niedziela, 01 marca 2015

       Zenon Dytko poeta, kolega po piórze z Klubu Literackiego w Katowicach. (Spotykamy się comiesięcznie – w przedostatni piątek miesiąca w MDK "Koszutka" o godz. 17). Piszący poezję i jej sympatycy zawsze są mile widziani. Na tych spotkaniach pojawiam się od marca 2009r. Prowadzi je redaktor PR Katowice –  Pan Maciej Szczawiński.

Wracając do Zenka, mam wszystkie jego tomiki, które nam wręcza, zaprasza do swojej poezji.

Grymas „O” (2007)

D i inni (2010)

Prysznic (2011)

Ty i ja (2012)

Zmiany klimatyczne (2013)

Żuk Gnojarz I Gwiazdy (2014)

     Poezja Dytki jest specyficzna, zyskała już nawet nazwę „dytkizm”. Jest inteligentna, oryginalna, autor nie poetyzuje. Jego wiersze to cykl opowieści o: rzeczywistości, znajomych, kobietach, wysłuchanej muzyce, przeczytanych książkach i naukowych czasopismach, o własnych odczuciach. Jest wnikliwym obserwatorem i interlokutorem sytuacji, czasem nawet trywialnych. Często wpada w ironiczny, a nawet sarkastyczny ton, innym razem w wierszach jest zabawnie i gorzko-śmiesznie. Jego życiopisanie dzieje się w konkrecie.

Kilka wierszy z jego najnowszej poetyckiej książki.

 

o poezji

 

dziś otrzymałem zbiorek poezji

cieszę się nimi wiersze

piękne liryczne ciepłe obrazowe

proste komunikatywne

przemawiające do uczuć

widać w nich że poetka ma dosyć

zimy i tęskni za wiosną

 

naprzeciwko


w oknach samotnej pięknej

i zadbanej czterdziestolatki

znów płoną światła odbijają

się w jej szybach gałęzie

drzew którymi kołysze wiatr

gdy wieczorem gaszę światła

w  swym pokoju u niej na

czwartym piętrze naprzeciwko

wciąż płoną lampy

 

o solidarności


„po co oni przesyłają mi te wiadomości

o rewolucji na Ukrainie mnie to w ogóle

nie interesuje” mówi  facet w kawiarni

siedzi  z kobietą  sączą piwo ze szklanek

z kominka bucha ciepło

 

na śmierć


kiedyś kiedy nie będzie już

dzikich zwierząt

a wszystkie kraje będą

demokratyczne –

nie będzie z kim walczyć

ludzie zanudzą się na śmierć

i nic nie będzie

nas również

 

Zenon Dytko Żuk Gnojarz I Gwiazdy (2014)



poniedziałek, 23 lutego 2015

fot. M. Wałęga

 

Na Magurze

fot. M. Ratajczak

wtorek, 17 lutego 2015

       Roman Rzucidło wydał tomiki :„Nie było faktów” (Wrocław 1992) i „Nieprawdziwy świat, prawdziwe sny” (Opole 2014). Ta ostatnia książka wprowadza nas w świat i nastrój jak z prozy H. Murakami, w niektórych wierszach czuję oddech Końca Świata i Hard- boiled Wonderland. Poezja gęsta, pełna znaczeń.

 

Czarny warsztat

A tutaj się dorabia klucze. Ze ścian
wychodzą cienie sturękich złodziei
by błagać o wytrych do księstwa snów

zatopionego w zeszłorocznej ulewie.
Bo odporne okazują się zardzewiałe kłódki,
wzmocnione tytanem klamki i nie chcą
ustąpić nawet przed ogniem czarodziejskie wrota.

Więc poszukiwacze wracają tutaj. To nie jest
zwykły zakład usługowy lecz laboratorium
technomaga i buzuje tu jakaś dzika chemia,
co ożywia prehistoryczne monstra,

wabi połyskliwe węże, spiskuje przeciw modzie.
Przez ogród przetaczają się metamorfozy,
transmutuje zahartowana stal i zatyka się
kanalizacja. Ani słowa, ogólna zapaść.

I tylko księżyc, ołowiany krążek,
zdmuchuje pył znad zakurzonych książek.

 

Inercja

To są bliskie miejsca, a jednak niedostępne. Wystarczy
przyłożyć ucho, rękę, i już czuję pulsowanie. Nierówne
oddechy za ścianą, szemranie owadów, sadza na dłoniach -
oto dyskretne objawy życia. A po północy przychodzą i wypełniają
okno wyblakłe twarze, zaschnięte usta, o szybę rozpłaszczone
nosy, przekrwione oczy. One też nie mogą się przebić,
też nie są wolne.

Coś jest w tych miejscach, bliskich, a jednak zakrytych.
Przeczucie, że ktoś tam czeka z gotową odpowiedzią,
jakby miał się rozświetlić ciemny pokój. Uderzyć pięścią
w ścianę, zaraz tylko popłoch, zwijanie, popłoch,
generalny odwrót na tym intymnym froncie.

I ciągle to, że nie można głębiej zejść,
ciągły ślizg po powierzchni,
obłędnie, niemrawo, bez żadnego końca.

 

O miłości bezinteresownej

I teraz pomyśl: nasze śpiące nienarodzone
dzieci kulą się jak mokre ptaki
wewnątrz lustra. Nie możemy ich zawołać
bo ich imiona stały się nierealne wraz
z twoją ucieczką. Zawsze wybierasz noc,
wolisz tę pełną zawijasów ciemność, choć
nieraz w niej grzęzłaś. I gdy upadniesz rozbita,
znów będę pielęgnował twoje powyginane skrzydła,
mój ciemny aniele, moja feralna hybrydo
z drutu kolczastego i rajskich kwiatów.
Wiem, potem odejdziesz. Jak zwykle.

Przecież wiesz, że zawsze będziesz mogła wrócić.

 

Przewrót (jeszcze nie teraz)

Nagle wszystkie biznesy przestały się opłacać,
liczba czytających poezję gwałtownie rośnie.
Wczoraj jeszcze nie do pomyślenia, dziś na ulicach
szaleństwo, kolorowe dymy, wirowanie luster.
Tylko jedno drobne przesunięcie, a już nie pasują

do siebie zamki i klucze, ożywają portrety
w muzeach. Jak dobrze będzie zaprzeczyć prawom
ciążenia, obalić logiczne argumenty, zaliczyć odlot.
Już za moment, już blisko, ale jeszcze nie teraz.

Igła wbita w lodowiec, kruszy go. Wolne rodniki
wnikają do wnętrza i zaczyna się demolka.
Jeszcze nie teraz, wiem, ale już wkrótce.
Na razie tylko wiatr na twarzy, sól w oku,
nacięcie pod kolanem. Na razie tylko drży
nawierzchnia. Niech trochę jeszcze pomieszają się

kolory, niech sczeźnie wszelka oczywistość.
A światło wytryśnie spod powiek,
rozpuści najczarniejszy dym.



Roman Rzucidło

czwartek, 12 lutego 2015

   "Teraz jest zima i potrzebuję takich dźwięków. Z okna widzę dwukonny zaprzęg i czterech okutanych facetów na wozie. Konie, mimo że kute na ostro, niepewnie stąpają po lodzie. Wynurzyli się z mgły i po chwili znów ich nie było. Ach, gdyby było lato, zamiast wracać do swojej Pętnej albo Małastowa, mogliby ruszyć w stronę Koniecznej i tam jakimś cudem zmylić straże i przepisy, i przemknąć na słowacką stronę. I byle do Zborova, a tam przepadliby wśród miejscowych, nie różniąc się od nich stylem, strojem, fizjonomią i ogólnym wyglądem. To powinno być w maju, gdy jest już trawa dla koni i tylko czasem nad ranem chwyta przymrozek. Sam bym się z nimi wybrał, żeby patrzeć na wolno przesuwający się świat i na ich twarze, w których odbija się odmienność podobna do tego, co dobrze znane. Przysiadłbym sobie z boku jak duch i słuchał ich słów. Prawdopodobnie mówiliby o tym, że wszystko się zmienia ale nie aż tak, żeby od razu wytyczać granice. Słowackie nazwy nie postrzeżenie zmieniłyby się w węgierskie, potem w rumuńskie, w serbskie, macedońskie i w końcu zapewne w albańskie – jeśli przyjąć, że droga wiodłaby mniej więcej opłotkami dwudziestego pierwszego stopnia długości geograficznej wschodniej. Tak, siedziałbym z boku jak duch i w duchu popijał z nimi zmieniające się razem z pejzażem alkohole: borowiczki, korte palinkę, cujkę, rakiję i na koniec, gdzieś nad Jeziorem Ochrydzkim, albańską raki. Nikt by nas nie zatrzymał i pies z kulawą nie spojrzałby krzywo, jeśli tylko trzymalibyśmy się z dala od głównych szos. W tamtych stronach pełno jest zapomnianych dróg. Skręca się trochę w bok i czas zwalnia, jakby się wymknął spod czyjegoś czujnego spojrzenia. Zużywa się powoli, jak ubrania facetów podróżujących na wozach. To, co wygląda jak do wyrzucenia, trwa, tleje i szarzeje aż do spokojnego końca, do chwili, gdy istnienie niepostrzeżenie zamienia się w nicość. Tak sobie to wyobrażam, gdy oni już zniknęli w mgle. Widzę jak przemierzają stępa Nizinę Węgierską, Siedmiogród i Banat, jakby się tam urodzili i wracali właśnie do domu z targu, z odwiedzin, z pracy w polu albo w lesie. Czas rozstępuje się przed nimi jak powietrze i na powrót zamyka, gdy tylko przejadą. To zwierzęta sprawiają, że czas odzyskuje swoją starą postać. One są żywe, lecz nie niszczą jego delikatnej materii."

Andrzej Stasiuk  Jadąc do Babadag

Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2004

__________________________________________________________________________

 

Byłam w M i w tamtych stronach. Czas zwalnia, szczególnie w zimowych okolicznościach przyrody, gdy wszystko zasypane, zaspane. Wróciłam do "Jadąc do Babadag", kilka lat temu potraktowałam nieco po macoszemu tę książkę. Teraz rozsmakowałam się szczegółami, szczególikami podróżowania.

Gdy wracaliśmy do K., za Łużną minęliśmy jednokonny zaprzęg z wozem. E., która lubi chodzić do stadniny koni (na Bolinę) , obserwować je, zapytała: a co ten konik robi?

 

sobota, 31 stycznia 2015

 

okladka-Topos139-Topos

  



Spojrzenie na sad

 

Ci, których zamykano za murami, teraz

sami je wznoszą, a świt niesie cytrynowy

zapach z dojrzałych owoców. Kobieta włoży je

delikatnie do kosza, jakby do niego kładła córeczkę.

 

W domu wyciśnie sok do ostatniej kropli, doda

kostki lodu. Będą pływały niby kry, zatoną

w ustach tych zza muru. O północy

kochała się z młodszym mężczyzną,

 

wtedy słychać było strzały, wyły wilki.

W ich ślepiach przeglądał się: ruch na wieżach,

szczęk broni, krzyk wartowników. Światło reflektorów

patrolowało sad, jakby w nim czyhali bojownicy.

 

Za kilka dni  brzask odsłoni kikuty drzewek.  

 

Zanim

I

Ciemność chce pożreć światło, żeby nazwać się jasnością.

Chwyta za gardła, podnosimy ręce. Zmarli

tulą się do naszych pleców.

II

Błękicie, zalej mnie niezmierzonym oceanem,

albo pochłoń żarem – woła, przykładając pętlę do oczu.

 

W południe zrywa owoce. Wpadają do porcelanowej misy.

Twarz też porcelanowa, pełna spokoju.

Mówi: życie na ziemi jest złe, bo nie kochamy tych,

którzy nas nie kochają. I zapycha usta pełną garścią,

ścieka sok, udaje sczerniałą krew.

 

Nocą wymyka się do ogrodu, kładzie w konwaliach.

Biel chroni przed melancholią.

III

Zaczęło się od drżenia koni i porannej przejażdżki.

Gdy ucichły ptaki, łamałyśmy drzewka, coś płakało.

Zbierałyśmy giętkie gałęzie, jak w dzieciństwie

budowałyśmy szałas.

 

W nim podajemy sobie ręce.

 

Natalia Zalesińska

środa, 28 stycznia 2015

W niedzielę mocno padało, śnieg przykrył drzewa, ulice i nas białą puchatą kołdrą. A wieczorem Orkiestra Muzyki Nowej ( o orkiestrze można poczytać też tu) zabrała nas w "inny wymiar muzyki". Koncert To idzie młodość miał miejsce w sali kameralnej NOSPR-u.

Najbardziej spodobał mi się koncert fagotowy (kompozytor Kamil Pawłowski) oraz Czasojaśnienie na zespół kameralny (kompozytor Przemysław Scheller). Koncert fagotowy, koncert romantyczny Kamila Pawłowskiego powstał jako zwieńczenie studiów doktoranckich pod kierunkiem Eugeniusza Knapika. Osią narracyjną koncertu jest pytanie o relację człowieka i absolutu. Relacja jest złożona jak idea dialogu. Solista czasem nie współgra z orkiestrą, dialog muzyczny zanika, pojawiają się liczne niezgodności rytmiczne. Muzyczny koncert jest jakby lustrzanym odbiciem rzeczywistości.

Czasojaśnienie inspirowane jest słynnym labiryntem pielgrzyma ułożonym na posadzce katedry w Chartres.



Droga mimo, że jest skomplikowana ( jak się okazuje tylko pozornie) prowadzi zawsze do celu. Przemysław Scheller uważa, że celem nie jest osiągnięcie środka labiryntu, tylko przemierzanie drogi do niego prowadzącej. Przemierzanie krętych ścieżek w ciszy i samotności pomaga myśleniu, medytacji i duchowej przemianie, sprawia że czas zaczyna jaśnieć. Zachęca słuchaczy do wyruszenia w kontemplacyjną wędrówkę w czasie trzyczęściowej kompozycji. Ostatnia wysłuchana kompozycja, to Muzykanci Stanisława Bromboszcza. Pełna ekspresji, wzbogacona gęstą instrumentacją i elektroniką.

Trzy kompozycje (z 4 wykonanych) to prawykonania.

Zdjęcia z koncertu można zobaczyć na stronie internetowej Orkiestry Muzyki Nowej.


wtorek, 27 stycznia 2015

W ubiegły czwartek miło, lekko i wesoło spędziłam czas na Koncercie Noworocznym. Paweł Sobierajski (tenor, duszpasterz akademicki diecezji Sosnowieckiej, doktor nauk pedagogiczno - teologicznych, doktor sztuk muzycznych oraz psycholog muzyki. Wykonuje szeroki repertuar oratoryjno - kantatowy, arie operowe) wprowadził nas słowem w świat operetek i nie tylko, na wesoło i żartami, którymi sypał jak z rękawa. Zaśpiewał Funiculi, Funicula, La Spagnolę. Koncert uwieńczył Cichą nocą.

Inne arie operetkowe wykonali Ewelina Szybilska (sopran), oraz Łukasz Gaj (tenor) - prywatnie są małżeństwem), wspólnie zaśpiewali Usta milczą, dusza śpiewa, Przetańczyć całą noc.

Grała Akademicka Orkiestra Dęta pod batutą Grzegorza Mielimąki.

  W programie: Otto Nicolai, Johann Strauss, Giuseppe Verdi, Astor Piazzolla, Vincenzo di Chiara, Jacques Offenbach, Josef Hellmesberger, Frederick Loewe, Luigi Denza, Leroy Anderson, Gilbert Winter, Philip Sparke, Franz Lehar

Pierwszy raz na żywo usłyszałam i zobaczyłam "muzycznie piszącą sekretarkę". Solo wystąpiła Agnieszka Kos - The Typewriter Leroy Anderson.

Poniżej "inna sekretarka"

 A dziś



środa, 21 stycznia 2015
poniedziałek, 19 stycznia 2015
czwartek, 15 stycznia 2015

 

 



 

 





piątek, 09 stycznia 2015

zaproszenie_koncert Golec Orkiestra_30-12-2014_prev

     4 stycznia posłuchałam najpiękniejszych polskich kolęd i pastorałek. Niektóre z nich w nowej aranżacji. Zespół zapoznał nas też z obyczajami kolędowymi z okolic Milówki.

Migawki z koncertu, rozmowa z braćmi tu.

Zdjęcia tu

    6 stycznia kolędowaliśmy z Orkiestrą Symfoniczną KWK"Murcki-Staszic"

       Na kolędowanie zaprasza Zespół Śpiewaków Miasta Katowice Camerata Silesia. W programie kolędy w opracowaniu Krzysztofa Baculewskiego.  (10 stycznia w Kościele Przemienienia Pańskiego, 15 i 16 w sali koncertowej Willi Goldsteinów 18 stycznia w Kościele Podwyższenia Krzyża Świętego i św. Herberta, 24 stycznia Sala Kameralna NOSPR)

NOSPR, Katowice, pl. Kilara 1

środa, 31 grudnia 2014

zwierszenia

I

wiersz z ujęcia jak dwuletnia dziewczynka,
trzyma mamę za rękę, je pączka.
z włosami ściętymi na pazia sam podobny
do pączka, który upadł. na kolanach plamy
z trawy, czy rdza. małe nieszczęścia trzeba wciąż
opatrywać, stosować panthenol, inne okłady.

wiersz-płótno przyjmie każdą krew.

II

obłędnej wiosny szalał głośnik z blue monday,
ściany w białym pokoju wypełniały się rozmówcami.
sondowali słowo, w tobie wypalili
tatuaże, wszczepili czytniki.

po kilku latach mówią to samo.
po kilku latach w przestrzeni skanujemy pamięć.

III

wiersze utraty niech nie istnieją.
jeden rzut garścią brązowego ryżu.

IV

wiersze piwnice, zimne z czarnym diamentem. nad nimi
chemiczne ściany biura, personalne teczki i wersy, spękane
schody do archiwum imion, na poręczach schną dywany.
pajęczyny i sieć podziemnych przejść z ulicy francuskiej.
rano karaluchy w garnku z mlekiem. każda z nas traci dziecko.
stara mewka w bramie, wyciera usta rękawem.

wiersz jasna piwnica z kartonami zabawek,
w budynku bez strychu. do mieszkania jak do arki noego,
prowadzą drewniane schody. widzę - na nich trzyma mnie na rękach.

patrzymy w las. podchodzą.

V

wiersz, jazzujący tren. pracuję nad jego żywą tkanką.
tnę backspacem, potem zszywam. zmieniam kolejność:
opatruję ranę chlebem z śliną i nicią pajęczą.
złoty jest jak strzał, już się kręci w głowie.

inny, rozleniwiony leży na niebieskim kocu. mruży oczy
i słońce mruży się w jabłkowo-miętowym tymbarku z kostkami lodu.
mówi: światło jest greckie, tak powiedział autor w oddechu bogów.

VI

wiersz świąteczny, to łagodny obraz w rodzinnych ramach.
i biały czas w łamaniu opłatka. tej nocy cicho pada śnieg.



Natalia Zalesińska


niedziela, 21 grudnia 2014

Taniec

 

Minus jedenaście, zmrożone drzewa zaglądają w okna.

Dzwonek do drzwi. I już całuję jej czerwony nosek.

Zziębnięta domaga się porannego tańca Prokofiewa,


zaprasza.Tańczymy w zapachu srebrnego świerka.

Przenosimy ciepło. Rytmicznie liczy: raz, dwa i trzi.

Opadają z nas igły. Drzewa zasłaniają okna.

 

styczeń 2013

 

Z Boliny

 

Przechodzimy koło śnieguliczek, łypią oczkami

strażniczki parku. Nie spodziewałam się tego,

nie spodziewałam – woła dwuletnia E.,

na widok nowego placu zabaw, migocącego za drzewami.

 

A jeszcze nie tak dawno, płaczliwie: zepsuli koniki i huśtawki.

Wtórowały różane księżniczki, podskakując w konewce. W tle brzozy,

do których za chwilę się przytuli: uwielbiam, uwielbiam je.


Przed nami jeszcze wiele kroków, słów, rysowanek.

 

listopad 2014


Przedzimie

 

Rysuję świnkę Pepę, musi być cała rodzina. Kreślę wersy,

uczę się nowych imion, stare też wracają. Odkładam kartki,

czytam: mam nadzieję na spotkanie, w przyszłym roku


czterdziestolecie znajomości. Bajki naszych dni jak głos

w słuchawce: chętnie posłucham śpiewu młodych,

zagubię w kolędzie nad miastem.

 

grudzień 2014

Natalia Zalesińska


niedziela, 14 grudnia 2014

 Papierowy Lampion

                                                                                                               Biance 

Po górach, dolinach idzie dziecko z lampionem. Światełko wątłe
pełga w ciemnościach, nie znika. Okręcik płomyka roztropny i ufny
chybocze się, nie tonie.
 
Nie ma drogi. Bezdroże. Nie tunel, labirynt, nie sen. Czerń
czarna, rozcapierzona. Lewy bucik, dziurawy, stąpa nad rzeką
bezbrzeżną. Prawy bucik, niezasznurowany, stąpa nad huczącą
przepaścią. Góry bez szczytów, doliny bezdenne, struchlałe
wszelkie stworzenie. Ponad śmieszną wełnianą czapeczką
z niebieskobiałym pomponem trą się młyńskie koła powietrza,
błyskają brzozy koroną w dół strącane. Roi się ziemia, powietrze
i woda. Poza kręgiem światła.
 
Dziecko nie patrzy pod nogi, nad głowę, nie wątpi. Patrzy
w żywe serduszko papierowego lampionu, marszczy czoło,
zatroskane, gdy płomyczek drży, osłania ręką. Mocniej ściska
drążek. Niesie światło w klatce przed sobą.
 
Idzie skacząc po górach, przeskakując pagórki
 
 
Sergiusz Sterna-Wachowiak, wiersz z tomu pt.” PAPIEROWY LAMPION”
Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, Poznań 2000



wtorek, 02 grudnia 2014

W ramach tegorocznej edycji Festiwalu „Brand-New Music”, odbywającej się w dniach 2-5 grudnia 2014 gościem specjalnym będzie wybitny kompozytor niemiecki, Helmut Lachenmann



niedziela, 30 listopada 2014

W czasie pięciu koncertów tegorocznej edycji Festiwalu Kwartet Śląski i jego goście usłyszeliśmy i usłyszymy twórczość kameralną Andrzeja Panufnika (1914-1991),oraz dzieła Bartoka i Weberna, szczególnie cenionych przez kompozytora.

Ulubionym kompozytorem Panufnika był Wolfgang Amadeus Mozart. Lady Camilla w posłowiu do nowego wydania Autobiografii swojego męża pisze:

Mozart towarzyszył Andrzejowi od dzieciństwa. Jego matka, znakomita skrzypaczka, która na początku dwudziestego stulecia jako mężatka nie mogła występować publicznie, nieustannie ćwiczyła, każdego dnia wykonując cały repertuar klasyczny. Koncerty Mozarta były wysoko na liście jej ulubionych pozycji i umuzykalniony Andrzej jako dziecko był nimi urzeczony, miał w głowie każdą nutę partii skrzypiec. Kiedy dorósł i mógł słuchać pełnej wersji z orkiestrą, Mozart stawał się dla niego coraz ważniejszy.

Z okazji trzydziestopięciolecia Kwartetu Śląskiego ( w ubiegłym roku) została wydana płyta z całą twórczością kameralną Andrzeja Panufnika. Jest to drugie całościowe nagranie utworów tego kompozytora na świecie.

 

II Kwartet smyczkowy Andrzeja Panufnika znalazł się w koncercie Prologu. (22 listopada).W Autobiografii kompozytor wspomina komponowanie II Kwartetu smyczkowego Messages (1980)

zorientowałem się, że cofam się jeszcze głębiej, do odległego dzieciństwa, do czasu, gdy mając siedem, czy osiem lat, spędzałem wakacje na wsi i uczyniłem zaskakujące odkrycie, że przy przyłożeniu ucha do drewnianych słupów telefonicznych słyszy się tajemnicze, magiczne dźwięki tworzone przez wibrujące na wietrze druty. Wydawało mi się wtedy, że słucham prawdziwej muzyki, było to moje najwcześniejsze doświadczenie twórcze - po raz pierwszy zrobiłem użytek z wyobraźni muzycznej. Postanowiłem zaczerpnąć z tych dziecięcych fantazji, pozwolić im zasugerować konstrukcję, jak i muzyczny materiał Kwartetu. Dałem utworowi podtytuł Messages (Sygnały) i stworzyłem język muzyczny niemal na wzór tajnego szyfru".

 

I Koncert ( 23 listopada)

Program:

Trio fortepianowe op. 1 (1934) Andrzej Panufnik

III kwartet smyczkowy  Bela Bartok

Wolfgang Amadeus Mozart Requiem w transkrypcji na kwartet Smyczkowy

 Wykonawcy:

Szymon Krzeszowiec skrzypce

Adam Krzeszowiec wiolonczela

Anna Krzeszowiec fortepian

Kwartet Śląski

 

Lady Camilla Panufnik przyjęła zaproszenie i zaszczyciła muzyków i słuchaczy swoją obecnością na koncercie inauguracyjnym.

 

Program II koncertu (26 listopada):

Anton Webern Langsamersatz

Andrzej Panufnik II Kwartet smyczkowy Wycinanki

Anton Webern Kwintet fortepianowy

Wolfgang Amadeus Mozart Koncert fortepianowy C-dur

Wykonawcy:

Piotr Banasik fortepian

Kwartet Śląski

 

Program III Koncertu (29 listopada) :

Andrzej Panufnik Sekstet smyczkowy Trains of Thaught

Richard Strauss Capriccio na sekstet smyczkowy

Andrzej Panufnik Pieśń do Najświętszej Marii Panny

                         wersja na sekstet smyczkowy

Wolfgang Amadeus Mozart Grande Sestetto Concertante 

Wykonawcy:

Szymon Krzeszowiec skrzypce, Arkadiusz Kubica skrzypce

Łukasz Syrnicki altówka, Piotr Reichert altówka

Piotr Janosik wiolonczela, Arkadiusz Dobrowolski wiolonczela

 

a dziś koncert IV, finałowy

Program koncertu:

Bela Bartok Divertimento na orkiestrę smyczkową

Andrzej Panufnik Sinfonia concertante na flet i harfę

Andrzej Panufnik Tryptyk Jagieloński na orkiestrę smyczkową

Wolfgang Amadeus Mozart Sinfonia concertatne

Wykonawcy:

Aneta Janiszewska harfa

Łukasz Zimnik flet

Kwartet Śląski

Robert Kabara dyrygent

Śląska Orkiestra Kameralna

 

Komentarze na wszystkich koncertach:

Aleksandra Konieczna

 

____________________________________________________________________________________

sobota, 29 listopada 2014

 

Przepiękny recital pianistyczny.

Rina Sudo jest jedną z najlepszych pianistek japońskich swojego pokolenia. Naukę gry na fortepianie zaczęła jako trzylatka, w wieku ośmiu lat jako solistka zadebiutowała wykonując jeden z koncertów Mozarta z Orkiestrą Filharmonii Tokijskiej. Od tamtej porywystępuje na całym świecie. Niedawno w Japonii ukazała się jej pierwsza płyta CD, zdobywając uznanie krytyków i melomanów.

poniedziałek, 24 listopada 2014

 Ogólnie mam bardzo muzyczny czas. Tak więc, w ubiegłym tygodniu byłam na koncertach w środę, czwartek. Wczoraj też byłam, ale o tym dopiero napiszę, a jeszcze czeka mnie koncertowy wtorek, środa i niedziela. Muzyczne zakręcenie już się objawiło zgubą kolczyka i rękawiczek.

 

Chciałam usłyszeć ten koncert, ponieważ mój dziadek był waltornistą. A ja za nic nie mogłam poradzić sobie z waltornią (kiedyś na urodzinach miałam ją pierwszy i zarazem ostatni raz w rękach).

 

Bruce  Heim profesor klasy waltorni w Uniwersytecie w Louisville. Był wykładowcą wielu szkół akademickich w Ameryce. Jako muzyk-kameralista występował podczas festiwali muzycznych m.in we Włoszech, na Tajwanie, w Wenezueli i w wielu amerykańkich stanach.

Dror Biran, jeden z najzdolniejszych pianistów izraelskich. Absolwent Konserwatorium Giovataim w klasie fortepianu prof. Lili Dorfman oraz Rubin Academy of Music, działającej przy Uniwersytecie w Tel-Awiwie, w klasie fortepianu prof. Arie Vardiego. Zdobył stopień doktora sztuki muzycznej w Instytucie Muzyki w Cleveland.  Zdobywał nagrody na kilkunastu międzynarodowych konkursach muzycznych. Jako solista koncertował z wieloma orkiestrami na świecie m.in. z Litewską Orkiestrą Symfoniczną, Hiszpańską Orkiestrą RTVE, Orkiestrą Filharmoniczną z Johannesburga czy z Izraelską Orkiestrą Filharmoniczną. Regularnie występuje także jako muzyk kameralny.

Program koncertu :

Ludwig van Beethoven

Sonata na róg i fortepian op.17

 

Claude Debussy

Wzgórza Anacapri ze zbioru Preludia, Zeszyt I

 

Fryderyk Chopin

Ballada Nr 4 op. 52

 

Johann Sebastian Bach

Suita francuska nr 2 c-moll BWV 813

 

Leonard Bernstein

Elegy for Mippy I

 

Carlos Arroyo

Sonata X

 

sobota, 22 listopada 2014
poniedziałek, 17 listopada 2014

Wieczory z końca października spędziłam na koncertach III Międzynarodowego Festiwalu Skrzypcowego. Na pierwszym koncercie zostaliśmy zauroczeni muzyką wyczarowaną przez rodzeństwo pochodzące z Kraju kompozytora G. Enescu, w drugim usłyszeliśmy utwór zagrany przez 92 letniego mistrza skrzypiec, a następnie porwani w wir muzyki przez oktet. Trzeci koncert elektryzował nas aranżacjami jazzowymi. Czwarty należał do rosyjskiego rodzeństwa Baranowów. Bisowali moim ulubionym Rachmaninowem. 



Dziś wybieram się na



czwartek, 13 listopada 2014

Wydawca

Muzeum Historii Katowic

Instytut Pamięci Narodowej - Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu

Oddział w Katowicach

Katowice 2013

 

Pocztówki zamieszczone w publikacji pochodzą ze zbiorów Rodziny Przybyłów, wybrano te najciekawsze. Pisał je Antoni Przybyła, który w ciągu ponad dwóch lat w armii niemieckiej zdążył walczyć na różnych frontach I wojny światowej. Zmobilizowany został we wrześniu 1916r. Początkowo był rekrutem w obozie Śląskiego Batalionu Saperów nr 6 w Nysie. Po przeszkoleniu, w listopadzie został wysłany na front bałkański. 30 marca został ranny w walkach na granicy z Grecją. Po okresie leczenia w szpitalach polowych i rekonwalescencji, pod koniec lipca 1917r. trafił na tereny wschodniej Galicji, Bukowiny, Siedmiogrodu, a następnie na front zachodni, do Francji. Ostatnie dwa tygodnie wojny spędził we Flandrii. Do Janowa wrócił w styczniu 1919r., kiedy zwolniono go ze służby wojskowej.

Teksty na pocztówkach są lapidarne, poprawne politycznie ( wiadomo, istniała cenzura pocztowa). Wyjątkiem jest kartka z czerwca 1917r. Autor świadomie nie pisał o dramatycznych wydarzeniach wojennych, bitwach, strachu, nie wspomniał nawet, że został ranny. 

Interesujące są zdjęcia - pocztówki z frontu.

Zapewne książka cenna dla osób zainteresowanych "historią codzienności zwykłych ludzi".

W nocie edytorskiej czytamy

Publikując napisaną po niemiecku korespondencję Antoniego Przybyły zachowaliśmy charakter oryginalnych tekstów, nie ingerując w treść, niewolną od błędów interpunkcyjnych, ortograficznych, gramatycznych oraz od rozmaitych stylistycznych osobliwości, o ile w tekście niemieckim nie poprawiono wspomnianych błędów, o tyle w tłumaczeniu polskim nie tworzono ekwiwalentów owych błędów.

 

Koblencja, 27.06.1917

Droga Siostro!

Szczęść Boże! Już od 3 tygodni jestem po urlopie w Koblencji, ale jak dotąd dostałem od Ciebie tylko kartkę. Na mój gust to skandal, ale cios za cios, jak Ty mnie, tak ja Tobie. Nic Ci nie napiszę, dopóki nie dostanę czegoś z domu. Uwierz mi, mam już wszystkiego po dziurki w nosie, Niemcy, Niemcy ponad wszystko. Cholerna wojna. Jak źle nam idzie, to jak wejada od pierona. Mam nadzieję, że trochę Cię moja kartka poruszy.

Serdeczne pozdrowienia i całusy śle Tobie oraz moim ukochanych Rodzicom, Braciom i ich Rodzinom Twój kochający Cię

brat Anton


poniedziałek, 03 listopada 2014



 

pocieszanie umierających

 

kobieta przy której łóżku siedzę

kobieta która trwożliwie ściska moją dłoń

nie jest moją matką

to zupełnie obca mi

stara umierająca kobieta

 

to nie był mój pomysł

nie chciałem tu przychodzić

siedzieć przy niej udając jej syna

siedzieć i opowiadać o życiu

jakiego pewnie

pragnęłaby dla niego

to nie był mój pomysł

nie chciałem tu przychodzić

 

teraz kiedy kobieta nie żyje

siedzę przy jej łóżku i nie wiem co robić

z tym powołanym do istnienia życiem

z życiem o którym dotychczas nie myślałem

że tak chciałbym aby właśnie wyglądało

co teraz zrobić z życiem jej syna

którego jak się okazało nigdy nie miała

 

przed zakładem kamieniarskim

 

tak jak ten brodaty mężczyzna

w drelichach oparty o kamienne płyty

na których wyryto czyjeś daty urodzin

śmierci imiona nazwiska

tak jak ten mężczyzna palący papierosa

tak właśnie mógłby wyglądać

mojżesz odpoczywający w cieniu

oliwnych drzew u stóp góry synaj

siedzący i rozmyślający o tym

dlaczego bóg wybrał kamień

dlaczego nie wyrył praw

w ludzkim umyśle czy sercu

 

tak właśnie mógłby wyglądać

mojżesz zanim strzaskał

powierzone mu kamienne tablice

zanim pojął jak marną materią

jest ludzki umysł czy serce

 

drzemka na łące

 

piękniejszego dnia

być może już nie będzie

pozwól niech owieje cię

wiatr od morza

pozwól niech wypełni cię

śpiew ptaków

 

piękniejszego dnia

być może już nie będzie

połóż się w trawie

zamknij oczy

poczuj jak twoją głowę

obrasta mech

 

obecność

 

ktoś okaleczył wiele drzew w parku

wycinając na nich nożem napis:

„byłem tu a.c.”

 

zaznaczyć utrwalić

swoją obecność

powszechne daremne

pragnienie

 

patrzę na poranione pnie

i chcę być jak jedno z tych drzew

mieć wiele głębokich wyżłobień

ran blizn okaleczeń

chcę by jak najwięcej śladów

jak w ociekającej

sokiem korze

wyryło się we mnie

 

chcę być jak jedno z tych drzew

chcę być jak wszystkie te drzewa

 

Piotr Maur, pogrzebowe obrzędy, miłosne ceremonie.

Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego, Łódź, 2010

środa, 22 października 2014

fot. M.Wałęga

wtorek, 14 października 2014

8 października w PR Katowice miało miejsce spotkanie autorskie, promujące dwa nowe tomiki poetyckie Barbary Gruszki-Zych. "Koszula przed kolana" wydana przez "Gościa Niedzielnego" oraz "Nie ma nas w spisie" - tom wydany przez Wydawnictwo Naukowe "Śląsk".

"Koszula przed kolana" to zbiór wierszy, z których wiele dedykowanych jest konkretnym ludziom spotkanym przez autorkę. Natomiast druga książka " Nie ma nas w spisie" zawiera wiersze miłosne.

Poetka mówi, że pisanie wierszy dla niej to czas zaklęty, wyjątkowy, wybrany z życia. Przychodzi taki czas, że piszą się wiersze. A czasami trzeba się z nimi tak strasznie męczyć. Powtarzam za Szymborską, że więcej moich wierszy ląduje w koszu niż widzi światło dzienne.

 

Józef Skrzek umuzycznił wieczór

 fot. J.Mienciuk

 

Relacja ze spotkania

niedziela, 12 października 2014
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20