota, 06 września 2014

 Balonem w chmurność

Motylowiec

Sennie

Zdjęcia własne

sobota, 30 sierpnia 2014

 

***


Wolność. Myślałem o niej kiedy ciepłą nocą

pływałem w labiryncie morza. Lub kiedy z kolegami

wodowałem statek. Albo jak szedłem wieczorem

w poświacie telewizorów samotny jak suche drzewo

wśród pól leżących w gorączce.

Byłem wolny? Bałem się nieustannie, że ktoś

podejdzie cicho i nagle uderzy w głowę.

I zdarzyło się w końcu, dostałem kulę w plecy.

Zdążyłem się odwrócić, widziałem zieleń hełmu

rude, dziecinne piegi i zdziwione spojrzenie

obejmujące wszystko i nie mające

końca.

 

Zastrzelony? 1950-1970?

 

Jan Polkowski, Głosy (2012)


 

 

niedziela, 24 sierpnia 2014

 

Prolegomena do

pierwszego wiersza

 

To mógłby być wiersz o Słońcu.

Wszystko skryłoby się w nim przed nocą

i jej odgałęzieniami, już nie związane

w koronach drzew i tysięcy oczu.

 

Wiersz o słońcu zastąpiłby wszystko,

nawet własną ideę bądź jej ziemskie widmo,

wyprzedzając nasze spojrzenia, dywagacje.

 

Wiersz nie przepuszczony przez pryzmat.

Wiersz będący własnym punktem odniesienia.

Wiersz na słonecznej skali

widzi mi się tak

 

Jacek Gutorow, Nad brzegiem rzeki (1990-2100)

 



Concerto L'estate


allegro non molto 

nagle przestało padać. tylko z drzew nadal kapało. 

duże krople cięły powietrze gęste od zapachu maciejki. 

pozornie poruszały obraz nieba, w którym pływaliśmy  

zupełnie nadzy, najpierw chichocząc, potem poważniejąc. 

adagio 

właśnie minęła dziewiąta, gdy zostałem sam. zmrok właził 

pod skórę przez wszystkie skaleczenia. nawet najmniejsze  

draśnięcia stawały się widoczne, na powrót, choć już nikt

nie zdoła ustalić kiedy miały miejsce i gdzie to się działo. 

presto 

poszarpane chmury usiłowały zasłonić skopane plecy 

świerszcze zagłuszały odgłosy walki. leżałem na ziemi.  

chciałem się z nią kochać od zawsze. słońce przeszło  

na drugą stronę, było czarne i chropowate. i było jasno.


autor: oko

czwartek, 24 lipca 2014

Z deszczowego czwartku, w wolnej chwili od upału.

Na czas przyjazdów i odjazdów.

I znów wracam do M.

 

piątek, 11 lipca 2014

 

  zdjęcia własne

wtorek, 01 lipca 2014

Trzy razy przeczytałam "Echa", a i tak będę do nich wracać. Tom zawiera 29 wierszy. "Echa" to obrazy z przeszłości, wspomnienia z dzieciństwa ( np. Świąteczne popołudnie, Pierwsza lekcja, Religia pól, Bożek), z młodości (Lustro, Spotkanie). W innych wierszach (Kobieta płacze jak smok (ponieważ jestem poetą), Oczywiście, Pokój, Piątek, Podobno) autor porusza istotę, cel pisania. Myślę, że wyjątkowo bliskim wszystkim piszącym jest wiersz Piątek. Gdy piszemy jesteśmy daleko od siebie i od świata.

Wojciech Bonowicz urodził się w Oświęcimiu, ten fakt odbił się w wierszu Napis przy torze, Możliwe zakończenie, Skrzydła. Autor o swojej poezji mówi:

Moje tematy to na ogół coś nieokreślonego, pogranicznego, coś, co nie rysuje się zbyt wyraźnie. Jakieś uczucie, które dopiero się pojawia albo które już znika. Jakieś przeświadczenie, które nie jest, nie może albo nie chce być pewnością.


Widoczność

 

Na zarośniętej rzece jeden stateczek.

W miejscu gdzie woda jest gładka jeden stateczek.

I jeszcze jeden wypływa z ust i wpływa do zatoki.

 

Skrzydła


Kobiety się przytulają płaczą. Rozmawiają

o dziecku które dopiero się narodzi.

Z każdym życiem powraca na ziemię niepokój.

Kobiety płaczą obejmują się wzruszone.

 

kiedy już sobie powiedziały. Całe niebo

w strażnikach a one nie patrzą w ich stronę

obejmują się przytulają. Starsza czesze włosy młodszej

zakłada jej rękę na szyję szepce na ucho: "Jutro stąd wyjdziemy".

 

Pierwsza lekcja


"Ilu ludzi zginęło w Oświęcimiu?",

spytała pani.


Skuliłem się i modliłem w duchu

żeby było ich

jak najmniej.

 

Wojciech Bonowicz

niedziela, 29 czerwca 2014

Od czasu do czasu wracam  w takie rejony, szczególnie po parnym dniu, gdy ciężko oddychać. Od zachodu coraz bardziej się chmurzy, burzy. Od zachodu zbliża się ciemna ściana wody. Słychać warkot samolotu.


Od bodaj dwóch lat w maju na słupie wysokiego napięcia nocuje bocian.

Zanim "ustawi" się w odpowiedniej pozycji, odgrywa niby taniec.

 

W czerwcu ogródek zakwitł na żółto, różowo i czerwono.

zdjęcia własne

środa, 25 czerwca 2014

Na granicy dwóch dzielnic, wśród lasów są stawy, ulubione miejsca wędkarzy. Na zdjęciach poniżej jest staw, nad którym była kiedyś stanica wodniaków - budynek, przystań, kajaki. Później wszystko poszło w ruinę. Resztki gruzów można napotkać w wysokich trawach. Staw jest teraz siedliskiem kaczek, łabędzi; śpiewa rechotem żab. Z centrum Katowic dojeżdża tutaj autobus 109. W weekend do pobliskiego parku Bolina przyjeżdża sporo osób.W tygodniu bywam tam kilka razy ( dziś też byłam). Po południu w ręce mi wpadł zeszyt, w którym zapisywałam swoje stare wierszyki. Znalazłam wersowce ( napisane w 2005r.), które moim zdaniem pasują do zdjęć z tel. komórkowego.

 

***

zapuścić korzenie

potem tylko pęd do nieba

zakwitnąć i pachnieć

 

zapętlenie


w czerwcowych półcieniach

puchata kula na błękicie oka

wysyłam słowo pytajne

 

 

Zdjęcia własne

środa, 18 czerwca 2014
W sobotę wybieram się na port poetycki, zapraszam w imieniu organizatorów.
Program poniżej (już od piątku)

Zdjęcie: zapraszamy serdecznie na XII edycję Portu Poetyckiego
Brzeg od jutra wita miłośników słowa


Zdjęcie użytkownika Poeci Po Godzinach.
środa, 11 czerwca 2014

13 czerwca rusza Art Naif.  Po raz kolejny można będzie zobaczyć prace blisko 300 artystów z całego świata. Motywem przewodnim tegorocznego Festiwalu jest kultura Bałkanów. Artyści „naiwnego spojrzenia” szczególnie aktywnie działają w Serbii i Chorwacji, dlatego zobaczymy przede wszystkim ich prace. Tym razem nie będę na rozpoczęciu, ponieważ jutro wybieram się do M., w truskawkowe klimaty. "Niewinne obrazy" zobaczę później.



Więcej o Naifie i imprezach towarzyszących tu


A w sobotę mamy



Szczegółowy program tu


piątek, 06 czerwca 2014



zdjęcia własne


Czwartkowy wieczór spędziłam w Olkuszu, słuchając „Świata fizycznego” Łukasza Jarosza. Autor chętnie przeczytał wiele wierszy z tomu poetyckiego ( zawiera 59 wierszy). Motto otwierające książkę jest przepiękne i odsyła do świata Łukasza opisanego, spisanego w wierszach.

    Patrzę na krajobraz, który nie ucieka mi sprzed oczu tak szybko jak dawniej, mogę mu lepiej się przyjrzeć. Jestem więc stary i czasem ogarnia mnie żal a nawet rozpacz, że zmarnowałem w życiu zbyt wiele czasu. Jedną czwartą, a kto wie, czy nie większą część mojego życia straciłem na chodzeniu po lasach i nad brzegami rzek i jezior. Na tak głupich zajęciach, jak zbieranie drzewa i mozolne gotowanie herbaty na ognisku, tak,  jakbym nie mógł tego zrobić szybciej i wygodniej w domu, na kuchence gazowej. Na ślęczeniu dniami i nocami nad wodą. Na patrzeniu godzinami w krajobraz, doprawdy tak, jakbym nie wiedział, co to jest drzewo, kamień, trawa, woda, i musiał bez końca się zastanawiać, czym się te rzeczy od siebie różnią i jak się do siebie nawzajem mają! (…) 

   Wiem mianowicie, że w tym, co piszę, pisałem i co jeszcze napiszę, do końca, do ostatniego zdania, będzie mi towarzyszyło męczące przekonanie, że nie powiedziałem wszystkiego, co o sobie i świecie powiedzieć chciałem. Że pozostanie jakaś niepokojąca reszta, o której nie potrafiłem, ani nie będę umiał nigdy powiedzieć. Nie umiałem nigdy ani wtedy, gdy byłem w świetle, ani wtedy, gdy ogarnął mnie mrok. Gdy wątpiłem i wierzyłem. Gdy świat rozsypywał się w gruzy i gdy odbudowywał się i porządkował. Zdaję sobie sprawę, że te niepowiedzenia i niewiadoma reszta zabarwia w jakiś tajemniczy sposób moje myśli i uczucia i udziela się także temu, co w życiu robię – ale czym ona jest, tego nie potrafię ani napisać, ani samemu sobie wytłumaczyć. Czasem wydaje mi się, że ta reszta, o której nic nie napisałem, jest ważniejsza od wszystkiego, co napisałem.

 Kornel Filipowicz, Opowieść niedokończona

Autor przeczytał także kilkanaście wierszy z następnej książki poetyckiej, która może ukaże się już w przyszłym roku.

 

Poza życiem


W nocy budzi mnie kaszel córki.

Przy drodze jasny od lampek świerk.

Język nazywa, czego jeszcze nie ma.

Czyściec i ludzie śpią.

 

Jutro czeka mnie długa podróż.

Widzę, jak pisząc, staję obok siebie, poza słowem.

Zima. Umieramy w raju. Wszyscy czekaliśmy,

Żeby dopłynąć.


             Łukasz Jarosz, Świat fizyczny

 

Dwa wiersze z Świata fizycznego można przeczytać także na moim blogu tu


poniedziałek, 02 czerwca 2014

    W środę 4 czerwca wybieram się do Olkusza na spotkanie autorskie

z Łukaszem Jaroszem, który przybliży nam najnowszą swoją książkę

poetycką pt. „ Świat fizyczny”. To już siódmy tom poetycki laureata nagrody

im. Wisławy Szymborskiej. (O ile się nie mylę, w zapowiedzi jest już ósmy).

Książka ukazała się 20 maja w wydawnictwie Znak.

Zdjęcie: Zostało osiem dni!
Łukasz Jarosz i jego 

Do książki można zajrzeć tutaj

 

Zdjęcie:

piątek, 30 maja 2014

(127kB)


W serii Biblioteka Galerii Literackiej przy GSW BWA, dzięki Starostwu Powiatowemu w Olkuszu ukazała się książka laureata I nagrody w IX Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Kazimierza Ratonia - Olkusz 2013. Redaktorem tomu jest Marek Krystian Emanuel Baczewski. Ze względu na długość frazy wierszy Konstrata książka ukazała się w większym, niż dotąd, formacie, czyli w A5.

Tom był nominowany do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w kategorii Książka Roku, o czym można przeczytać tutaj


i

i mówiło echo: widziałem rozpacz słońca i nagie ramiona

ptaków, niebo skrzeczące swoją nierówną linijkę:


smutek zwycięzców, radość obłąkanych,

                                                                           

i pomyślałem: ptaki nie mają w głowach wizji czarnych

autostrad, maja światło, bez przerwy zapalone światło,

 

i powtarzało echo: byłem malarzem zgarbionych ryb i

gorącego kurzu, i patelni wypełnionej włosami, śliną i

katarem, i pomyślałem:

 

krew zwierząt tworzą dusze żołnierzy i praczek, i mówiło

echo: lepkie gałęzie roślin ustaw w korytarzach, nich

bronią nas przed chłodnym

 

oddechem jaszczurek, i pomyślałem: nikt nie obroni

mnie przed oddechem smutku, przed charkotem śmierci

który jak echo

 

odbija się od powierzchni ziemi i oślepia gwiazdy; i

 


poniedziałek, 26 maja 2014

 Irysowo, fioletowo w słońcu i deszczu.

 

zdjęcia własne.

poniedziałek, 19 maja 2014

Ośmioosobowa komisja złożona z krytyków i tłumaczy polskich i zagranicznych

wybrała nominowanych do nagrody im. Wisławy Szymborskiej.

Przewodniczący komisji, Adam Pomorski powiedział: wszystkie nominowane tomy

łączy liryzm i doświadczenie codzienności, w którym się szuka czegoś zupełnie

niecodziennego. (Właśnie taka poezja jest mi najbliższa).

 

Nominowani:


Wojciech Bonowicz za tom "Echa", który ukazał się nakładem Biura Literackiego

Jacek Dehnel za "Języki obce", również wydane przez Biuro Literackie

Mariusz Grzebalski za tom "W innych okolicznościach" (Wydawnictwo EMG)

Julia Hartwig za "Zapisane" (Wydawnictwo a5)

Michał Sobol za "Pulsary" (Wydawnictwo Nisza)

 

Nagrodę za całokształt otrzymał Darek Foks, za Książkę Roku  nagroda  przypadła Mariuszowi Grzebalskiemu za tomik wierszy „W innych okolicznościach” (EMG), nagrodę za ciekawy debiut otrzymała Martyna Buliżańska za opublikowaną w Biurze Literackim książkę „Moja jest ta ziemia”. 


Część wierszy z "W innych okolicznościach" było publikowanych w "Kronice Zakłóceń", jako ostatnia jej część zatytułowana Nowe Wiersze. ( Biuro Literackie, Wrocław, 2010r.), więc są mi znajome.



 

Ciekawy wywiad z autorem można przeczytać tu i tu


To odbywa się prosto

bardzo prosto.
Powiedziałbym (bez urazy)
po ludzku. 

Kładziesz się spać,
ale zamiast, jak człowiek,
zgasić lampkę,
przez chwilę czytasz,
potem sięgasz po notes
leżący na stole,
jeden z tych,
które od jakiegoś czasu
przysyła ci twój
(cokolwiek to znaczy)
najbardziej ludzki z banków,
i notujesz,
wszystkie jak lecą,
subtelności twojego ja,
którym właśnie teraz
zebrało się na ujście. 

W ten sposób
powstają wiersze,
jak ten, odległe od zamiaru,
który im na początku towarzyszył. 

O ile zamiar i początek
mają tu coś do rzeczy.

czwartek, 15 maja 2014

Ubiegły czwartkowy wieczór spędziłam na recitalu lutniowym. Na lutni zagrał, po raz pierwszy w Polsce, Paul O'Dette. Jest solistą, jak i muzykiem zespołowym, dyrygentem, profesorem lutni, kierownikiem studiów z zakresu muzyki dawnej ( w tej dziedzinie jest jedną z najbardziej znanych postaci na świecie). Prowadził liczne zespoły barokowe po obu stronach Atlantyku, szczególnie upodobał sobie opery barokowe.

John Dowland (bo tego kompozytora, utwory wykonał) znany jest współczesnym jako "Angielski Orfeusz", jest najsłynniejszym lutnistą wszech czasów. Życie Dowlanda było pełne niepewnych decyzji i wędrówek, był bardzo szczerą osobą o wybuchowym temperamencie, katolikiem, co nie przynosiło mu odpowiedniego uznania i nominacji na dworze królewskim. Dopiero pod koniec kariery otrzymał posadę na dworze Jakuba I.

Jego muzyka przepełniona jest nostalgią, melancholią, oryginalną ornamentacją i nastrojową chromatyką. A jego galliardy i almaines emanują dowcipem i humorem.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19