niedziela, 14 grudnia 2014

 Papierowy Lampion

                                                                                                               Biance 

Po górach, dolinach idzie dziecko z lampionem. Światełko wątłe
pełga w ciemnościach, nie znika. Okręcik płomyka roztropny i ufny
chybocze się, nie tonie.
 
Nie ma drogi. Bezdroże. Nie tunel, labirynt, nie sen. Czerń
czarna, rozcapierzona. Lewy bucik, dziurawy, stąpa nad rzeką
bezbrzeżną. Prawy bucik, niezasznurowany, stąpa nad huczącą
przepaścią. Góry bez szczytów, doliny bezdenne, struchlałe
wszelkie stworzenie. Ponad śmieszną wełnianą czapeczką
z niebieskobiałym pomponem trą się młyńskie koła powietrza,
błyskają brzozy koroną w dół strącane. Roi się ziemia, powietrze
i woda. Poza kręgiem światła.
 
Dziecko nie patrzy pod nogi, nad głowę, nie wątpi. Patrzy
w żywe serduszko papierowego lampionu, marszczy czoło,
zatroskane, gdy płomyczek drży, osłania ręką. Mocniej ściska
drążek. Niesie światło w klatce przed sobą.
 
Idzie skacząc po górach, przeskakując pagórki
 
 
Sergiusz Sterna-Wachowiak, wiersz z tomu pt.” PAPIEROWY LAMPION”
Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, Poznań 2000



wtorek, 02 grudnia 2014

W ramach tegorocznej edycji Festiwalu „Brand-New Music”, odbywającej się w dniach 2-5 grudnia 2014 gościem specjalnym będzie wybitny kompozytor niemiecki, Helmut Lachenmann



niedziela, 30 listopada 2014

W czasie pięciu koncertów tegorocznej edycji Festiwalu Kwartet Śląski i jego goście usłyszeliśmy i usłyszymy twórczość kameralną Andrzeja Panufnika (1914-1991),oraz dzieła Bartoka i Weberna, szczególnie cenionych przez kompozytora.

Ulubionym kompozytorem Panufnika był Wolfgang Amadeus Mozart. Lady Camilla w posłowiu do nowego wydania Autobiografii swojego męża pisze:

Mozart towarzyszył Andrzejowi od dzieciństwa. Jego matka, znakomita skrzypaczka, która na początku dwudziestego stulecia jako mężatka nie mogła występować publicznie, nieustannie ćwiczyła, każdego dnia wykonując cały repertuar klasyczny. Koncerty Mozarta były wysoko na liście jej ulubionych pozycji i umuzykalniony Andrzej jako dziecko był nimi urzeczony, miał w głowie każdą nutę partii skrzypiec. Kiedy dorósł i mógł słuchać pełnej wersji z orkiestrą, Mozart stawał się dla niego coraz ważniejszy.

Z okazji trzydziestopięciolecia Kwartetu Śląskiego ( w ubiegłym roku) została wydana płyta z całą twórczością kameralną Andrzeja Panufnika. Jest to drugie całościowe nagranie utworów tego kompozytora na świecie.

 

II Kwartet smyczkowy Andrzeja Panufnika znalazł się w koncercie Prologu. (22 listopada).W Autobiografii kompozytor wspomina komponowanie II Kwartetu smyczkowego Messages (1980)

zorientowałem się, że cofam się jeszcze głębiej, do odległego dzieciństwa, do czasu, gdy mając siedem, czy osiem lat, spędzałem wakacje na wsi i uczyniłem zaskakujące odkrycie, że przy przyłożeniu ucha do drewnianych słupów telefonicznych słyszy się tajemnicze, magiczne dźwięki tworzone przez wibrujące na wietrze druty. Wydawało mi się wtedy, że słucham prawdziwej muzyki, było to moje najwcześniejsze doświadczenie twórcze - po raz pierwszy zrobiłem użytek z wyobraźni muzycznej. Postanowiłem zaczerpnąć z tych dziecięcych fantazji, pozwolić im zasugerować konstrukcję, jak i muzyczny materiał Kwartetu. Dałem utworowi podtytuł Messages (Sygnały) i stworzyłem język muzyczny niemal na wzór tajnego szyfru".

 

I Koncert ( 23 listopada)

Program:

Trio fortepianowe op. 1 (1934) Andrzej Panufnik

III kwartet smyczkowy  Bela Bartok

Wolfgang Amadeus Mozart Requiem w transkrypcji na kwartet Smyczkowy

 Wykonawcy:

Szymon Krzeszowiec skrzypce

Adam Krzeszowiec wiolonczela

Anna Krzeszowiec fortepian

Kwartet Śląski

 

Lady Camilla Panufnik przyjęła zaproszenie i zaszczyciła muzyków i słuchaczy swoją obecnością na koncercie inauguracyjnym.

 

Program II koncertu (26 listopada):

Anton Webern Langsamersatz

Andrzej Panufnik II Kwartet smyczkowy Wycinanki

Anton Webern Kwintet fortepianowy

Wolfgang Amadeus Mozart Koncert fortepianowy C-dur

Wykonawcy:

Piotr Banasik fortepian

Kwartet Śląski

 

Program III Koncertu (29 listopada) :

Andrzej Panufnik Sekstet smyczkowy Trains of Thaught

Richard Strauss Capriccio na sekstet smyczkowy

Andrzej Panufnik Pieśń do Najświętszej Marii Panny

                         wersja na sekstet smyczkowy

Wolfgang Amadeus Mozart Grande Sestetto Concertante 

Wykonawcy:

Szymon Krzeszowiec skrzypce, Arkadiusz Kubica skrzypce

Łukasz Syrnicki altówka, Piotr Reichert altówka

Piotr Janosik wiolonczela, Arkadiusz Dobrowolski wiolonczela

 

a dziś koncert IV, finałowy

Program koncertu:

Bela Bartok Divertimento na orkiestrę smyczkową

Andrzej Panufnik Sinfonia concertante na flet i harfę

Andrzej Panufnik Tryptyk Jagieloński na orkiestrę smyczkową

Wolfgang Amadeus Mozart Sinfonia concertatne

Wykonawcy:

Aneta Janiszewska harfa

Łukasz Zimnik flet

Kwartet Śląski

Robert Kabara dyrygent

Śląska Orkiestra Kameralna

 

Komentarze na wszystkich koncertach:

Aleksandra Konieczna

 

____________________________________________________________________________________

sobota, 29 listopada 2014

 

Przepiękny recital pianistyczny.

Rina Sudo jest jedną z najlepszych pianistek japońskich swojego pokolenia. Naukę gry na fortepianie zaczęła jako trzylatka, w wieku ośmiu lat jako solistka zadebiutowała wykonując jeden z koncertów Mozarta z Orkiestrą Filharmonii Tokijskiej. Od tamtej porywystępuje na całym świecie. Niedawno w Japonii ukazała się jej pierwsza płyta CD, zdobywając uznanie krytyków i melomanów.

poniedziałek, 24 listopada 2014

 Ogólnie mam bardzo muzyczny czas. Tak więc, w ubiegłym tygodniu byłam na koncertach w środę, czwartek. Wczoraj też byłam, ale o tym dopiero napiszę, a jeszcze czeka mnie koncertowy wtorek, środa i niedziela. Muzyczne zakręcenie już się objawiło zgubą kolczyka i rękawiczek.

 

Chciałam usłyszeć ten koncert, ponieważ mój dziadek był waltornistą. A ja za nic nie mogłam poradzić sobie z waltornią (kiedyś na urodzinach miałam ją pierwszy i zarazem ostatni raz w rękach).

 

Bruce  Heim profesor klasy waltorni w Uniwersytecie w Louisville. Był wykładowcą wielu szkół akademickich w Ameryce. Jako muzyk-kameralista występował podczas festiwali muzycznych m.in we Włoszech, na Tajwanie, w Wenezueli i w wielu amerykańkich stanach.

Dror Biran, jeden z najzdolniejszych pianistów izraelskich. Absolwent Konserwatorium Giovataim w klasie fortepianu prof. Lili Dorfman oraz Rubin Academy of Music, działającej przy Uniwersytecie w Tel-Awiwie, w klasie fortepianu prof. Arie Vardiego. Zdobył stopień doktora sztuki muzycznej w Instytucie Muzyki w Cleveland.  Zdobywał nagrody na kilkunastu międzynarodowych konkursach muzycznych. Jako solista koncertował z wieloma orkiestrami na świecie m.in. z Litewską Orkiestrą Symfoniczną, Hiszpańską Orkiestrą RTVE, Orkiestrą Filharmoniczną z Johannesburga czy z Izraelską Orkiestrą Filharmoniczną. Regularnie występuje także jako muzyk kameralny.

Program koncertu :

Ludwig van Beethoven

Sonata na róg i fortepian op.17

 

Claude Debussy

Wzgórza Anacapri ze zbioru Preludia, Zeszyt I

 

Fryderyk Chopin

Ballada Nr 4 op. 52

 

Johann Sebastian Bach

Suita francuska nr 2 c-moll BWV 813

 

Leonard Bernstein

Elegy for Mippy I

 

Carlos Arroyo

Sonata X

 

sobota, 22 listopada 2014
poniedziałek, 17 listopada 2014

Wieczory z końca października spędziłam na koncertach III Międzynarodowego Festiwalu Skrzypcowego. Na pierwszym koncercie zostaliśmy zauroczeni muzyką wyczarowaną przez rodzeństwo pochodzące z Kraju kompozytora G. Enescu, w drugim usłyszeliśmy utwór zagrany przez 92 letniego mistrza skrzypiec, a następnie porwani w wir muzyki przez oktet. Trzeci koncert elektryzował nas aranżacjami jazzowymi. Czwarty należał do rosyjskiego rodzeństwa Baranowów. Bisowali moim ulubionym Rachmaninowem. 



Dziś wybieram się na



czwartek, 13 listopada 2014

Wydawca

Muzeum Historii Katowic

Instytut Pamięci Narodowej - Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu

Oddział w Katowicach

Katowice 2013

 

Pocztówki zamieszczone w publikacji pochodzą ze zbiorów Rodziny Przybyłów, wybrano te najciekawsze. Pisał je Antoni Przybyła, który w ciągu ponad dwóch lat w armii niemieckiej zdążył walczyć na różnych frontach I wojny światowej. Zmobilizowany został we wrześniu 1916r. Początkowo był rekrutem w obozie Śląskiego Batalionu Saperów nr 6 w Nysie. Po przeszkoleniu, w listopadzie został wysłany na front bałkański. 30 marca został ranny w walkach na granicy z Grecją. Po okresie leczenia w szpitalach polowych i rekonwalescencji, pod koniec lipca 1917r. trafił na tereny wschodniej Galicji, Bukowiny, Siedmiogrodu, a następnie na front zachodni, do Francji. Ostatnie dwa tygodnie wojny spędził we Flandrii. Do Janowa wrócił w styczniu 1919r., kiedy zwolniono go ze służby wojskowej.

Teksty na pocztówkach są lapidarne, poprawne politycznie ( wiadomo, istniała cenzura pocztowa). Wyjątkiem jest kartka z czerwca 1917r. Autor świadomie nie pisał o dramatycznych wydarzeniach wojennych, bitwach, strachu, nie wspomniał nawet, że został ranny. 

Interesujące są zdjęcia - pocztówki z frontu.

Zapewne książka cenna dla osób zainteresowanych "historią codzienności zwykłych ludzi".

W nocie edytorskiej czytamy

Publikując napisaną po niemiecku korespondencję Antoniego Przybyły zachowaliśmy charakter oryginalnych tekstów, nie ingerując w treść, niewolną od błędów interpunkcyjnych, ortograficznych, gramatycznych oraz od rozmaitych stylistycznych osobliwości, o ile w tekście niemieckim nie poprawiono wspomnianych błędów, o tyle w tłumaczeniu polskim nie tworzono ekwiwalentów owych błędów.

 

Koblencja, 27.06.1917

Droga Siostro!

Szczęść Boże! Już od 3 tygodni jestem po urlopie w Koblencji, ale jak dotąd dostałem od Ciebie tylko kartkę. Na mój gust to skandal, ale cios za cios, jak Ty mnie, tak ja Tobie. Nic Ci nie napiszę, dopóki nie dostanę czegoś z domu. Uwierz mi, mam już wszystkiego po dziurki w nosie, Niemcy, Niemcy ponad wszystko. Cholerna wojna. Jak źle nam idzie, to jak wejada od pierona. Mam nadzieję, że trochę Cię moja kartka poruszy.

Serdeczne pozdrowienia i całusy śle Tobie oraz moim ukochanych Rodzicom, Braciom i ich Rodzinom Twój kochający Cię

brat Anton


poniedziałek, 03 listopada 2014



 

pocieszanie umierających

 

kobieta przy której łóżku siedzę

kobieta która trwożliwie ściska moją dłoń

nie jest moją matką

to zupełnie obca mi

stara umierająca kobieta

 

to nie był mój pomysł

nie chciałem tu przychodzić

siedzieć przy niej udając jej syna

siedzieć i opowiadać o życiu

jakiego pewnie

pragnęłaby dla niego

to nie był mój pomysł

nie chciałem tu przychodzić

 

teraz kiedy kobieta nie żyje

siedzę przy jej łóżku i nie wiem co robić

z tym powołanym do istnienia życiem

z życiem o którym dotychczas nie myślałem

że tak chciałbym aby właśnie wyglądało

co teraz zrobić z życiem jej syna

którego jak się okazało nigdy nie miała

 

przed zakładem kamieniarskim

 

tak jak ten brodaty mężczyzna

w drelichach oparty o kamienne płyty

na których wyryto czyjeś daty urodzin

śmierci imiona nazwiska

tak jak ten mężczyzna palący papierosa

tak właśnie mógłby wyglądać

mojżesz odpoczywający w cieniu

oliwnych drzew u stóp góry synaj

siedzący i rozmyślający o tym

dlaczego bóg wybrał kamień

dlaczego nie wyrył praw

w ludzkim umyśle czy sercu

 

tak właśnie mógłby wyglądać

mojżesz zanim strzaskał

powierzone mu kamienne tablice

zanim pojął jak marną materią

jest ludzki umysł czy serce

 

drzemka na łące

 

piękniejszego dnia

być może już nie będzie

pozwól niech owieje cię

wiatr od morza

pozwól niech wypełni cię

śpiew ptaków

 

piękniejszego dnia

być może już nie będzie

połóż się w trawie

zamknij oczy

poczuj jak twoją głowę

obrasta mech

 

obecność

 

ktoś okaleczył wiele drzew w parku

wycinając na nich nożem napis:

„byłem tu a.c.”

 

zaznaczyć utrwalić

swoją obecność

powszechne daremne

pragnienie

 

patrzę na poranione pnie

i chcę być jak jedno z tych drzew

mieć wiele głębokich wyżłobień

ran blizn okaleczeń

chcę by jak najwięcej śladów

jak w ociekającej

sokiem korze

wyryło się we mnie

 

chcę być jak jedno z tych drzew

chcę być jak wszystkie te drzewa

 

Piotr Maur, pogrzebowe obrzędy, miłosne ceremonie.

Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego, Łódź, 2010

środa, 22 października 2014

fot. M.Wałęga

wtorek, 14 października 2014

8 października w PR Katowice miało miejsce spotkanie autorskie, promujące dwa nowe tomiki poetyckie Barbary Gruszki-Zych. "Koszula przed kolana" wydana przez "Gościa Niedzielnego" oraz "Nie ma nas w spisie" - tom wydany przez Wydawnictwo Naukowe "Śląsk".

"Koszula przed kolana" to zbiór wierszy, z których wiele dedykowanych jest konkretnym ludziom spotkanym przez autorkę. Natomiast druga książka " Nie ma nas w spisie" zawiera wiersze miłosne.

Poetka mówi, że pisanie wierszy dla niej to czas zaklęty, wyjątkowy, wybrany z życia. Przychodzi taki czas, że piszą się wiersze. A czasami trzeba się z nimi tak strasznie męczyć. Powtarzam za Szymborską, że więcej moich wierszy ląduje w koszu niż widzi światło dzienne.

 

Józef Skrzek umuzycznił wieczór

 fot. J.Mienciuk

 

Relacja ze spotkania

niedziela, 12 października 2014
poniedziałek, 06 października 2014

bażant bananowy

fot. M. Wałęga

zdjęcia własne


wtorek, 30 września 2014

  W ubiegłym tygodniu byłam na koncercie ( inauguracyjnym) I Międzynarodowego Konkursu Kwartetów Smyczkowych im. Karola Szymanowskiego.

Wystąpił Apollon Musagete Quartett, który w tym roku został laureatem "Paszportu Polityki"oraz brytyjskiej nagrody Borletti Trust Award. Jako ciekawostkę nadmienię, że AMQ na lata 2012-2014 został objęty programem BBC Radio 3 "New Generation Artists" rezultatem jest wzmożona aktywność koncertowa i nagraniowa w Wielkiej Brytanii.

Usłyszeliśmy: Medytacje na temat staroczeskiego chorału "Święty Wacław" op. 35 a Josefa Suka,

II Kwartet smyczkowy "Messages"(1980) Andrzeja Panufnika,

Kwartet smyczkowy e-moll op. 59 nr 2 Ludwiga van Beethovena

__________________________________________________________________

W wykonaniu Kwartetu Śląskiego 

 

czwartek, 18 września 2014

Stanisław Sojka śpiewa Jesteś moją kokainą, a Daria Dziedzic pisze wiersze, które zamyka w tomiku poetyckim crack. Crack odmiana kokainy, najbardziej uzależniająca i wyniszczająca, od niej nie ma ucieczki, jest tylko śmierć. Czyżby dla bohaterki wierszy, miłość jest uzależnieniem, a relacja pomiędzy kobietą a mężczyzną, była wyniszczającym uczuciem?. Na pewno warto inspirować się literaturą, poezją ( w przypadku tego tomu poezją Paula Celana, i nie tylko) czyjąś twórczością, rozmawiać z mistrzami językiem wiersza.

Czytelnik musi sam pobyć w Cracku, iść śladami bohaterki wierszy (iść śladami autorki), poczuć zapach śmierci, strachu. Wiersze w cracku są skupione, oszczędne, mocne.

 

 Poznań 2014

paul celan otwiera głębię

 

spójrz rozlewa się 

i jest śmiertelnie jak mgła w naszych oczach

 

piszesz z nich dni i wszystkie

zwyczajne noce z rąk do rąk

 

tak się rozdwajamy tracimy potem

trudniej

 

z tych niedomówień kiedyś będzie wiersz

 

dopóki mamy twarze

blisko siebie

 

rozwieszone firanki, każdej nocy tak jest

 

dopóki jest będą niezwyczajne

zamiany w papier

i jeszcze głębsze urojenia

 

nie będzie grawitacji.

paul, popłyniemy ciszej

 

kiedy patrzysz poza mnie, paul


unosi mnie, która rodzi

i śnieg

 

chora z  czarnym okiem porannej

kawy, b(l)ogiem grozy

 

do czwartej nad ranem jeszcze daleko

jestem tutaj przez

miłość

 

na razie mam mnóstwo powodów

 

stany nie(elementarne

 

cyklicznie popadam w obłęd. co roku o tej porze

kiedy gałęzie świerków przykrywa śnieg tracę imię i głos

 

od tego podobno się nie umiera tylko inaczej

postrzega rzeczy bliższe i dalsze

te wszystkie smutne alegorie października

 

tymczasem nie umiem wybudzić

zapisać bezobjawowo

piątek, 12 września 2014

Mamiko, Nowa Ruda 2013

 

Książka na słotną jesień ( może dlatego, że ta pora roku skłania

do głębszych przemyśleń) napisana z humorem. Bohater krótkich opowiastek,

żyjący w tej naszej polskiej rzeczywistości, pyta dlaczego świat, relacje

międzyludzkie są takie, dlaczego na jego krytyczne uwagi, przemyślenia

osoby kreślą sobie kółka na czołach ( wszak są wyznawcami nowej religii?).


Fragmenty:

OOOO

 Małopolski zapisał się do klubu poetyckiego.– Wiersz przyniosłem – powiedział. Poeci się zainteresowali. Nowy i z wierszem, dobrze zaczyna – pomyśleli. Małopolski sięgnął po torbę, odpiął zamek, wyjął jakieś papierowe zawiniątko, z niego kanapkę z żółtym serem i plastrem polędwicy sopockiej ( po 24 zł. za kg,), i wgryzł się w to, co odwinął z papieru.– Coś pan?! – oburzali się jedni. –  Gdzie wiersz?! – pytali drudzy. – Przepraszam – przeprosił Małopolski. – Podobno nie wolno mówić z pełnymi ustami, ale to przecież wiersz! – Jaki wiersz?! Gdzie jest ten wiersz?! – zakrzyknęli zgromadzeni poeci.Małopolski wskazał na kanapkę.– Wszystko jest poezja! – powiedział. Poprosili go, żeby nie przychodził. I tak sam miał zrezygnować, bo nudno było.

O

Wysłał kanapkę na konkurs poezji awangardowej. Dostał wyróżnienie drukiem.

O

Małopolski postanowił wydać tomik wierszy. Wierszy jeszcze nie miał, ani jednego, więc zastanawiał się, od czego by tu zacząć. Zaczął od tytułu. „Papier, „Kanapka”, „Wiersze na śniadanie” – różne tytuły chodziły mu po głowie, ale na żaden nie mógł się zdecydować. Wreszcie postanowił nazwać tomik bezpretensjonalnie – „Bez tytułu”. – To nawet nieźle brzmi, a końcu tyle jest wierszy bez tytułu, a takiego tomiku nie ma wcale – stwierdził.

O

Małopolski zakochał się. Zupełnie się tego nie spodziewał. Dotąd był na to odporny, a tu masz babo placek! Nieoczekiwanie się to stało. Szedł sobie chodnikiem – jak to miał w zwyczaju, starał się nie nadeptywać na szczeliny między płytami, nawet mu to  – gdy ją ujrzał. I wtedy nadepnął na linię. Stanął jak wryty i patrzył. A ona patrzyła gdzieś obok. Spojrzał w tym kierunku, ale tam nic ciekawego nie było. Drzewo, a za nim ściana budynku z oknem. „Co ona tam widzi, że tak się w to okno wpatruje?” – zastanawiał się. Jeszcze długo stał i patrzył na dziewczynę. Podobało mu się w niej wszystko: blond loki, piękna, rześka cera, szczupłe nogi, wąska talia, no i ubrana była ślicznie – w zwiewną w egzotyczne kwiaty, na których przysiadły kolibry. Mógł tak na nią patrzeć godzinami, więc patrzył. A ona stała. A jak słońce zaczęło się chować za budynkiem Zespołu Szkół Mechaniczno-Samochodowych, z budynku wyszła jakaś pretensjonalnie ubrana młoda kobieta, popatrzyła dziwnie na Małopolskiego, coś jakby prychnęła na jego widok, a on nie zdążył nawet zareagować, kiedy podeszła do jego ukochanej, chwyciła ją wpół i wniosła do wnętrza budynku. Wyszło na to, że Małopolski źle ulokował uczucia.

O

Małopolski zauważył, że ludzie, którzy zakładają mundury, jakby jednocześnie zdejmowali część siebie. Jakby ich ubywało tam, gdzie była serdeczność, życzliwość i bezpretensjonalność, a przybywało tam, gdzie jest powaga i przekonanie o swoich racjach.

 – Zespół przerośniętego ego – mawiał na takich.

 

sobota, 06 września 2014

 Balonem w chmurność

Motylowiec

Sennie

Zdjęcia własne

sobota, 30 sierpnia 2014

 

***


Wolność. Myślałem o niej kiedy ciepłą nocą

pływałem w labiryncie morza. Lub kiedy z kolegami

wodowałem statek. Albo jak szedłem wieczorem

w poświacie telewizorów samotny jak suche drzewo

wśród pól leżących w gorączce.

Byłem wolny? Bałem się nieustannie, że ktoś

podejdzie cicho i nagle uderzy w głowę.

I zdarzyło się w końcu, dostałem kulę w plecy.

Zdążyłem się odwrócić, widziałem zieleń hełmu

rude, dziecinne piegi i zdziwione spojrzenie

obejmujące wszystko i nie mające

końca.

 

Zastrzelony? 1950-1970?

 

Jan Polkowski, Głosy (2012)


 

 

niedziela, 24 sierpnia 2014

 

Prolegomena do

pierwszego wiersza

 

To mógłby być wiersz o Słońcu.

Wszystko skryłoby się w nim przed nocą

i jej odgałęzieniami, już nie związane

w koronach drzew i tysięcy oczu.

 

Wiersz o słońcu zastąpiłby wszystko,

nawet własną ideę bądź jej ziemskie widmo,

wyprzedzając nasze spojrzenia, dywagacje.

 

Wiersz nie przepuszczony przez pryzmat.

Wiersz będący własnym punktem odniesienia.

Wiersz na słonecznej skali

widzi mi się tak

 

Jacek Gutorow, Nad brzegiem rzeki (1990-2100)

 



Concerto L'estate


allegro non molto 

nagle przestało padać. tylko z drzew nadal kapało. 

duże krople cięły powietrze gęste od zapachu maciejki. 

pozornie poruszały obraz nieba, w którym pływaliśmy  

zupełnie nadzy, najpierw chichocząc, potem poważniejąc. 

adagio 

właśnie minęła dziewiąta, gdy zostałem sam. zmrok właził 

pod skórę przez wszystkie skaleczenia. nawet najmniejsze  

draśnięcia stawały się widoczne, na powrót, choć już nikt

nie zdoła ustalić kiedy miały miejsce i gdzie to się działo. 

presto 

poszarpane chmury usiłowały zasłonić skopane plecy 

świerszcze zagłuszały odgłosy walki. leżałem na ziemi.  

chciałem się z nią kochać od zawsze. słońce przeszło  

na drugą stronę, było czarne i chropowate. i było jasno.


autor: oko

czwartek, 24 lipca 2014

Z deszczowego czwartku, w wolnej chwili od upału.

Na czas przyjazdów i odjazdów.

I znów wracam do M.

 

piątek, 11 lipca 2014

 

  zdjęcia własne

wtorek, 01 lipca 2014

Trzy razy przeczytałam "Echa", a i tak będę do nich wracać. Tom zawiera 29 wierszy. "Echa" to obrazy z przeszłości, wspomnienia z dzieciństwa ( np. Świąteczne popołudnie, Pierwsza lekcja, Religia pól, Bożek), z młodości (Lustro, Spotkanie). W innych wierszach (Kobieta płacze jak smok (ponieważ jestem poetą), Oczywiście, Pokój, Piątek, Podobno) autor porusza istotę, cel pisania. Myślę, że wyjątkowo bliskim wszystkim piszącym jest wiersz Piątek. Gdy piszemy jesteśmy daleko od siebie i od świata.

Wojciech Bonowicz urodził się w Oświęcimiu, ten fakt odbił się w wierszu Napis przy torze, Możliwe zakończenie, Skrzydła. Autor o swojej poezji mówi:

Moje tematy to na ogół coś nieokreślonego, pogranicznego, coś, co nie rysuje się zbyt wyraźnie. Jakieś uczucie, które dopiero się pojawia albo które już znika. Jakieś przeświadczenie, które nie jest, nie może albo nie chce być pewnością.


Widoczność

 

Na zarośniętej rzece jeden stateczek.

W miejscu gdzie woda jest gładka jeden stateczek.

I jeszcze jeden wypływa z ust i wpływa do zatoki.

 

Skrzydła


Kobiety się przytulają płaczą. Rozmawiają

o dziecku które dopiero się narodzi.

Z każdym życiem powraca na ziemię niepokój.

Kobiety płaczą obejmują się wzruszone.

 

kiedy już sobie powiedziały. Całe niebo

w strażnikach a one nie patrzą w ich stronę

obejmują się przytulają. Starsza czesze włosy młodszej

zakłada jej rękę na szyję szepce na ucho: "Jutro stąd wyjdziemy".

 

Pierwsza lekcja


"Ilu ludzi zginęło w Oświęcimiu?",

spytała pani.


Skuliłem się i modliłem w duchu

żeby było ich

jak najmniej.

 

Wojciech Bonowicz

niedziela, 29 czerwca 2014

Od czasu do czasu wracam  w takie rejony, szczególnie po parnym dniu, gdy ciężko oddychać. Od zachodu coraz bardziej się chmurzy, burzy. Od zachodu zbliża się ciemna ściana wody. Słychać warkot samolotu.


Od bodaj dwóch lat w maju na słupie wysokiego napięcia nocuje bocian.

Zanim "ustawi" się w odpowiedniej pozycji, odgrywa niby taniec.

 

W czerwcu ogródek zakwitł na żółto, różowo i czerwono.

zdjęcia własne

środa, 25 czerwca 2014

Na granicy dwóch dzielnic, wśród lasów są stawy, ulubione miejsca wędkarzy. Na zdjęciach poniżej jest staw, nad którym była kiedyś stanica wodniaków - budynek, przystań, kajaki. Później wszystko poszło w ruinę. Resztki gruzów można napotkać w wysokich trawach. Staw jest teraz siedliskiem kaczek, łabędzi; śpiewa rechotem żab. Z centrum Katowic dojeżdża tutaj autobus 109. W weekend do pobliskiego parku Bolina przyjeżdża sporo osób.W tygodniu bywam tam kilka razy ( dziś też byłam). Po południu w ręce mi wpadł zeszyt, w którym zapisywałam swoje stare wierszyki. Znalazłam wersowce ( napisane w 2005r.), które moim zdaniem pasują do zdjęć z tel. komórkowego.

 

***

zapuścić korzenie

potem tylko pęd do nieba

zakwitnąć i pachnieć

 

zapętlenie


w czerwcowych półcieniach

puchata kula na błękicie oka

wysyłam słowo pytajne

 

 

Zdjęcia własne

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19